<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Wywiady &#8211; Cyfrowi Nomadzi</title>
	<atom:link href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/category/wywiady/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.cyfrowinomadzi.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Wed, 01 Feb 2023 11:54:09 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=5.6.16</generator>

<image>
	<url>https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/cn_favico.png</url>
	<title>Wywiady &#8211; Cyfrowi Nomadzi</title>
	<link>https://www.cyfrowinomadzi.pl</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>W 4-letniej podróży z laptopem z Krzyśkiem Moskiem</title>
		<link>https://www.cyfrowinomadzi.pl/krzysztof-mosek/</link>
					<comments>https://www.cyfrowinomadzi.pl/krzysztof-mosek/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Yusti]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 15 May 2020 08:12:31 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.cyfrowinomadzi.pl/?p=8742</guid>

					<description><![CDATA[<p>Krzysztof Mosek to cyfrowy nomada, który od czterech lat podróżuje po świecie. Odwiedził setki ciekawych miejsc. Przeżył ponad 1400 dni w podróży. I nie zamierza szybko wracać do domu. Twoje konto na Instagramie rozpoczęło życie 6 lipca 2016 roku. Znalazłeś [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/krzysztof-mosek/">W 4-letniej podróży z laptopem z Krzyśkiem Moskiem</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div id="fb-root"></div>

<h2><strong>Krzysztof Mosek to cyfrowy nomada, który od czterech lat podróżuje po świecie. Odwiedził setki ciekawych miejsc. Przeżył ponad 1400 dni w podróży. I nie zamierza szybko wracać do domu.</strong></h2>



<h4><strong>Twoje <a href="https://www.instagram.com/chrismosek/" target="_blank" rel="noreferrer noopener">konto na Instagramie</a> rozpoczęło życie 6 lipca 2016 roku. Znalazłeś się wtedy w Bangkoku. To była Twoja pierwsza podróż jako cyfrowy nomada?</strong></h4>



<p>K.M.: Tak. Znalazłem się w Bangkoku dokładnie miesiąc wcześniej, w dzień swoich 25. urodzin. Data nie była przypadkowa – chciałem w ten sposób zaznaczyć moment, kiedy zostawiłem swoje poprzednie życie za sobą.</p>



<h4><strong>I wyruszyłeś w nieznane?</strong></h4>



<p>Tak. Tajlandia była pierwszym poważnym przystankiem w tej podróży. Wcześniej wybrałem się tylko na tydzień do Barcelony, aby sprawdzić, jak wygląda praca w obcym, niepolskim środowisku.&nbsp;</p>



<h4><strong>Instagram stał się miejscem, w którym zachowujesz wspomnienia z podróży?</strong></h4>



<p>Założyłem Instagrama, aby podzielić się migawkami z tego nowego, ekscytującego dla mnie świata. Wcześniej nie byłem aktywny w social media w żaden sposób. Zrobiłem pewnego rodzaju eksperyment, upubliczniając coraz większe kawałki swojego życia w internecie, aż stało się to dla mnie normą. Ciekawsze przemyślenia zapisuję w prywatnym cyfrowym pamiętniku od około trzech lat.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img loading="lazy" width="2500" height="1872" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Mach.png" alt=" Peru, Machu Picchu " class="wp-image-8749" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Mach.png 2500w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Mach-600x449.png 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Mach-300x225.png 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Mach-1024x767.png 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Mach-768x575.png 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Mach-1536x1150.png 1536w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Mach-2048x1534.png 2048w" sizes="(max-width: 2500px) 100vw, 2500px" /><figcaption>
Peru, Machu Picchu 
</figcaption></figure>



<h4><strong>Co pamiętasz ze swojej pierwszej podróży jako cyfrowy nomada?</strong></h4>



<p>K.M.: Początkowo – strach. Nigdy nie zapomnę pierwszego dnia w Bangkoku, kiedy wysiadłem z taksówki na chaotycznej tajskiej ulicy. Hałas, nieznośny upał, bród, wilgoć i zapach spalin dookoła. Każdy element życia na dalekim wschodzie był dla mnie nowy. Stanąłem na środku chodnika, rozejrzałem się dookoła i spytałem siebie w duchu: „Oto jestem, co teraz? Po co to wszystko?”. Do dziś nie potrafię zrozumieć swojego podejścia do pierwszej wyprawy. Poza biletem z Warszawy do Bangkoku nie miałem właściwie nic.&nbsp;</p>



<h4><strong>Jak przygotowywałeś się do tego wyjazdu?</strong></h4>



<p>K.M.: Całość miała być jedną wielką improwizacją. Przyjechałem kompletnie nieprzygotowany. Nie miałem zielonego pojęcia o żadnym aspekcie życia w Tajlandii. Nie miałem nawet rezerwacji noclegu czy osoby na miejscu, o którą mógłbym cokolwiek spytać. Perfekcyjne urodziny… Z czasem strach i niepewność zostały wyparte przez te niesamowite uczucie spełnienia, wolności i podróżniczej euforii.&nbsp;</p>



<h4><strong>A sama decyzja, by zostać cyfrowym nomadą, jak zapadła?</strong></h4>



<p>K.M.: Dorastając w małym, dość hermetycznym mieście, wytworzyłem w sobie pewien swoisty „głód” świata. W momencie, kiedy wybrałem się na studia do Poznania, potrzeba odkrywania została na jakiś czas zaspokojona. Po skończeniu studiów i rozpoczęciu etosu polskiego podatnika szara rzeczywistość okazała się zbyt brutalna. Rutyna spowodowała, że życie wydawało się przeciekać przez palce. Czegoś brakowało.</p>



<p>Wracałem myślami do momentu, kiedy na jeden semestr wyjechałem na wymianę studencką do Portugalii. Był to czas, kiedy pierwszy raz miałem okazję posmakować życia na dłuższy okres w obcym dla mnie miejscu. Uwielbiałem każdy dzień, który tam spędziłem. Wróciłem do Polski ze łzami w oczach. Nie chciałem wracać.</p>



<p>Brakowało mi tego uczucia życia w obcej kulturze i eksplorowania nieznanego.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img loading="lazy" width="1024" height="640" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Cozumel-1024x640.png" alt="Cozumel, Meksyk " class="wp-image-8744" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Cozumel-1024x640.png 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Cozumel-600x375.png 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Cozumel-300x187.png 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Cozumel-768x480.png 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Cozumel-1536x960.png 1536w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Cozumel-2048x1280.png 2048w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption>Cozumel, Meksyk </figcaption></figure>



<p>Doszło do tego kilka elementów z mojego życia prywatnego oraz fakt, że zostałem wykopany z mieszkania, które wynajmowałem, bo rzekomo miało tam powstać studio fotograficzne. Świat dał mi sygnał, że przyszła pora na coś nowego.</p>



<p>Jakiś czas później usłyszałem o cyfrowych nomadach. Zacząłem szperać w internecie i zostałem oczarowany. Widzę zdjęcie jakiegoś gościa na plaży z laptopem na kolanach. Pomyślałem, że też tak chcę. Sprzedałem większość swoich rzeczy na aukcjach, niektóre zachowałem w kartonach na dnie piwnicy u swoich rodziców. Dwa miesiące później, z laptopem w plecaku i biletem w jedną stronę, żegnam się z siostrą na lotnisku w Warszawie.&nbsp;</p>



<h4><strong>Jak wybierasz kolejne miejsca docelowe? Co robisz w miejscach, w których się zatrzymujesz? Jak sobie organizujesz tam czas?</strong></h4>



<p>K.M.: Staram się wybierać miejsca, w których uprzednio nie byłem, oraz oddalone od Polski na tyle, że stają się dla mnie atrakcyjne pod względem klimatycznym czy kulturowym.</p>



<p>Na miejscu priorytetem jest zorganizowanie odpowiedniego środowiska, które zapewni mi możliwość bycia produktywnym w obowiązkach, które mi przynoszą dochód. Następnie staram się skupiać na eksplorowaniu danego miejsca i kultury z nim związanej. Bardzo nie lubię, kiedy ktoś mnie traktuje jak turystę, który przyjechał na tygodniowe wakacje. Dużo czasu poświęcam na zawieranie lokalnych znajomości, które pozwolą mi doświadczyć danej okolicy w bardziej autentyczny sposób (na ile to możliwe w danym miejscu).</p>



<p>Czas organizuję sobie w sposób „biurowy”, pracując głównie w tygodniu i odpoczywając w weekend. Klienci, z którymi współpracuję, są w strefie czasu europejskiego, więc muszę również uwzględniać czas na wspólne audiokonferencje.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img loading="lazy" width="1024" height="682" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Laos-1024x682.png" alt="Van Vieng, Laos" class="wp-image-8746" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Laos-1024x682.png 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Laos-600x400.png 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Laos-300x200.png 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Laos-768x512.png 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Laos-1536x1024.png 1536w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Laos-2048x1365.png 2048w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption>Van Vieng, Laos</figcaption></figure>



<h4><strong>Z jakich aplikacji korzystasz?</strong></h4>



<p>K.M.: Poza aplikacjami, które są używane głównie do pracy, mam szereg aplikacji ułatwiających życie, jakie prowadzę – od akomodacji (Airbnb, Facebook), przez aplikacje finansowe (Revolut, N26, aplikacje mojego banku), planowanie podróży (Kiwi, Skyscanner, Kayak, Wikiloc), organizację (Evernote, Apple Notes, aplikacje mailowe), komunikację (za wiele, aby wymieniać, zależne od regionu), po tworzenie treści (Lightroom, szereg aplikacji pod social media) i oczywiście słowa kluczowe w wyszukiwarce Google.</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img loading="lazy" width="1024" height="576" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Tajwan-1024x576.jpg" alt="Tajwan - Park Narodowy Yangmingshan" class="wp-image-8750" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Tajwan-1024x576.jpg 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Tajwan-600x338.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Tajwan-300x169.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Tajwan-768x432.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Tajwan-1536x864.jpg 1536w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Tajwan-2048x1153.jpg 2048w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption>Tajwan &#8211; Park Narodowy Yangmingshan</figcaption></figure>



<h4><strong>Sport, aktywność fizyczna, zdrowie grają dużą rolę w Twoim życiu?&nbsp;</strong></h4>



<p>K.M.: Regularna aktywność fizyczna jest dla mnie niemal święta. Z racji, że moja praca ma charakter siedzący, co nie jest korzystne dla zdrowia, kompensuję to sobie różnymi rodzajami treningów. Nie mam pojedynczego sportu, któremu jestem całkowicie poświęcony, jednak zauważyłem od ostatnich 4 lat dużą tendencję ku wszelkim sportom walki. Zaczęło się niewinnie, od boksu tajskiego, jednak podążyło w stronę mieszanych sztuk walki (kickboxing, brazylijskie jiu-jitsu, zapasy, boks). Jeśli nie mam możliwości treningu w klubie walk, biegam bądź przerzucam ciężary.&nbsp;</p>



<h4><strong>A czym się zajmujesz zawodowo?</strong></h4>



<p>K.M.: Tworzeniem oprogramowania dla korporacji. Współpraca na zasadzie B2B zapewnia mi spokój i płynność finansową.</p>



<h4><strong>Jakie miejsca polecasz do pracy zdalnej dla kogoś, kto ma do dyspozycji 1000 euro miesięcznie? A jakie dla kogoś, kto ma 1500 euro miesięcznie? Jakie są najtańsze miejsca do pracy zdalnej?</strong></h4>



<p>Na pewno kraje Azji i Ameryki Łacińskiej. W kulturze Orientu znajdziemy kraje najbardziej atrakcyjne finansowo, takie jak Wietnam, Indonezja czy Filipiny.&nbsp;</p>



<p>Jeśli chodzi o Amerykę Południową, to najlepiej pewnie wypadną Kolumbia i Peru. Najdroższe miejsca, w jakich byłem, to Japonia, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Korea Południowa.&nbsp;&nbsp;</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img loading="lazy" width="1024" height="658" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Seul-1024x658.jpg" alt="Seul, Korea Południowa – Pałac Gyeongbokgung" class="wp-image-8748" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Seul-1024x658.jpg 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Seul-600x386.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Seul-300x193.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Seul-768x494.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Seul-1536x987.jpg 1536w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Seul-2048x1316.jpg 2048w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption>Seul, Korea Południowa – Pałac Gyeongbokgung</figcaption></figure>



<p>Trudno naprawdę zawęzić dany kraj do konkretnych cyfr z racji różnych nawyków wydawania pieniędzy. Malediwy kojarzą się z ekstremalnie drogim miejscem, jednak rzeczywistość nie jest taka, jak się ludziom wydaje. Nurkowałem, oglądając ściany rafy koralowej przy resorcie, w którym pobyt kosztuje od 50 tysięcy dolarów za noc. Ta sama rafa, ryby i woda kosztowały mnie 10 dolarów za paliwo do motorówki dla kolegi, którego poznałem na jednej z wysp.</p>



<p>Wyjście ze strefy cen turysty i poznanie lokalnych ludzi jest najlepszą opcją dla naszego portfela.&nbsp;&nbsp;</p>



<h4><strong>Jaki budżet jest potrzebny, by prowadzić takie życie?</strong></h4>



<p>K.M.: 1000 dolarów to takie rozsądne minimum. Im więcej wiemy o danym miejscu, tym mniej zapłacimy. Improwizacja jest najdroższa.&nbsp;</p>



<p>Bardzo dużo zależy od preferencji spędzania czasu i nawyków wydawania pieniędzy. Można zapłacić 15 zł za nocleg w wietnamskim hostelu albo 500 zł za resort w tej samej miejscowości.</p>



<p>Warto mieć na uwadze posiadanie przynajmniej dwumiesięcznej poduszki finansowej, bo sytuacje losowe się zdarzają.&nbsp;&nbsp;</p>



<h4><strong>Czym zajmujesz się poza pracą? Co jest dla Ciebie ważne?&nbsp;</strong></h4>



<p>K.M.: Cała ta eskapada jako cyfrowy nomada to zmieniające życie doświadczenie. Ważne jest dla mnie to, aby zapamiętać te wszystkie piękne momenty, spędzić czas w taki sposób, aby wniósł on dla mnie jakąś wartość. Chciałbym zebrać to, co uważam za najlepsze z obcych kultur, i zacząć to stosować w swoim życiu, powrócić finalnie do domu w lepszej wersji.&nbsp;</p>



<p>Czasem zwyczajnie biegam z aparatem i zapisuję migawki, pracuję na swoje wspomnienia. Mam świetną możliwość fuzji pracy z podróżami, jednak jestem świadom, że to się kiedyś skończy. Wycisnę z tej cytryny tyle, ile dam radę.&nbsp;</p>



<figure class="wp-block-image size-large"><img loading="lazy" width="1024" height="576" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Mjanma-1024x576.png" alt="Mjanma, Bagan" class="wp-image-8747" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Mjanma-1024x576.png 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Mjanma-600x338.png 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Mjanma-300x169.png 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Mjanma-768x432.png 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Mjanma-1536x864.png 1536w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2020/05/Mjanma-2048x1153.png 2048w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption>Mjanma, Bagan</figcaption></figure>



<h4><strong>Jak widzisz siebie za dziesięć lat?</strong></h4>



<p>Chciałbym wieść szczęśliwe, wartościowe życie. Nie planuję konkretnych wydarzeń na określone lata. Nastąpiły pewne zmiany w mojej osobowości, w związku z czym wiele z moich poprzednich planów się przedawniło. Na pewno chciałbym uporać się ze swoimi demonami, zachować ciekawość świata i może zacząć pracować na wspólne wspomnienia z kimś jeszcze.&nbsp;&nbsp;</p>



<h4><strong>Gdzie teraz jesteś?&nbsp;</strong></h4>



<p>K.M.: Na Filipinach, na małej surferskiej wysepce o nazwie Siargao. Miałem możliwość powrotu przed koronawirusem do kraju, jednak świadomie zdecydowałem przeczekać sytuację, będąc odizolowanym tutaj.&nbsp;</p>



<h4><strong>Czy koronawirus wpłynie na zmianę twojego sposobu podróżowania?</strong></h4>



<p>K.M.: Jeśli o mnie chodzi, to nie. Wypracowałem pewien model podróży, który służy mi niezawodnie, biorąc pod uwagę styl życia, jaki prowadzę aktualnie. Możliwe, że będę musiał dokonać pewnych zmian w związku z aktualną sytuacją.</p>



<p>Świat jednak nigdy nie będzie już taki sam i myślę, że sposób życia i podróżowania globalnie się zmieni. Przed pandemią większość zależała od mojej woli. Aktualnie muszę się dostosowywać do rozporządzeń konkretnych krajów. Obawiam się, że koronawirus wywoła w przyszłości delikatną ksenofobię lokalnych społeczności względem turystów czy podróżników. Może to wpłynąć na turystykę w pewnych obszarach i obniżyć ogólną satysfakcję z podróży.&nbsp;&nbsp;</p>



<h4>Dziękuję za rozmowę i życzę bezpiecznych podróży.</h4>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/krzysztof-mosek/">W 4-letniej podróży z laptopem z Krzyśkiem Moskiem</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.cyfrowinomadzi.pl/krzysztof-mosek/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Z laptopem w Himalaje. Bartek Tofel o pracy zdalnej z Nepalu</title>
		<link>https://www.cyfrowinomadzi.pl/z-laptopem-w-himalaje-bartek-tofel-o-pracy-zdalnej-z-nepalu/</link>
					<comments>https://www.cyfrowinomadzi.pl/z-laptopem-w-himalaje-bartek-tofel-o-pracy-zdalnej-z-nepalu/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Yusti]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 09 Nov 2019 06:16:14 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Wywiady]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.cyfrowinomadzi.pl/?p=8592</guid>

					<description><![CDATA[<p>Internet sięga coraz dalej i coraz wyżej. Jak daleko i jak wysoko? Sprawdza to Bartek Tofel, który na motocyklu, z laptopem w plecaku, przemierza Nepal. Justyna: Bartek, gdzie jest teraz twój pracodawca? Wie, gdzie jesteś?&#160; Bartek: Mój pracodawca? Nie jestem [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/z-laptopem-w-himalaje-bartek-tofel-o-pracy-zdalnej-z-nepalu/">Z laptopem w Himalaje. Bartek Tofel o pracy zdalnej z Nepalu</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div id="fb-root"></div>
<h1>Internet sięga coraz dalej i coraz wyżej. Jak daleko i jak wysoko? Sprawdza to Bartek Tofel, który na motocyklu, z laptopem w plecaku, przemierza Nepal.</h1>
<h3>Justyna: Bartek, gdzie jest teraz twój pracodawca? Wie, gdzie jesteś?&nbsp;</h3>
<p><strong>Bartek:</strong> Mój pracodawca? Nie jestem pewien, gdzie teraz jest, ale myślę, że w jakimś luksusowym apartamencie w Dubaju albo w willi na Bali.</p>
<p>Mój pracodawca nie zajmuje się takimi kwestiami, jak to, skąd kto pracuje. Jeśli już kogoś to interesuje, to raczej mojego bezpośredniego szefa, ale ten również często przemieszcza się między Dubajem, Bali a Tajlandią. Tak długo, jak jestem w stanie być online podczas core hours, nie ma problemu i nikomu nie muszę nic obiecywać. W końcu po coś ma się tę pracę zdalną!</p>
<div id="attachment_8593" style="width: 2710px" class="wp-caption alignnone"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Manang.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-8593" loading="lazy" class="wp-image-8593 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Manang.jpg" alt="" width="2700" height="1800" /></a></p>
<p id="caption-attachment-8593" class="wp-caption-text">Fot. ze zbiorów Bartka Tofla.&nbsp; 2019. Wioska Manang na Annapurna Circuit.</p>
</div>
<h3>Justyna: Gdy rozmawialiśmy ostatnio, wspominałeś, że jesteś teraz człowiekiem szefem i musisz często siedzieć na Skypie. Jak dajesz radę z Nepalu?</h3>
<p><strong>Bartek:</strong> Od czasu, gdy ostatnio rozmawialiśmy, trochę się zmieniło i już nie jestem szefem (śmiech). Zbyt stresująca i mało płatna robota. Może jestem zbyt materialistycznie nastawiony, ale po promocji na wyższe stanowisko nie przyszła podwyżka, więc po kilku miesiącach wróciłem na stare, czyli testowanie oprogramowania. Jest bardziej nudno, co mi trochę doskwiera, ale przynajmniej mogę spać w nocy bez problemu. A jak pamiętasz, miałem z tym sporo problemów.</p>
<p>Ale nawet jeślibym nadal miał to samo stanowisko, to akurat przebywanie w Nepalu nie byłoby tutaj problemem. Do rozmów głosowych wystarcza połączenie o przepustowości około 1 Mbit/s, a takie da się tutaj znaleźć nawet w niektórych zakątkach Himalajów. Poza tym większość komunikacji odbywa się w programie Slack.</p>
<h3>Justyna:&nbsp; Gratuluję, że udało ci się na własne życzenie zdegradować się w&nbsp; hierarchii&nbsp;pracowniczej. Jak jest teraz? Nadal musisz pracować te bite 8 godzin? Czy w jakichś określonych godzinach?</h3>
<p><strong>Bartek:</strong> Tak, bite 8 godzin, w tym 6 godzin <em>overlapu</em> z innymi członkami zespołu, z których większość pracuje w ramach różnych europejskich stref czasowych. Przebywanie w Nepalu nic w tej kwestii nie zmienia. W tutejszej strefie czasowej oznacza, że muszę być online przynajmniej między 15:00 a 21:00.</p>
<h3>Justyna: Z Nepalu da się więc pracować zdalnie. Czy to dopiero sprawdzasz?</h3>
<p><strong>Bartek:</strong> Chyba da się całkiem nieźle.</p>
<p>W ostatnich 2 latach Nepal się bardzo zmienił, a przynajmniej jego infrastruktura. Na elektryczność można liczyć (blackouty zdarzały mi się może co kilka dni i nie trwały nigdy dłużej niż godzinę), jakość internetu także bardzo się poprawiła.</p>
<p>W głównych miastach jest 4G/LTE (i pakiety po około 9-15 dolarów za 30 GB), a w hotelach czy mieszkaniach z Airbnb można znaleźć łącza 20-40 Mbit/s. Jedzenie jest dobre, jeśli ktoś lubi kuchnię hinduską, a jeśli nie, to restauracje serwujące zachodnią kuchnię, i to często całkiem niezłą, też się w większych miastach znajdą.</p>
<div id="attachment_8590" style="width: 1610px" class="wp-caption alignnone"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Wnetrze-tea-houseu.-na-3800m.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-8590" loading="lazy" class="wp-image-8590 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Wnetrze-tea-houseu.-na-3800m.jpg" alt="" width="1600" height="1200" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Wnetrze-tea-houseu.-na-3800m.jpg 1600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Wnetrze-tea-houseu.-na-3800m-600x450.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Wnetrze-tea-houseu.-na-3800m-300x225.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Wnetrze-tea-houseu.-na-3800m-768x576.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Wnetrze-tea-houseu.-na-3800m-1024x768.jpg 1024w" sizes="(max-width: 1600px) 100vw, 1600px" /></a></p>
<p id="caption-attachment-8590" class="wp-caption-text">Wnętrze tea house&#8217;u na 3 800 m. Fot. ze zbiorów Bartka Tofla. 2019.</p>
</div>
<p>No i do tego dochodzą Himalaje. Fajnie tak przed pracą móc sobie skoczyć na punkt widokowy i obejrzeć wschód słońca nad masywem Annapurny, a w weekend wyskoczyć sobie na krótki trekking po najwyższych górach świata.</p>
<p>Jednocześnie trochę doskwiera mi azjatycki chaos, bylejakość i bieda, które momentami działają mi na nerwy i utrudniają życie. To, co w czasie podróży jest przygodą, gdy o godzinie X trzeba być online, jest już tylko frustracją. Wydaje mi się więc, że na dłuższy okres praca z Nepalu byłaby męcząca, ale na kilka miesięcy? Czemu nie?</p>
<h3>Justyna: Planowałeś tę podróż i chciałeś coś zobaczyć konkretnego czy to wypad na spontanie?</h3>
<p><strong>Bartek:</strong> Wymyśliliśmy ją razem z Antkiem Myśliborskim – tym, który naciągnął mnie na cyfrowy nomadyzm lata temu. Podczas wspólnego nomadycznego pobytu na Sardynii we wrześniu tego roku wpadliśmy na pomysł, by jechać do Nepalu. Plan polegał na tym, że po prostu polecimy tam i na miejscu zobaczymy co dalej.</p>
<p>Przyleciałem tu pod koniec września, a Antek dwa tygodnie później i jedyne, co mieliśmy zaplanowane, to to, że w pewnym momencie spotkamy się w Pokharze, a potem pojedziemy na wakacje na trekking do Górnego Mustangu.</p>
<p>W międzyczasie wymyśliłem, że później skoczę na kolejne wakacje do Khumbu (zebrało mi się trochę dni wolnych, bo praktycznie w ogóle z nich nie korzystałem w tym roku). Mieliśmy więc jakiś ogólny zarys, ale szczegóły uzupełniamy na miejscu.</p>
<h3>Justyna: Stałeś się chyba przez to żywym dowodem na to, że internet i Airbnb są już praktycznie wszędzie, jeżeli są i tutaj.</h3>
<p><strong>Bartek:</strong> Wszędzie, na szczęście i nieszczęście, nie. Wciąż czekam na przenośny, lekki i ekonomiczny zestaw z panelem słonecznym i modemem satelitarnym, gdyż wtedy mógłbym pracować naprawdę z każdego miejsca. No, może poza biegunami polarnymi, bo tam byłoby trochę za zimno (śmiech).</p>
<div id="attachment_8587" style="width: 1610px" class="wp-caption alignnone"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Teahouse-na-3800m-skad-pracowalem.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-8587" loading="lazy" class="wp-image-8587 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Teahouse-na-3800m-skad-pracowalem.jpg" alt="" width="1600" height="1067" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Teahouse-na-3800m-skad-pracowalem.jpg 1600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Teahouse-na-3800m-skad-pracowalem-600x400.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Teahouse-na-3800m-skad-pracowalem-300x200.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Teahouse-na-3800m-skad-pracowalem-768x512.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Teahouse-na-3800m-skad-pracowalem-1024x683.jpg 1024w" sizes="(max-width: 1600px) 100vw, 1600px" /></a></p>
<p id="caption-attachment-8587" class="wp-caption-text">Fot. ze zbiorów Bartka Tofla 2019. Nepalskie Airbnb. Tea house na 3 800 m skąd pracował.</p>
</div>
<p>Na razie pozostaje polegać na łączach w dużych miastach plus karty SIM na wszelki wypadek. W miastach, tzn. w Pokharze i Katmandu, łatwo można znaleźć łącza o prędkości 20-40 Mbit/s, choć ze stabilnością bywa różnie. W hotelu w Pokharze, gdzie jestem teraz, jakoś kiepsko przędzie, ale gdy Antek był tu 3 tygodnie temu, śmigał nieźle.</p>
<p>Podobnie z internetem mobilnym. Można się zdziwić, gdzie dociera, ale czasem bywa tak, że niby coś jest, a nie da się otworzyć wyszukiwarki Google. Tak trafiło mi się w wiosce Manang leżącej na Annapurna Circuit.</p>
<p>Z drugiej strony jestem zapewniany przez znajomego Szerpę, że internet jest dostępny we wszystkich dolinach Khumbu. Jeszcze tego nie testowałem, ale w ciągu dwóch lub trzech tygodni sprawdzę to i dam znać jak się pracuje z widokiem na Lhotse, Ama Dablam czy Cho Oyu.</p>
<div id="attachment_8584" style="width: 4906px" class="wp-caption alignnone"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Masyw-Dhaulagiri-widziny-z-Poon-Hill.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-8584" loading="lazy" class="wp-image-8584 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Masyw-Dhaulagiri-widziny-z-Poon-Hill.jpg" alt="" width="4896" height="3264" /></a></p>
<p id="caption-attachment-8584" class="wp-caption-text">Masyw Dhaulagiri widziany z Poon Hill. Fot. ze zbiorów Bartka Tofla. 2019.</p>
</div>
<h3>Justyna: Kupiłeś kartę SIM bez problemu? Jak działa?</h3>
<p><strong>Bartek:</strong> Sporo zależy od szczęścia. W Pokharze i Katmandu śmiga, jest LTE. W mniejszych miastach lub niezbyt izolowanych spotach turystycznych, jak np. Bandipur, też się trafi. W innych miejscach, jeśli żyje tam sporo ludzi, mamy duże szanse na 3G lub 3G+.</p>
<p>Warto sprawdzić mapy zasięgu dwóch największych sieci: NTC oraz Ncell, czasem bowiem zdarza się, że jedna oferuje 3G, a druga… GPRS. Jak w przypadku leżącego na Annapurna Circuit Muktinatu, gdzie niepodzielnie rządzi NTC (jak w całym Dolnym i Górnym Mustangu).</p>
<p>Zakup karty to 5 minut. Kosztuje około 1 dolara. A potem to w zależności od potrzeb. Teraz, za około 0,4 $ kupuję pakiet 1GB/24h, jeśli go akurat potrzebuję. Miesięczne pakiety ograniczone do ok. 30 GB można kupić za jakieś 9-15 $ w zależności od sieci. Co ważne, gdy wyczerpiemy pakiet, możemy go odnowić od razu, bez czekania na koniec okresu rozliczeniowego, jak to ma miejsce w Europie.</p>
<h3>Justyna: Na zakończenie powiedz jeszcze, jak się dostałeś do Nepalu.</h3>
<p><strong>Bartek:</strong> Leciałem z Barcelony do New Delhi LOTem, z przesiadką w Warszawie,, i potem Nepali Airlines do Katmandu. Za jakieś 450 euro w jedną stronę. Antek leciał z Krakowa FlyDubai do Dubaju i potem też Nepali Airlines do Katmandu, chyba za 400 euro.</p>
<h3>Justyna: A jak samo Katmandu?</h3>
<p><strong>Bartek:</strong> Samo Katmandu to koszmar. Polecam trzymać się z daleka. Duży ruch, korki, śmieci, pył, zanieczyszczenie powietrza, hałas. Duże azjatyckie miasta to dla mnie piekło na ziemi. Nie warto tam siedzieć ani chwili dłużej niż to konieczne.</p>
<p>Justyna: Spotkałeś tam jakichś cyfrowych nomadów? Bo widziałam na YouTubie, że już kilka osób tam było, co mocno mnie zdziwiło, bo nigdy nie typowałabym Katmandu na nomadyczną miejscówkę.</p>
<p><strong>Bartek:</strong> O ile wiem, Nepal nie pojawił się jeszcze tak naprawdę na mapie cyfrowego nomadyzmu. Znajomy, który jest na Slacku Nomad List, powiedział, że nie znalazł tam nikogo, kto by próbował stąd pracować. Ja jestem tutaj tylko dlatego, że Antek na jakimś Reddicie wypatrzył wątek, w którym jakiś cyfrowy nomada wrzucił pojedyncze zdjęcie z Pokhary. Ale generalnie nikt tutaj jeszcze nie przyjeżdża, ze względu na złą famę związaną z jakością infrastruktury. Wieści, że sytuacja się poprawiła, jeszcze się nie rozeszły.</p>
<div id="attachment_8585" style="width: 1610px" class="wp-caption alignnone"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Moje-ulubione-miejsce-pracy-w-Pokarze-nad-jeziorem-Fewa.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-8585" loading="lazy" class="wp-image-8585 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Moje-ulubione-miejsce-pracy-w-Pokarze-nad-jeziorem-Fewa.jpg" alt="" width="1600" height="1200" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Moje-ulubione-miejsce-pracy-w-Pokarze-nad-jeziorem-Fewa.jpg 1600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Moje-ulubione-miejsce-pracy-w-Pokarze-nad-jeziorem-Fewa-600x450.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Moje-ulubione-miejsce-pracy-w-Pokarze-nad-jeziorem-Fewa-300x225.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Moje-ulubione-miejsce-pracy-w-Pokarze-nad-jeziorem-Fewa-768x576.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Moje-ulubione-miejsce-pracy-w-Pokarze-nad-jeziorem-Fewa-1024x768.jpg 1024w" sizes="(max-width: 1600px) 100vw, 1600px" /></a></p>
<p id="caption-attachment-8585" class="wp-caption-text">Ulubione miejsce do pracy w Pokharze nad jeziorem Fewa. Fot. ze zbiorów Bartka Tofla. 2019.&nbsp;</p>
</div>
<h3>Justyna: To pewnie dotyczy nie tylko internetu. Jak wygląda kwestia zaczepienia się gdzieś i wynajmu?</h3>
<p><strong>Bartek:</strong> W tej materii nie ma tu żadnej różnicy z resztą świata. Airbnb oraz Booking.com załatwiają sprawę.</p>
<p>Trzeba trochę poszukać, by znaleźć miejsce z dobrym stanowiskiem do pracy, ale da się. Przyzwoite miejsca z reguły kosztują 15-20 euro za dobę, więc nie jakoś bajecznie tanio, szczególnie w porównaniu z Tajlandią. I za te pieniądze otrzymuje się miejsca, które są po prostu okej, ale nie żadne luksusy. Najczęściej to takie “zachodniawe” apartamenty z łóżkiem lub dwoma, może oddzielną sypialnią, małą kuchnią, stolikiem i używalnym internetem o prędkości około 15-20 Mbit/s.</p>
<h3>Justyna:Polecisz jakieś kultowe miejsca w Katmandu?</h3>
<p><strong>Bartek:</strong> Lotnisko. I najbliższy lot do Pokhary. Serio.</p>
<h3>Justyna: Rozumiem, że szybko stamtąd wyjechałeś. Czym się przemieszczasz?</h3>
<p><strong>Bartek:</strong> Wynająłem sobie w Katmandu motocykl za jakieś 250 euro na miesiąc i jestem samowystarczalny.</p>
<p>A jeśli chodzi o dojazd na treki, używam typowej nepalskiej kombinacji: samolot (ok. 120 dolarów za lot), jeep (10-50 dolarów w zależności od trasy) lub minibus czy autobus (z reguły kilka dolarów).</p>
<div id="attachment_8586" style="width: 1090px" class="wp-caption alignnone"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Stan-drog-w-Nepalu.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-8586" loading="lazy" class="wp-image-8586 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Stan-drog-w-Nepalu.jpg" alt="" width="1080" height="720" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Stan-drog-w-Nepalu.jpg 1080w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Stan-drog-w-Nepalu-600x400.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Stan-drog-w-Nepalu-300x200.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Stan-drog-w-Nepalu-768x512.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Stan-drog-w-Nepalu-1024x683.jpg 1024w" sizes="(max-width: 1080px) 100vw, 1080px" /></a></p>
<p id="caption-attachment-8586" class="wp-caption-text">Stan dróg w Nepalu. Fot. ze zbiorów Bartka Tofla. 2019.</p>
</div>
<h3>Justyna: Jakie było najciekawsze miejsce, z którego dotychczas pracowałeś?</h3>
<p><strong>Bartek:</strong> <a href="https://www.airbnb.pl/rooms/29948023">Teahouse Tashi Thang</a>, cały tylko dla mnie, usytuowany na wysokości 3800 m z widokiem na Annapurnę I oraz Dhaulagiri I, który znalazłem na Airbnb.</p>
<div id="attachment_8589" style="width: 1610px" class="wp-caption alignnone"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Wnetrze-tea-houseu.-na-3800m-2.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-8589" loading="lazy" class="wp-image-8589 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Wnetrze-tea-houseu.-na-3800m-2.jpg" alt="" width="1600" height="1200" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Wnetrze-tea-houseu.-na-3800m-2.jpg 1600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Wnetrze-tea-houseu.-na-3800m-2-600x450.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Wnetrze-tea-houseu.-na-3800m-2-300x225.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Wnetrze-tea-houseu.-na-3800m-2-768x576.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Wnetrze-tea-houseu.-na-3800m-2-1024x768.jpg 1024w" sizes="(max-width: 1600px) 100vw, 1600px" /></a></p>
<p id="caption-attachment-8589" class="wp-caption-text">Fot. ze zbiorów Bartka Tofla 2019. Nepalskie Airbnb. Tea house na 3 800 m skąd pracował.</p>
</div>
<p>O dziwo, działał tam internet (3G) i był prąd z paneli słonecznych. Zatrzymałem się tam na 4 dni pracy, zaraz po zakończeniu trekkingu po Górnym Mustangu. Antek poleciał do Pokhary, gdzie zajadał się stekami, a ja zostałem w górach, żeby doczekać do weekendu i przejść przez przełęcz Thorong La (5460 m). Trochę z ciekawości, a trochę, by się zaaklimatyzować przed kolejnym trekkingiem w regionie Khumbu.</p>
<h3>Justyna: Wydaje się, że masz teraz całkiem luzacką pracę, nawet mimo tego, że musisz siedzieć bite osiem godzin. Wspomniałeś też o dobrych zarobkach.</h3>
<p><strong>Bartek:</strong> Ha, ha… luzacką? Nie pamiętasz moich bezsennych nocy? Nie nazwałbym jej luzacką. Teraz pod pewnymi względami jest lepiej, bo mam mniej odpowiedzialności, ale jest tam wiele rzeczy, które mnie, delikatnie mówiąc, uwierają. Zarobki rzeczywiście są okej, ale na pewno nie pozwalają mi na zakup transatlantyckiej żaglówki <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/13.0.1/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<h3>Justyna: Jak znaleźć taką pracę?</h3>
<p><strong>Bartek:</strong> Nie mam pojęcia (śmiech). Mnie znalazła sama. Odezwał się do mnie mój były szef, który tam się zahaczył, i po rozmowie kwalifikacyjnej z CTO kilka godzin później dostałem ofertę do podpisania. Czyli jak zwykle w życiu: najlepszą metodą jest szczęście.</p>
<p>A gdy się go nie ma, nie pozostaje nic, tylko aplikować jak dzika lub dziki. Kilka miesięcy temu znajomy, który od lat marzył o pracy zdalnej i aplikował wszędzie, załapał się do Fundacji Wikimedia, odpowiedzialnej między innymi za Wikipedię. Więc i dla czytelników, którzy wierzą w ciężką pracę, jest jakaś nadzieja (śmiech).</p>
<p>Nie zrozum mnie źle. Ja pracuję ciężko, pewnie za ciężko, bo wkładam w pracę jakieś 120-130%, a powinienem co najwyżej 80%, ale wierzę, że w życiu najważniejsze to mieć szczęście (albo dobrą karmę?). Reszta jest mniej istotna, niż nam się wydaje.</p>
<div id="attachment_8591" style="width: 4906px" class="wp-caption alignnone"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Wschod-slonca-widziany-z-Poon-Hill.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-8591" loading="lazy" class="wp-image-8591 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/11/Wschod-slonca-widziany-z-Poon-Hill.jpg" alt="" width="4896" height="3264" /></a></p>
<p id="caption-attachment-8591" class="wp-caption-text">Wschód słońca widziany z Poon Hill. Fot. ze zbiorów Bartka Tofla. 2019.</p>
</div>
<h3>Justyna: Znów wróciłeś do pracy zdalnej. Po tym, jak wróciliśmy z Ameryki Południowej i pojechaliśmy do Barcelony, chciałeś koniecznie do biura. Teraz powrót na stare śmieci, że tak powiem?</h3>
<p><strong>Bartek:</strong> To był przypadek, choć jednocześnie w głębi duszy powoli już kiełkowała myśl o pracy zdalnej. Nie lubiłem swojej nowej biurowej pracy, którą znalazłem po tym, jak rzuciłem poprzednią, żeby pojechać na kajaki na Syberię, a ta zdalna sama przyszła do mnie. Dlatego zmieniłem ją bez wahania.</p>
<p>Na początku nie miałem zamiaru nigdzie wyjeżdżać na dłużej, więc tylko spędziłem w marcu miesiąc we francuskich Pirenejach, jeżdżąc przed pracą na nartach, potem wróciłem na kilka miesięcy do Barcelony, wynająłem mieszkanie i chciałem się osiedlić, ale jak wspomniałem, we wrześniu byliśmy z Antkiem na Sardynii i stwierdziłem, że w zasadzie nie mam żadnego dobrego powodu, żeby być w Barcelonie. No, poza pięknym mieszkaniem. Ale co mi po mieszkaniu?</p>
<p>Smuci mnie to, ale czuję się podobnie, jak przed wyjazdem z Polski lata temu, gdzie też nie miałem żadnego dobrego powodu, by tam mieszkać, kiedy cały świat stoi, jak to się mówi, otworem. Podobnie teraz. Myślę jednak, że to, co zrobię, to będzie taki przekładaniec: trochę czasu w Barcelonie, trochę podróżując.</p>
<p>Nie rajcuje mnie ani życie bez posiadania swojego kąta na świecie (czy, jak to się mówi w kręgach, home base), ani mieszkanie cały czas w jednym miejscu.</p>
<p>A Nepal jest całkiem dobrym miejscem, żeby wyskoczyć na dwa lub trzy miesiące, szczególnie tak, jak w moim wypadku, gdy się kocha góry i nie potrzebuje się super szybkiego internetu, np. by uploadować długie filmy w rozdzielczości 4K.</p>
<h2>Czytaj więcej</h2>
<p><strong>Artykuły Bartka:</strong></p>
<ul>
<li><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/tester-oprogramowania-praca-ktora-mozesz-pogodzic-podrozowaniem/">Tester oprogramowania – praca zdalna, którą pogodzisz z podróżowaniem po świecie.</a></li>
<li><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/znalezc-prace-zdalna-jako-programproject-manager/">Jak znaleźć pracę zdalną jako program/project manager.</a></li>
</ul>
<p><strong>Artykuły Justyny:&nbsp;</strong></p>
<ul>
<li><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/jak-zostac-zdalnym-testerem-oprogramowania/">Jak zostać zdalnym testerem oprogramowania.</a></li>
<li><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/przewodnik-dla-przyszlych-nomadow-jak-nauczyc-sie-programowania-i-pracowac-zdalnie/">Przewodnik dla przyszłych programistów –&nbsp; od kursu programowania do pracy zdalnej.</a></li>
<li><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/jak-pozyskac-klientow-z-zagranicy/">Zarabiaj w euro lub w dolarach mieszkając w tropikach – jak znaleźć zagranicznych klientów.</a></li>
<li><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/jak-przekonac-szefa-do-pracy-zdalnej/">Jak przekonać szefa do pracy zdalnej.</a></li>
</ul>
<p><strong>Polecane e-booki i kursy:</strong></p>
<ul>
<li><a href="https://sklep.cyfrowinomadzi.pl/sklep/gdzie-znalezc-prace-zdalna-polska-i-swiat/">Gdzie znaleźć pracę zdalną. Polska i Świat.</a></li>
<li><a href="https://sklep.cyfrowinomadzi.pl/sklep/test/">LinkedIn Mastery – znajdź pracę lub klientów nawet z zagranicy.</a></li>
</ul>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/z-laptopem-w-himalaje-bartek-tofel-o-pracy-zdalnej-z-nepalu/">Z laptopem w Himalaje. Bartek Tofel o pracy zdalnej z Nepalu</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.cyfrowinomadzi.pl/z-laptopem-w-himalaje-bartek-tofel-o-pracy-zdalnej-z-nepalu/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Odwagi w sięganiu po marzenia – rozmowa z Asią z Somos Dos</title>
		<link>https://www.cyfrowinomadzi.pl/odwagi-w-sieganiu-po-marzenia-wywiad-z-asia-nowak-z-bloga-somos-dos/</link>
					<comments>https://www.cyfrowinomadzi.pl/odwagi-w-sieganiu-po-marzenia-wywiad-z-asia-nowak-z-bloga-somos-dos/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Yusti]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 31 Oct 2019 08:03:15 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[W podróży]]></category>
		<category><![CDATA[Wywiady]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.cyfrowinomadzi.pl/?p=8505</guid>

					<description><![CDATA[<p>Asia, mama Gai, w 2014 roku wyrusza ze swoją 22-miesięczną córką w świat, a ich podróży nie zatrzymują do dziś ani niewygody, ani strach, ani brak pieniędzy. Rozmawiam z nią o tym, jak nie pozwolić, by lęk przesłonił nam świat. [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/odwagi-w-sieganiu-po-marzenia-wywiad-z-asia-nowak-z-bloga-somos-dos/">Odwagi w sięganiu po marzenia – rozmowa z Asią z Somos Dos</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div id="fb-root"></div>
<h1>Asia, mama Gai, w 2014 roku wyrusza ze swoją 22-miesięczną córką w świat, a ich podróży nie zatrzymują do dziś ani niewygody, ani strach, ani brak pieniędzy. Rozmawiam z nią o tym, jak nie pozwolić, by lęk przesłonił nam świat.</h1>
<h3><strong>Justyna: Asiu, w tym roku minęło pięć lat, odkąd jesteś z Gają w podróży. Wyruszyłyście, gdy Gaja miała niespełna dwa lata. Jak to wszystko się zaczęło?</strong></h3>
<p><strong>Asia:</strong> Nasza podróż, jak wszystko w życiu, zaczęła się od decyzji, ale kiedy ta decyzja zapadła, to trudno powiedzieć, bo to był długi proces – nie jest prostą sprawą wybrać się z bardzo małym dzieckiem w świat.</p>
<p>Miałam doświadczenie w samotnych, jak i w niskobudżetowych podróżach, natomiast nie miałam pojęcia, jak to ma wyglądać z małym dzieckiem. I dobrze, bo nie wiem, czy bym się wybrała.</p>
<h3><strong>Justyna: Miałaś jakiś pomysł na ten wyjazd, prawda?</strong></h3>
<p><strong>Asia:&nbsp;</strong>Tak, miałam plan. Chciałam kupić samochód, jakiś rodzaj żuka, ogórka lub transportera i zrobić tam sobie dom. Miałam kupić samochód, uwić tam sobie gniazdko i ruszyć w świat. Jeszcze w Polsce trafiłam na przemiłego Peruwiańczyka, któremu ten pomysł strasznie się spodobał. Pochodził z rodziny mechaników i zaoferował mi pomoc. Jak wiadomo, plan się rypnął, ale opuszczając Polskę, taką miałam&nbsp; właśnie wizję.</p>
<p>Po miesiącu pobytu w Peru już wiedziałam, że moja wizja zostanie tylko wizją. Z perspektywy czasu, dziękuję Bogu, że tak się stało, ale wtedy już opłakiwałam wyjazd. Miałam bilet na za trzy miesiące, więc myślałam, że pobędę trochę tutaj, no i cześć, będziemy wracać, bo nie wyobrażałam sobie podróży z małym dzieckiem.</p>
<p>Pal licho z małym dzieckiem, ale ja przecież byłam sama z bagażami. Miałam prawie 40 kg rzeczy: wielki plecak, ten, który mam cały czas, nosidło plecakowe, wielką torbę, jeszcze jedną torbę i dwie reklamówki. Były to wszystkie rzeczy moje i Gai. Wliczając w to śpiwory i bardzo ciepłe kurtki, bo przecież w Peru w większości przebywałyśmy na wysokości ok. trzech tysięcy metrów. Wiedziałam już, że tam jest zimno bez względu na porę roku. Jest po prostu zimno bądź bardzo zimno.</p>
<div id="attachment_8528" style="width: 1034px" class="wp-caption alignnone"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/w-metrzeedited-Copy.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-8528" loading="lazy" class="wp-image-8528 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/w-metrzeedited-Copy.jpg" alt="" width="1024" height="730" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/w-metrzeedited-Copy.jpg 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/w-metrzeedited-Copy-600x428.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/w-metrzeedited-Copy-300x214.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/w-metrzeedited-Copy-768x548.jpg 768w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></a></p>
<p id="caption-attachment-8528" class="wp-caption-text">Fot. ze zbiorów Asi Nowak, https://somosdos.pl/</p>
</div>
<p>I proszę pamiętać, Gaja miała wtedy 22 miesiące, no więc pampersy, kuchenka turystyczna do grzania jedzenia, jedzenie dla niej, miseczka do mycia rąk i na drobne przepierki&#8230; Wszystko, wszystko! Mnóstwo rzeczy miałam. Oczywiście ciuchy dla niej, bo wtedy wydawało mi się, że nigdzie na świecie ciuchów nie ma, tylko w Polsce.</p>
<h3><strong>Justyna:</strong> Dlaczego ten plan się rypnął?</h3>
<p><strong>Asia:&nbsp;</strong>Ten plan się rypnął, bo brakło mamony. Otóż wszystkie samochody, które ja z perspektywy Polski wyszukując na różnych stronach dostępnych w internecie typowałam do zakupu, zostały przez panów mechaników wyśmiane, a ja razem z nimi. Natomiast wszystkie samochody, które nadawały się na przełęcze cztery-pięć tysięcy metrów, były absolutnie poza moim zasięgiem. No i tutaj był pies pogrzebany. Z bólem serca musiałam po prostu ten plan odpuścić.</p>
<h3><strong>Justyna:&nbsp;</strong>I powrotny bilet do Polski miałaś dopiero na za trzy miesiące?</h3>
<p><strong>Asia:&nbsp;</strong>Tak, bo wyjeżdżając, brałam pod uwagę może nie tyle, że plan się rypnie, ile że Gaja może się nie przystosować, że może źle się tam czuć, może mi zachorować, że ja sobie nie poradzę z tym wszystkim. W tych wszystkich moich planach było bardzo dużo płynności i było bardzo duże pole do improwizacji. Zabezpieczyłam sobie tyły właśnie w ten sposób, że miałam bilet na za trzy miesiące.</p>
<h3><strong>Justyna: A</strong>&nbsp;jak było w rzeczywistości? Jak wyglądały pierwsze dni po przylocie?&nbsp;</h3>
<p><strong>Asia:&nbsp;</strong>Wyglądały bardzo źle, bo klimatyzacja w samolocie była tak mocno rozkręcona, że Gaja w zasadzie przyleciała już z bardzo zaawansowanym zapaleniem oskrzeli. Bardzo szybko u niej to poszło, bo to małe dziecko.</p>
<p>Pierwsze dni w Peru to było szukanie lekarza i szpital. Nie zostałyśmy w szpitalu tylko na moją wyraźną moją prośbę. Dostałyśmy antybiotyk i trzeba było trzymać kciuki, żeby Gaja jak najszybciej z tego wyszła. To była pierwsza tak poważna choroba w jej życiu.</p>
<h3><strong>Justyna:&nbsp;</strong>Miałyście u kogo zatrzymać się na początku?</h3>
<p><strong>Asia:</strong>&nbsp;Jechałam do mojej koleżanki, którą poznałam podczas pierwszej włóczęgi po Peru, do Kariny. Karina od zawsze mnie zapraszała. Pisała: „Asia, kiedy tylko będziesz w Peru, mój dom jest twoim domem, ile chcesz, możesz zostać!” Wiadomo, jak to w życiu bywa, życie pisze swój scenariusz. Akurat to był okres, kiedy w domu Kariny pojawiły się różne problemy, a dodatkowo kończyła wtedy studia. Dlatego też poprosiła, czy mogłabym na tydzień zatrzymać się gdzieś indziej. Ona sobie przez ten czas te egzaminy chciała ogarnąć, a potem miałam się do niej wprowadzić.</p>
<div id="attachment_8510" style="width: 4010px" class="wp-caption alignnone"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/DSCF7035.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-8510" loading="lazy" class="wp-image-8510 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/DSCF7035.jpg" alt="" width="4000" height="3000" /></a></p>
<p id="caption-attachment-8510" class="wp-caption-text">Fot. ze zbiorów Asi Nowak, https://somosdos.pl/</p>
</div>
<p>Tylko gdzie się zatrzymać z małym dzieckiem? Wtedy, mimo że dużo podróżowałam, nie brałam pod uwagę hosteli, wpadłam więc w lekką rozpacz. Ale, o dziwo, zadziałała sieć znajomych i trafiłyśmy do Polki, która zaprosiła nas do siebie. Również miała malutkie dziecko, w wieku Gai. Bez pomocy Dominiki, bo tak miała na imię, nie wiem, co bym zrobiła. Na tydzień zamieszkałam z Dominiką i bardzo dobrze wspominam ten czas. To było fajne, bo obydwie byłyśmy świeżo upieczonymi mamami z dziećmi w tym samym wieku. U Dominiki właśnie leczyłam Gaję. Umówiłyśmy się, że zostaję na tydzień, bo Dominika mieszkała w mikroskopijnym mieszkanku. Później, jak już Karina pozdawała egzaminy, zamieszkałam u niej.&nbsp; Tam również był maluszek w wieku Gai.</p>
<h3><strong>Justyna:&nbsp;</strong>Jak już wyzdrowiałyście, to wzięłyście się za ten samochód?</h3>
<p><strong>Asia:</strong>&nbsp;Nie, to nie takie proste. Tego wszystkiego było jeszcze za dużo, za dużo emocji było we mnie plus ogromne zmęczenie przez <em>jetlag</em>. Nowych rzeczy było tyle do ogarnięcia, że na razie po prostu utrzymywałam się na powierzchni, a co dopiero myśleć o jakichś samochodach. Zasoby sił samotnej matki są naprawdę ograniczone. Dopiero pod koniec pobytu u Kariny pomału zaczęłam rozglądać się z jej pomocą za pojazdem i wtedy zaczęło do mnie docierać, że coś z tym planem mi jednak nie wyjdzie.</p>
<p>Na skutek różnych dramatów rodzinnych, które się akurat zbiegły z moim pobytem, musiałam się od Kariny wyprowadzić. Dokąd? Do hostelu? Myślę sobie: nie, no rany boskie, nie, nie hostel! Błagam, błagam, nie hostel, ja nie ogarnę. Zresztą, kto mnie przyjmie z 22-miesięcznym dzieckiem do hostelu?</p>
<p>Wtedy znowu sieć dobrych ludzi zadziałała i skontaktowano mnie z niejaką Cecylią, czyli Peruwianką, która studiowała w Polsce w latach siedemdziesiątych psychologię. Cecylia, dobra dusza, przygarnęła nas do siebie, do pokoju, w którym nomen omen wisiał kalendarz z Krakowa otwarty na stronie z moim osiedlowym kościółkiem. Popatrzyłam na to i pomyślałam, że to jest dobry znak.</p>
<p>U Cecylii zostałyśmy na jakiś czas. Myślę, że tak spokojnie ze trzy, cztery tygodnie. Ja już pomału zaczęłam przebąkiwać, że trzeba wracać do Polski. Nie miałam pomysłu, jak ruszyć z moim dzieckiem w świat bez samochodu.</p>
<div id="attachment_8517" style="width: 1033px" class="wp-caption alignnone"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/P6050833edited.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-8517" loading="lazy" class="wp-image-8517 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/P6050833edited.jpg" alt="" width="1023" height="747" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/P6050833edited.jpg 1023w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/P6050833edited-600x438.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/P6050833edited-300x219.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/P6050833edited-768x561.jpg 768w" sizes="(max-width: 1023px) 100vw, 1023px" /></a></p>
<p id="caption-attachment-8517" class="wp-caption-text">Fot. ze zbiorów Asi Nowak, https://somosdos.pl/</p>
</div>
<p>Ale żeby zupełnie tego czasu nie przesiedzieć w Limie, Cecylia skontaktowała mnie z Polakiem, Andrzejem Piętowskim, który prowadzi szkolę językową dla dzieci z wioski nad Kanionem Colca.</p>
<p>W ramach wolontariatu byłam gotowa na wszystko – mogłam ugotować, posprzątać, jakieś materiały przygotować, żeby coś z tym wolnym czasem zrobić.</p>
<p>Obydwie z Cecylią widziałyśmy tę sprawę bardzo podobnie, chciałyśmy, żeby zanim wrócę do domu, jeszcze się coś fajnego, pozytywnego wydarzyło. Ten Andrzej powiedział: „Aśka, z nieba mi spadasz, a masz papiery do nauczania? Ja nauczycieli potrzebuję!” Mówię: „No, mam, ale mam też córeczkę”, a on na to, że to nie przeszkadza. I tak oto z tym moim Gajonkiem wylądowałyśmy w Chivay – malutkiej wiosce na skraju Kanionu Colca i tam zaczęłyśmy nasz wolontariat. Po pięciu latach w drodze niezmiennie uważam, że to był najtrudniejszy etap z całej podróży.</p>
<h3><strong>Justyna:&nbsp;</strong>Masz na myśli wolontariat czy to, że był to sam początek waszej podróży?</h3>
<p><strong>Asia:</strong> Ten wolontariat. To był absolutnie najcięższy czas, natomiast nauczył mnie podróżować z dzieckiem. Oprócz pracy pięć dni w tygodniu, w weekendy organizowane były wycieczki dla nauczycieli. Dzięki temu mogłam sobie przećwiczyć podróżowanie z maluchem. Popełniłam wtedy mnóstwo błędów i super, bo się na tych błędach ciągle uczyłam. Tu czegoś zapomniałam, tutaj coś mi się zepsuło, tutaj czegoś brakowało, tego miałam za dużo i tak pomału zaczęłam nabierać wyobrażenia o tym, jak się z dzieckiem poruszać.</p>
<p>Tymczasem nadchodził nieubłaganie termin naszego odlotu. Im bardziej się zbliżał, tym bardziej myślałam, że chyba chcę spróbować. To było bardziej takie przeczucie, że chyba wiem, że chyba jestem w stanie objąć te wszystkie problemy, trudy, zagadnienia, niespodzianki i po prostu ruszyć.</p>
<p>I pamiętam, nigdy tego nie zapomnę, jak siedziałyśmy sobie z Gajką w Cachora, to jest taka peruwiańska wioska, z której wyruszałyśmy na nasz pierwszy trekking. Siedzimy sobie, Gaja taka malutka drepcze koło mnie, kamyczki podrzuca, mówię: „Gajon, chodź tutaj”, bo akurat samolot leciał. Gajon przydreptał, a ja pokazałam jej ten samolot i powiedziałam: „Widzisz ten samolot? Pomachajmy mu, to jest samolot, który leci do Polski”. I pomachałyśmy. I odleciał samolot do Polski bez nas na pokładzie. I tak się zaczęła nasza podróż.</p>
<h3><strong>Justyna: Czy Wasza podróż, to podróż planowana,&nbsp;taka z przewodnikiem w ręku, Wikitravel w telefonie, czy spontaniczna? Jak znajdujecie miejsca na nocleg?</strong></h3>
<p><strong>Asia:&nbsp;</strong>Wiesz, to się dość dynamicznie zmieniało. Wtedy miałam jeszcze starą nokię, telefon, który służył tylko do dzwonienia, ewentualnie wysłania SMS-a, natomiast do niczego innego.</p>
<p>Wtedy cały świat wirtualny – smartfony, aplikacje, blogi – w ogóle mnie nie dotyczył. Miałam mapę, miałam przewodnik, który przywiozłam z Polski i tyle.</p>
<p>Wyszukiwałam w tym przewodniku ciekawe miejsca w okolicy, które chciałam zobaczyć, no i później kombinowałam. Nie jakiś Booking.com, jak to teraz wszyscy robią. Ja tego nawet wtedy nie znałam.</p>
<div id="attachment_8530" style="width: 4010px" class="wp-caption alignnone"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/DSCF3104.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-8530" loading="lazy" class="wp-image-8530 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/DSCF3104.jpg" alt="" width="4000" height="3000" /></a></p>
<p id="caption-attachment-8530" class="wp-caption-text">Fot. ze zbiorów Asi Nowak, https://somosdos.pl/</p>
</div>
<p>Przyjeżdżałam na miejsce, rozglądałam się, pytałam ludzi wtedy bardzo jeszcze łamanym hiszpańskim, bo angielskiego w ogóle nie używałam, bo angielski równał się wysokie ceny. I bardzo łamanym hiszpańskim pytałam, gdzie jest jakieś tanie miejsce do spania. Później przybywałam i jeszcze na miejscu próbowałam stargować na niższą cenę, no i tak znajdowałam nam nocleg.</p>
<h3><strong>Justyna:&nbsp;</strong>A jak bywało na miejscu, w tych miejscach, w których się zatrzymywałyście? Bo byłyście gdzieś na altiplano, więc zimno, prawda?</h3>
<p><strong>Asia:&nbsp;</strong>Bywało poniżej zera, a w dzień między 11 a 16 stopni, a nawet 20 stopni. Spałyśmy w śpiworach, byłyśmy przykryte kocami, nie rozbierałyśmy się do spania, to normalne. Czasem nawet zakładaliśmy sobie jeszcze kurtki, żeby tę noc przespać w sensownym, cieplnym komforcie. Nastawiałam budzik co godzinę, żeby wsadzić dziecku rękę za kołnierz i sprawdzić, czy się przypadkiem nie poci, bo jak się poci, to należało natychmiast dziecko przebrać, bo jak się zapoci, to wiadomo, że się przeziębi i będzie dramat.</p>
<p>Noce nieprzespane, co godzinę, półtorej budzik brzęczał, Asia otwierała oczka, półprzytomnie rączka myk za kołnierz, sytuacja dobra, myk – nastawiamy alarm za kolejne pół godziny i śpimy.</p>
<p>Rano była obowiązkowa kaszka, którą gotowałam. No bo coś trzeba było zjeść, zanim upolowałyśmy śniadanie. A trzeba było zjeść coś gorącego, bo było zimno, a więc najpierw kawa dla mamy, żeby się w ogóle spionizować, a potem woda na kaszkę dla Gajucha, żeby czymś ciepłym nakarmić, zanim znajdziemy coś sensownego do jedzenia.</p>
<h3><strong>Justyna:&nbsp;</strong>A jak to jest z tymi hostelami, że jednak w końcu stwierdziłaś, że się da?</h3>
<p><strong>Asia:&nbsp;</strong>Stwierdziłam, że się da już na wolontariacie, gdzie spałyśmy w hostelach. Zresztą, na wycieczkach również, więc miałam czas się oswoić.</p>
<h3><strong>Justyna:&nbsp;</strong>Wynajmujecie osobny pokój?</h3>
<p><strong>Asia:</strong>&nbsp;Nas nie stać na osobny pokój, śpimy w dormitoriach, wynajmując jedno łóżko.</p>
<h3><strong>Justyna:&nbsp;</strong>Wychowywanie dziecka samodzielnie jest bardzo trudne. Czy w podróży jest ono jeszcze trudniejsze?</h3>
<p><strong>Asia:&nbsp;</strong>Nie mam porównania, ale myślę, że tak. Ale tu nie chodzi o sam aspekt wychowania, tylko o tę całą otoczkę, o te wszystkie zadania, które musi samotna kobieta w drodze wypełnić. Ja nie tylko jestem matką Gai i nie tylko ją wychowuje i dbam o jej zdrowie, ale jestem organizatorem, przewodnikiem, animatorem, nauczycielem, muszę ogarnąć nocleg, jedzenie i transport, dbać o to, aby nie zachorowała. Muszę przeczytać i opowiedzieć jej, gdzie jedziemy.</p>
<div id="attachment_8518" style="width: 1832px" class="wp-caption alignnone"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/P6050851editededited.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-8518" loading="lazy" class="wp-image-8518 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/P6050851editededited.jpg" alt="" width="1822" height="1310" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/P6050851editededited.jpg 1822w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/P6050851editededited-600x431.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/P6050851editededited-300x216.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/P6050851editededited-768x552.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/P6050851editededited-1024x736.jpg 1024w" sizes="(max-width: 1822px) 100vw, 1822px" /></a></p>
<p id="caption-attachment-8518" class="wp-caption-text">Fot. ze zbiorów Asi Nowak, https://somosdos.pl/</p>
</div>
<p>A od czasu, gdy zaczęłam pisać bloga, to jeszcze muszę znaleźć czas i na bloga i na social media, a ile to jest roboty, to ty wiesz najlepiej sama. Człowiek, który nigdy się tym nie zajmował, nie zdaje sobie sprawy, że głupia relacja, czyli InstaStory, która trwa raptem pięć minut, to godzina pracy.</p>
<h3><strong>Justyna: Jesteście w podróży już bardzo długo, jednak oglądając</strong>&nbsp;wasze relacje na Facebooku, w twoim głosie ciągle czuję fascynację nowymi miejscami. Czym teraz jest dla was ta podróż? Jak się w niej czujecie? Z jakimi nastrojami się budzicie czy z jakimi uczuciami się to wiąże, że za tydzień będziecie w nowym miejscu, a za dwa jeszcze w jakimś innym? Jak się z tym czujesz, a jak Gaja się z tym czuje?</h3>
<p><strong>Asia:&nbsp;</strong>Hmm… Gaja porównania nie ma, ja mam. Pierwsze, co mi przyszło do głowy, co mi wrzucił mój wewnętrzny komputer, to, że czuję się w podróży jak ryba w wodzie, jest mi świetnie! Przypuszczam, że Gaja też czuje się w niej bardzo dobrze. To wszystko, co się wokół nas dzieje, jest dla niej naturalne, w tym wszystkim, co się dookoła nas dzieje, ona się świetnie odnajduje, nawet w takich sytuacjach jak pobudka o 3:00 w nocy i ewakuacja z pociągu. Gaja po prostu budzi się, u niej wszystko się momentalnie włącza, no, może czasem potrzebuje 30 sekund na wystartowanie, ale jest to błyskawiczne, bez płaczu i krzyku, po prostu się budzi i rusza w akcję.</p>
<div id="attachment_8516" style="width: 3978px" class="wp-caption alignnone"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/P5060199.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-8516" loading="lazy" class="wp-image-8516 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/P5060199.jpg" alt="" width="3968" height="2976" /></a></p>
<p id="caption-attachment-8516" class="wp-caption-text">Fot. ze zbiorów Asi Nowak, https://somosdos.pl/</p>
</div>
<p>Ona w takiej akcji, jak i w całym naszym podróżniczym życiu, ma przydzielone zadania –ja zabieram duży plecak i nasze dwa małe plecaczki, a Gaja w tym czasie ubiera się, wkłada buty, łapie swój mały plecaczek, gdzie ma pluszaczki i chodu – ewakuacja z pociągu. Ja wiele razy patrzyłam na nią z wielkim podziwem, jak ona w tym wszystkim dobrze się porusza. Od takich technicznych rzeczy, jak pobudka w środku nocy, gdzie większość dzieci zareagowałoby krzykiem, złym humorem i oporem, do takich sytuacji, jak wejście w nowe środowisko.</p>
<p>Oczywiście czasem wchodzi błyskawicznie, a czasem jej to zabiera parę minut dłużej, szczególnie gdy dorośli próbują zaskarbić sobie jej sympatię fizycznymi gestami, np. głaskaniem po głowie czy szczypaniem w policzek. To bardzo trudna sytuacja. Tzn. dorośli chcą być po prostu dla niej mili, ale w wielu kręgach kulturowych to działanie, które oznacza akceptację dziecka, przez Gaję jest odbierane jako atak na jej prywatność, atak na jej ciało.</p>
<p>A propos edukacji seksualnej – wiesz, ja Gaję od zawsze, odkąd wyruszyłyśmy w podróż, bo to wtedy zaczął się problem, ja ją uczę, że jeżeli ktoś ją dotyka i ona tego nie chce, ma natychmiast powiedzieć „nie”, ma wyciągnąć rękę z groźną miną i zaprotestować. I my zawsze, w zależności od kraju, uczymy się tego w lokalnym języku. Na przykład jedyne, co Gaja zapamiętała z Bahasa, czyli z języka, którym się posługiwałyśmy w Indonezji, to jest „jangan mengaiaya saya”, czyli „nie molestuj mnie”. To było pierwsze zdanie zaraz po „gdzie jest ubikacja?”, którego nauczyłyśmy się na pamięć. Tę frazę o molestowaniu stosowałam i ja, i Gaja. Ćwiczyłyśmy to wielokrotnie, po prostu „jangan mengaiaya saya” i ręka w przód wysunięta w międzykulturowym geście STOP.</p>
<p>Skutkowało, zresztą Gaja sama wielokrotnie widziała, jak to skutkowało. Oczywiście, zanim ona zaczęła takie działanie wprowadzać w życie, upłynął czas. Bo musiała sprzeciwić się autorytetowi dużego człowieka, jego dużym gabarytom i jego sporej czasem arogancji. Ile razy było tak, że Gaja wyciągała rękę i mówiła „Nie!”, a duży człowiek? Nie zważał na jej protest i dalej dotykał. Wiesz, dziecko wyciągało rączkę, mówiło „Nie, nie!”, a on jeszcze i jeszcze. I wiesz, ja wtedy wkraczałam do akcji, mówiłam: „Słuchaj, co robisz, przecież mówi wyraźnie, że nie, dlaczego tego nie akceptujesz?”. „A bo to jest dziecko” – odpowiadał człowiek.</p>
<h3><strong>Justyna:&nbsp;</strong>Gaja teraz wydaje się być w swoim żywiole, a jak było na początku? Nie bała się?</h3>
<p><strong>Asia:&nbsp;</strong>W tych wszystkich naszych zmianach jedno było najważniejsze i niezmienne – mama. Zawsze byłam blisko, nigdy nie spuszczałam jej z oczu. Na początku oprócz wielkiego rejsowego plecaka miałam chustę i porządne, sportowe nosidło. Jeśli ten dzieciaczek koło mnie akurat nie dreptał albo nie spał, to siedział w chuście. W ogóle nie pamiętam, żeby Gaja się bała, żeby zdradzała oznaki jakiegoś lęku, stresu, czy niepokoju, nic w ogóle.</p>
<div id="attachment_8509" style="width: 1034px" class="wp-caption alignnone"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/biegiem.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-8509" loading="lazy" class="wp-image-8509 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/biegiem.jpg" alt="" width="1024" height="768" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/biegiem.jpg 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/biegiem-600x450.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/biegiem-300x225.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/biegiem-768x576.jpg 768w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /></a></p>
<p id="caption-attachment-8509" class="wp-caption-text">Fot. ze zbiorów Asi Nowak, https://somosdos.pl/</p>
</div>
<p>Ktoś mi tam zarzucił, hejterzy pewnie jacyś, że tęskniła za babcią, dziadkiem. Sytuacja była taka, że ja mieszkałam sama, oczywiście babcia, dziadzia przyjeżdżali. My jeździłyśmy do babci i dziadka, ale generalnie ja z Gają byłam sama, w innym mieście. W podróży wiele się zmieniło, ale ciągle byłyśmy w tej zależności jeden na jeden, więc ja zupełnie stresu czy lęku u niej nie pamiętam.</p>
<h3><strong>Justyna:&nbsp;</strong>Dlaczego w ogóle zdecydowałaś, że wspólna podróż może być dla was czymś lepszym i ciekawszym niż siedzenie w domu?</h3>
<p><strong>Asia:</strong>&nbsp;Zawsze podróż jest ciekawsza niż siedzenie w domu.</p>
<h3><strong>Justyna:&nbsp;</strong>Jednak gdy w grę wchodzi małe dziecko, to powszechnie uznaje się, że najlepszym rozwiązaniem jest siedzenie w domu, że tu jest to optymalne dla dziecka środowisko.</h3>
<p><strong>Asia:</strong>&nbsp;No tak, ale niektórzy myślą, że optymalne środowisko może być też poza domem. Ludzie są różni i to jest właśnie piękne.</p>
<p>Niektórzy wyjeżdżają z dzieciakiem w podróż, inni zostają w domu, inni podróżują tylko po Polsce. Co człowiek, to inny pomysł i każdy jest równie dobry.</p>
<p>Gdy urodziłam Gaję, to dotarło do mnie, że świat się skończył, najkrócej rzecz biorąc. Nic już nie będzie takie samo, przegrałam życie. Nie będzie podróży, nie będzie doktoratu – nie będzie nic. Nawet rodziny nie będzie, o czym zawsze bardzo marzyłam, zostałam sama z dzieciakiem, cześć, kropka, goń się. Teraz rola służącej, matki Polki i redukcja siebie do potrzeb dziecka.</p>
<div id="attachment_8525" style="width: 2570px" class="wp-caption alignnone"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/pocalunek.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-8525" loading="lazy" class="wp-image-8525 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/pocalunek.jpg" alt="" width="2560" height="1920" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/pocalunek.jpg 2560w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/pocalunek-600x450.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/pocalunek-300x225.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/pocalunek-768x576.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/pocalunek-1024x768.jpg 1024w" sizes="(max-width: 2560px) 100vw, 2560px" /></a></p>
<p id="caption-attachment-8525" class="wp-caption-text">Fot. ze zbiorów Asi Nowak, https://somosdos.pl/</p>
</div>
<h3><strong>Justyna: Doskonale to rozumiem, bo kilka miesięcy temu urodziłam dziecko. Też wychowuję je sama i też teraz czuję się, jakbym przegrała życie&#8230; Kiedy zaczęłaś myśleć, że podróżowanie z dzieckiem jednak może się udać?</strong></h3>
<p><strong>Asia:&nbsp;</strong>Nie wiem, w którym momencie, ze skrajności „podróż niemożliwa”, zaczęłam się przesuwać w drugą stronę w kierunku „podróż możliwa, ale trzeba to zrobić z głową”. Podróż jako marzenie istniała we mnie od dawna. To był długi proces, trwał on półtora roku, więcej nawet.</p>
<p>Jak byłam w ciąży, widziałam, że moja relacja z ojcem Gai się sypie, chociaż nie sądziłam, że się zupełnie rozsypie. To nie było świadome, ja nie myślałam wtedy, że wezmę dziecko i pojadę, ale gdzieś we mnie takie impulsy krążyły. To był długi proces, nie była to decyzja z dnia na dzień. Miałam doświadczenie podróżnicze, zawsze podróżowałam niskobudżetowo, bo ucząc w szkole, chronicznie nie miałam kasy. Więc autostop czy spanie gdzieś w rowie przy autostradzie, w namiocie. Dla mnie samej to było okej, natomiast wiedziałam, że z dzieckiem to już niekoniecznie. Wiedziałam, że wtedy muszę się poruszać od hostelu do hostelu albo od domu do domu. Spanie w namiocie dla mnie – samotnej matki odpadało, ale głównie dlatego, że nie poradziłabym sobie z ciężarami, z ogarnięciem tego wszystkiego. Tak można zrobić, bo i ludzie tak robią, że jeżdżą np. rowerami i nocują pod namiotem. Co prawda nie znam wielu rodziców, którzy z dzieckiem jeżdżą autostopem, ale rowerami jeździ ich już całkiem sporo. Rozbijają sobie namiociki w środku niczego, później tam gotują, śpią, zbierają się i jadą. Natomiast nie znam żadnego samotnego rodzica, dokładniej samotnej matki, która uprawia taki styl podróżowania z maluchem, bo że samotny ojciec by sobie z tym poradził, to jestem pewna. Mięśnie jednak robią swoje.</p>
<div id="attachment_8512" style="width: 1227px" class="wp-caption alignnone"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/gaj-w-namiocieedited.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-8512" loading="lazy" class="wp-image-8512 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/gaj-w-namiocieedited.jpg" alt="" width="1217" height="913" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/gaj-w-namiocieedited.jpg 1217w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/gaj-w-namiocieedited-600x450.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/gaj-w-namiocieedited-300x225.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/gaj-w-namiocieedited-768x576.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/gaj-w-namiocieedited-1024x768.jpg 1024w" sizes="(max-width: 1217px) 100vw, 1217px" /></a></p>
<p id="caption-attachment-8512" class="wp-caption-text">Fot. ze zbiorów Asi Nowak, https://somosdos.pl/</p>
</div>
<p>To, co mnie zabija w tym podróżowaniu, to ilość ciężarów, które ja muszę ogarniać. Ciężary, dźwiganie, plecak, nosidło, Gaja. Ja miałam codziennie po dwadzieścia kilo na grzbiecie, bo jeśli nie niosłam plecaka rejsowego, który akurat leżał u hosta, to niosłam Gaję w nosidle.</p>
<h3><strong>Justyna:&nbsp;</strong>Asiu, z tej perspektywy tych 5 lat, co myślisz, gdy patrzysz wstecz?</h3>
<p><strong>Asia:&nbsp;</strong>Że to było najlepsze 5 lat mojego życia, naprawdę.</p>
<p>Na tę chwilę jestem tak wdzięczna losowi, sobie i wszystkim bogom tego świata, że jednak znalazłam w sobie gdzieś tę siłę, zrobiłam ten krok, kupiłam bilet, spakowałam nas i wsiadłam do tego zakichanego samolotu, bo naprawdę te 5 lat to jest czysta, żywa magia, coś fantastycznego!</p>
<div id="attachment_8520" style="width: 2570px" class="wp-caption alignnone"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/PA260217.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-8520" loading="lazy" class="wp-image-8520 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/PA260217.jpg" alt="" width="2560" height="1920" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/PA260217.jpg 2560w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/PA260217-600x450.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/PA260217-300x225.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/PA260217-768x576.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/PA260217-1024x768.jpg 1024w" sizes="(max-width: 2560px) 100vw, 2560px" /></a></p>
<p id="caption-attachment-8520" class="wp-caption-text">Fot. ze zbiorów Asi Nowak, https://somosdos.pl/</p>
</div>
<h3><strong>Justyna:&nbsp;</strong>Ostatnio jak podglądam was na Facebooku, to widzę, że Gaja już zaczyna się trochę uczyć&#8230;</h3>
<p><strong>Asia:&nbsp;</strong>Gaja ma 7 lat, ale my się uczymy, w zasadzie, odkąd się urodziła. Może przesadziłam, ale proces edukacji jest u nas procesem ciągłym, od zawsze. Literek uczyłyśmy się po drodze, ot, na przykład siedząc w Tikal pod majańską piramidą (to jest na naszym najbardziej znanym filmiku), gdzie jej układałam literkę A z listków i patyków i pytałam: „Gajciu, co to jest za literka?” Wszędzie się można uczyć, a u nas zawsze było to na poważnie.</p>
<p>Jak miała 3 latka, to już pomału pracowałyśmy na książkach, rysowałyśmy, uczyłyśmy się cyferek, szlaczków. Takie proste aktywności w formie zabawy. Teraz de facto pierwszą klasę mamy już przerobioną, natomiast prawnie jesteśmy w pierwszej klasie. Jest fajnie, uczymy się troszkę podwójnie, bo trochę z drugiej klasy też już przerabiamy.</p>
<div id="attachment_8511" style="width: 2570px" class="wp-caption alignnone"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/gaj-maluje.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-8511" loading="lazy" class="wp-image-8511 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/gaj-maluje.jpg" alt="" width="2560" height="1920" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/gaj-maluje.jpg 2560w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/gaj-maluje-600x450.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/gaj-maluje-300x225.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/gaj-maluje-768x576.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/gaj-maluje-1024x768.jpg 1024w" sizes="(max-width: 2560px) 100vw, 2560px" /></a></p>
<p id="caption-attachment-8511" class="wp-caption-text">Fot. ze zbiorów Asi Nowak, https://somosdos.pl/</p>
</div>
<h3><strong>Justyna:&nbsp;</strong>Dla tych osób, które będą to czytały i staną przed podobnym problemem, czyli właśnie tym obowiązkiem szkolnym – jak to uczenie w podróży może wyglądać od takiej strony, żeby ten obowiązek szkolny jednak spełnić?</h3>
<p><strong>Asia:&nbsp;</strong>To będzie jeden z pierwszych tekstów na naszym blogu, jakie teraz po Chinach chciałabym napisać – właśnie jak sobie radzić z edukacją w podróży. Przez dłuższy czas ta moja edukacja to była edukacja „na dziko”, dlatego że w związku z ustawą, która została wprowadzona za kadencji PiS-u, musiałam wrócić do Polski, by dziecko oficjalnie wpisać do edukacji domowej. Nie wrócę jednak na jeden dzień do Polski z drugiego końca świata tylko po to, by złożyć wizytę w poradni, a potem w szkole. Nie stać mnie na to ani emocjonalnie, ani czasowo, a przede wszystkim finansowo. Podjęłam decyzję: jedziemy, trudno, uczymy się normalnie w drodze, a jak któregoś dnia wrócimy do Polski, to będziemy szukać rozwiązań. A może nie wrócimy, zobaczymy, co to życie przyniesie.</p>
<div id="attachment_8529" style="width: 1930px" class="wp-caption alignnone"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/w-tirze.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-8529" loading="lazy" class="wp-image-8529 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/w-tirze.jpg" alt="" width="1920" height="2560" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/w-tirze.jpg 1920w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/w-tirze-600x800.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/w-tirze-225x300.jpg 225w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/w-tirze-768x1024.jpg 768w" sizes="(max-width: 1920px) 100vw, 1920px" /></a></p>
<p id="caption-attachment-8529" class="wp-caption-text">Fot. ze zbiorów Asi Nowak, https://somosdos.pl/</p>
</div>
<p>Teraz się tak wszystko dynamicznie zmienia na świecie, że nie wiadomo, co w przyszłości nas czeka. Najważniejsze dla mnie było i jest to, żeby Gaja się po prostu uczyła, a czy jest w szkole, czy nie jest w szkole – nie ma takiego znaczenia. Program nauczania jest ogólnie dostępny, wiadomo, co dziecko powinno umieć po pierwszej klasie, co ma umieć po drugiej, a co po trzeciej klasie. Ja mam jeszcze to ułatwienie, że wśród osób, które są naszymi sympatykami, jest pani psycholog dziecięca, z którą od początku wyjazdu – bo jakoś tak na początku nas los zetknął – jestem w kontakcie. Mam od niej wielkie wsparcie oraz różne wskazówki, kiedy różne problemy, czy wątpliwości mnie dopadają. Wśród osób, które śledzą naszą podróż, jest także mój opiekun społeczny.</p>
<p>Czasem jak „życzliwi” straszą mnie opieką społeczną, to myślę sobie: „mhm, opieka społeczna doskonale wie, co ja robię”. To jest fajne, bo ten blog zgromadził bardzo przyjaznych, światłych i otwartych ludzi. Ja sobie szalenie moich Czytelników cenię, bo tyle, ile rad, wsparcia czy pomocy od nich dostaję, to głowa mała. Ja na tym blogu nic nie zarabiam, natomiast to, co ten blog daje, to są naprawdę fantastyczne spotkania z genialnymi ludźmi, którzy stają na mojej drodze i to jest coś, co ja sobie niezwykle szanuję. I z tego miejsca strasznie Wam wszystkim dziękuję za Waszą obecność, uważność, za wsparcie moralne, a także finansowe.</p>
<p>Odkąd mam na blogu zakładkę „wsparcie”, a tam numer konta, Czytelnicy od czasu do czasu wrzucają tam parę groszy dla nas z często przesympatycznymi uwagami, np. „na lody dla Gai” albo „na ciepły prysznic”, albo „rozpierd&#8230;cie to, na co chcecie”. Uwielbiam tych ludzi, naprawdę uwielbiam! Gdyby nie ta podróż, nie ten blog, przecież nigdy bym ich nie poznała!</p>
<div id="attachment_8524" style="width: 1033px" class="wp-caption alignnone"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/pijemy-kokos-cozumel.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-8524" loading="lazy" class="wp-image-8524 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/pijemy-kokos-cozumel.jpg" alt="" width="1023" height="737" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/pijemy-kokos-cozumel.jpg 1023w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/pijemy-kokos-cozumel-600x432.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/pijemy-kokos-cozumel-300x216.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/pijemy-kokos-cozumel-768x553.jpg 768w" sizes="(max-width: 1023px) 100vw, 1023px" /></a></p>
<p id="caption-attachment-8524" class="wp-caption-text">Fot. ze zbiorów Asi Nowak, https://somosdos.pl/</p>
</div>
<h3><strong>Justyna:&nbsp;</strong>Razem z Gają tworzycie teraz rodzinę monoparentalną. Nie wiem, czy wiesz, teraz tak w Hiszpanii się mówi o rodzinach z jednym rodzicem. Czy jest coś, co chciałabyś przekazać takim rodzinom, takim rodzicom, oczywiście, jeśli się z nimi utożsamiasz?</h3>
<p><strong>Asia:&nbsp;</strong>Odwagi! Odwagi, odwagi, po prostu odwagi! Odwagi w byciu z dzieckiem, w byciu sobą, w spełnianiu marzeń! Aż się chce powiedzieć „Nie lękajcie się!”. Odwagi, naprawdę, odwagi!</p>
<p>Dużo rzeczy, które robimy, albo których nie robimy, jest podszyte lękiem – albo spowodowane lękiem. My sami sobie często podcinamy skrzydła, abstrahując już od tego, jak nam je podcinają inni – ale my na to pozwalamy.</p>
<p>Ten element lęku tak bardzo się przewija w życiu ludzi, a szczególnie w życiu samotnych matek! Uwierz, my jesteśmy osłabiane z wielu stron, jesteśmy osłabiane, bo nie mamy partnera, męża, bo nas zostawił.</p>
<p>My jesteśmy gorsze, my się do niczego nie nadajemy, jesteśmy takimi ułomnymi półczłowieczkami. Mamy sto procent obowiązków więcej plus często ciężar finansowego utrzymania siebie i dziecka, do tego wmawiają nam, że jesteśmy zerami, a tak nie jest!</p>
<div id="attachment_8522" style="width: 2570px" class="wp-caption alignnone"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/PB020200.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-8522" loading="lazy" class="wp-image-8522 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/PB020200.jpg" alt="" width="2560" height="1920" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/PB020200.jpg 2560w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/PB020200-600x450.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/PB020200-300x225.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/PB020200-768x576.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2019/10/PB020200-1024x768.jpg 1024w" sizes="(max-width: 2560px) 100vw, 2560px" /></a></p>
<p id="caption-attachment-8522" class="wp-caption-text">Fot. ze zbiorów Asi Nowak, https://somosdos.pl/</p>
</div>
<p>Lęki często nas przygniatają, obcinają skrzydła i sprawiają, że z czasem się zmieniamy. Nasze wnętrza szarzeją, gorzkniejemy i smutniejemy. Budzimy się rano i myślimy: „Boże trzeba wstać”. Gdy czytam, co dziewczyny do mnie piszą, to myślę, że każda historia jest inna, ale tyle podobnych elementów w tych naszych życiach jest, więc odwagi, odwagi i jeszcze raz odwagi – w byciu sobą, w byciu z dzieckiem i w sięganiu po marzenia!</p>
<h3><strong>Justyna:&nbsp;</strong>bardzo ci dziękuję, że zgodziłaś się i znalazłaś czas, by ze mną porozmawiać. Życzę Wam, dużo ciepła i samych dobrych ludzi spotykanych w podróży.&nbsp;</h3>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Pracujesz lub chcesz pracować zdalnie?</strong></p>
<ul>
<li><a href="https://www.facebook.com/groups/cyfrowinomadzi/">Dołącz do mojej grupy na Facebooku: Cyfrowi Nomadzi</a></li>
</ul>
<p><strong>Czytaj więcej o podróżach z laptopem:</strong></p>
<ul>
<li><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/category/inspiracje/wywiady/">Wywiady z Cyfrowymi Nomadami</a></li>
</ul>
<p><strong>Sprawdź kursy i e-booki dla cyfrowych nomadów:</strong></p>
<ul>
<li><a href="https://sklep.cyfrowinomadzi.pl/">Księgarnia Cyfrowi Nomadzi</a></li>
</ul>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/odwagi-w-sieganiu-po-marzenia-wywiad-z-asia-nowak-z-bloga-somos-dos/">Odwagi w sięganiu po marzenia – rozmowa z Asią z Somos Dos</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.cyfrowinomadzi.pl/odwagi-w-sieganiu-po-marzenia-wywiad-z-asia-nowak-z-bloga-somos-dos/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Życie w vanie. Biuro w lesie. Przestrzeń. Wolność. Otwarty umysł – rozmowa z Mariuszem Łukomskim z Palto</title>
		<link>https://www.cyfrowinomadzi.pl/mariusz-lukomski/</link>
					<comments>https://www.cyfrowinomadzi.pl/mariusz-lukomski/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Yusti]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 13 Mar 2018 07:49:21 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>
		<category><![CDATA[firma zdalnie]]></category>
		<category><![CDATA[van life]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.cyfrowinomadzi.pl/?p=6988</guid>

					<description><![CDATA[<p>Życie w vanie. Biuro w lesie.&#160;Przyroda. Wolność. Otwarta przestrzeń. Otwarty umysł. Minimalizm. Firma. Automatyzacja. Wyrzucanie z życia tego, co zbędne, by zapełnić je przestrzenią.&#160;&#160; Zapraszam na rozmowę z Mariuszem Łukomskim z Palto&#160; 🙂 Na YouTubie ląduje nagranie całej naszej rozmowy! [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/mariusz-lukomski/">Życie w vanie. Biuro w lesie. Przestrzeń. Wolność. Otwarty umysł – rozmowa z Mariuszem Łukomskim z Palto</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div id="fb-root"></div>
<h1><strong>Życie w vanie. Biuro w lesie.&nbsp;</strong><strong>Przyroda. </strong><strong>Wolność. Otwarta przestrzeń. Otwarty umysł. Minimalizm. Firma. Automatyzacja. Wyrzucanie z życia tego, co zbędne, by zapełnić je przestrzenią.&nbsp;&nbsp;</strong></h1>
<p>Zapraszam na rozmowę z Mariuszem Łukomskim z Palto&nbsp; <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/13.0.1/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /> Na YouTubie ląduje nagranie całej naszej rozmowy!</p>
<p><iframe title="MEGA inspirująco z założycielem firmy Palto!" width="500" height="281" src="https://www.youtube.com/embed/l7DyccbHuWM?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe></p>
<h3><strong>J: Cześć, tu Justi z bloga Cyfrowi Nomadzi. Dzisiaj będę rozmawiać z Mariuszem Łukomskim – właścicielem marki odzieżowej Palto, który teraz prowadzi swoją firmę z lasu, a wcześniej prowadził ją z kampera.</strong></h3>
<p><strong>M:</strong> Dzień dobry, cześć wszystkim!</p>
<h3><strong>J: Cześć, Mariusz. Powiedz nam, jak udało Ci się prowadzić swoją firmę zdalnie? Słyszałam, że prowadzisz firmę z vana, a swoje biuro masz w lesie&#8230;</strong></h3>
<p><strong>M:</strong> Dokładnie tak. Właściwie od tego miesiąca znajduje się w lesie, w miejscu dość odciętym od cywilizacji. Stacjonuję obecnie w drewnianej chatce w Borach Tucholskich.</p>
<p>Przez ostatnie kilka lat byłem cały czas w ruchu, dużo podróżowałem. Jednak trochę czasu zajęło mi zbudowanie całego mechanizmu firmy w taki sposób, aby doprowadzić do takiego stanu rzeczy, jaki jest obecnie. Cała historia jest dość długa.</p>
<p>To do czego zawsze dążyłem to uzyskanie <strong>upragnionej wolności w pracy</strong>.</p>
<p>Myślę, że słowem kluczem w tej sytuacji jest dobry manager. Taki, którego mogę obdarzyć pełnym zaufaniem.</p>
<p>Żyjemy w świecie, w którym technologie są już na tyle rozwinięte, że wiele działań można koordynować z daleka, na odległość, jedynie mieć swoją prawą rękę, która wykona pewne rzeczy stacjonarnie.</p>
<h3><strong>J: Stworzyłeś własną markę odzieżową Palto. Skąd wziął się pomysł?</strong></h3>
<p><strong>M:</strong> W moim przypadku wyglądało to tak, że sięgając do początków historii, jak odpalałem firmę, to byłem jeszcze kompletnym dzieciakiem.</p>
<p>Zaczynałem od 30 koszulek z logotypem Palto, ze śmieszną grą słów, która wbiła się w różne subkultury, których sam byłem uczestnikiem. I tak rozpoczęła się ewolucja, która była oczywiście zapoczątkowana ciężką pracą. Pierwsze projekty były przygotowane z myślą głównie o znajomych projektowane na młodzieńczej zajawce.</p>
<p>Potem założyłem działalność gospodarczą, zacząłem organizować eventy, zawody i tak to się zaczęło i z czasem zaczęło nabierać charakteru ogólnopolskiego.</p>
<p>Po czterech latach nastąpił kolejny etap. Zdecydowaliśmy się otworzyć sklep w Warszawie. Początkowo miał to być <em>show room</em>, miejsce, gdzie można byłoby nasze ubrania zobaczyć i przymierzyć. Z tego pomysłu ewoluował duży sklep multibrandowy, w którym spędzamy dużo czasu, planując kolejne kolekcje i zarządzając wszystkim.</p>
<p>W końcu udało mi się dobrać odpowiedni komplet ludzi i zorganizować to w taki sposób, że udało mi się wytworzyć cały mechanizm dystrybucji i rozdzielić wszystkie obowiązki. Udało się stworzyć machinę, którą dało się zautomatyzować, przy minimalnym udziale z mojej strony.</p>
<p>Na chwilę obecną wszystko się dzieje samo, mechanizm działa. Moim managerem sklepu jest mój przyjaciel, a finanse kontroluje mój brat, więc o bardziej zaufaną osobę ciężko.</p>
<p>Ja przebywam w lesie i zajmuje się kwestiami, które dają mi największą przyjemność przede wszystkim tworzeniem nowych wzorów projektów oraz marketingiem. Dbam o to, żeby było nas widać, budową wizerunku przez rejestrowanie naszej działalności i szerzeniem jej dalej.</p>
<p>Zawsze towarzyszą mi inne osoby, które pomagają z wideo, edycją graficzną. Łączymy siły, tworząc nowe rzeczy, odbywa się to w luźnej, przyjaznej atmosferze. Teraz praca zamieniła się w luz, zabawę, przygodę. I tak to sobie właściwie płynie.</p>
<p>W tym wszystkim nie ma miejsca na czynnik stresogenny. Unikamy go jak ognia.</p>
<h3>J: Wróćmy na chwilę do tego, co robiłeś wcześniej. Z tego, co wiem, to miałeś przygodę z pracą stacjonarną. Pracowałeś przez jakiś czas w kinie. Kiedy stwierdziłeś, że to jednak nie dla Ciebie?</h3>
<p><strong>M:</strong> Kiedy pracowałem w kinie, miałem 16 lat więc daleko mi było do podejmowania jakichkolwiek decyzji i życiowych planów.</p>
<p>Jednak już od małego miałem różnego rodzaju zajawki. <strong>Zawsze kochałem góry i byłem mocno związany ze snowboardem</strong>. W młodości byłem fanem marek związanych z deskorolką czy snowboardem. Zawsze ciągnęło mnie w stronę moich pasji, ale oczywiście nie myślałem wtedy o tym, że mogę połączyć zajawkę z pracą.</p>
<p>To właśnie ta praca w kinie pokazała mi, że w taki sposób w przyszłości <strong>nie chcę pracować i zrezygnowałem</strong>.</p>
<p>Dość zabawnie, bo z baru przeskoczyłem do piwnicy, bo w tym samym miejscu, gdzie kino prowadzimy teraz sklep.</p>
<p>Ten proces i wizja jakbym chciał, żeby wyglądało moje życie, długo we mnie ewoluowało, ciężko wskazać jeden czynnik, który miał decydujące znaczenie, wiele bodźców i doświadczeń miało na to wpływ.</p>
<h3>J: Postawiłeś na swoim, na swoich zainteresowaniach, zajawkach i nie dałeś się wciągnąć w schematy powszechnie obowiązujące. Na pewno wymaga to dużo odwagi. Co Cię napędzało?</h3>
<p><strong>M:</strong> Zawsze miałem zakorzenioną w sobie potrzebę wolności, <strong>pragnąłem być człowiekiem maksymalnie wolnym</strong> i chciałem <strong>doświadczać życia w najlepszym wydaniu</strong>, ale to w moim przekonaniu, najlepszym wydaniu. Uwielbiałem doświadczać. I tych dobrych i tych gorszych chwil. Bliskie były mi podróże, góry i natura. To <strong>natura zawsze mnie fascynowała</strong> i poczułem potrzebę bliższego obcowania z nią.</p>
<p>W tym długim procesie doszedłem do wniosku, że <strong>wolność jest na tyle ważna, wręcz bezcenna, że moim priorytetem musi być ustawienie pod nią mojego życia i pracy</strong>, zrozumienie, że kosztem ilości zarabianych pieniędzy ja kupuję sobie czas, coś co jest dla mnie ważniejsze niż pieniądze. Mimo że dzielę się większą ilością zarabianych pieniędzy z managerem i zatrudniamy coraz większą ilością współpracowników.</p>
<p>Dzielę się zarobionymi pieniędzmi, gdyż postanowiłem kupić sobie czas i tym samym, życie jakim zawsze chciałem żyć.</p>
<p>W pewnym momencie, kiedy miałem 20-kilka lat byłem w dołku. Kiedy byłem przepracowany, kiedy sklep był w apogeum rozwoju, kiedy wszystko było na mojej głowie, przed rekrutowaniem zespołu. Byłem zmęczony i zestresowany. Było tego za dużo. <strong>Doszło do mnie, że nie jest to tego warte, żeby się tak przepracowywać.&nbsp;</strong>Jestem młody, chcę doświadczać jak najwięcej.</p>
<p>Nigdy do moich marzeń nie zaliczało się życie <em>high life</em>, kupowanie nowego BMW, które zazwyczaj są celem ludzi, <strong>ludzie widzą bogate życie w zakupie kolejnych dóbr materialnych</strong>. Wiedziałem od początku, że taka droga nie jest dla mnie.</p>
<p>Kiedy już miałem osoby do pomocy, kiedy wiedziałem, że stać mnie finansowo i mentalnie na odważniejszy krok poczułem, że to ten moment, w którym w końcu <strong>chcę doświadczyć prawdziwego życia</strong>. Pokryło się to z zakupem kampera, który początkowo miał służyć do celów firmowych, do przewozu ubrań, ale okazał się potem moim domem na dłuższy czas.</p>
<h3>J: Jak patrzysz na Twoje doświadczenie z życia w kamperze? Czy coś się zmieniło w Twoim dotychczasowych myśleniu, dzięki temu doświadczeniu?</h3>
<p><strong>M:</strong> Mieszkanie w kamperze <strong>zredefiniowało</strong> <strong>moje podejście dotyczące życia i podróży</strong>. Samochód kupiłem z moją dziewczyną i wyjechaliśmy wspólnie w miesięczną podróż. Byłem tak zafascynowany życiem w busie, że miałem ochotę wszystko rzucić i sprzedać.</p>
<p>Nie poczyniłem tak drastycznych kroków, ale coraz więcej czasu zacząłem spędzać w samochodzie, zrozumiałem, że otaczamy się olbrzymią ilością rzeczy dookoła nas, które tak na dobrą sprawę wiążą nas pod kątem odpowiedzialności za nie.</p>
<p>Zminimalizowałem moje życie, odkryłem swój prywatny raj w tej, mimo że drobnej przestrzeni, która jest w busie, to jednocześnie odczuwając przy tym pełną wolność.</p>
<p>W busie zamknąłem to wszystko, co mi do życia potrzebne. Egzystujesz sobie w symbiozie z przestrzenią. Wokół busa masz kontakt z przyrodą, z ludźmi, dzięki tej przygodzie otworzył się całkowicie nowy pogląd życiowy pt.:</p>
<p style="text-align: center;"><strong>&#8220;MINIMALIZM, WOLNOŚĆ, CZAS, DOŚWIADCZENIA, LUDZIE!&#8221;</strong></p>
<p>Gdybym miał wybierać co zrobić, czy kontynuować działalności firmy w Warszawie, zarabiać większe pieniądze i mieszkać w stolicy Polski, a żyć w busie, podróżować i grać na przykład na bębenku na skwerku w jakimkolwiek mieście, żeby mieć na paliwo, to bez wahania wybrałbym tę drugą opcję.</p>
<div id="attachment_6999" style="width: 2058px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2018/03/14853217_10154243241148645_7248920733633811820_o.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-6999" loading="lazy" class="wp-image-6999 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2018/03/14853217_10154243241148645_7248920733633811820_o.jpg" alt="" width="2048" height="1228" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2018/03/14853217_10154243241148645_7248920733633811820_o.jpg 2048w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2018/03/14853217_10154243241148645_7248920733633811820_o-600x360.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2018/03/14853217_10154243241148645_7248920733633811820_o-300x180.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2018/03/14853217_10154243241148645_7248920733633811820_o-768x461.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2018/03/14853217_10154243241148645_7248920733633811820_o-1024x614.jpg 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2018/03/14853217_10154243241148645_7248920733633811820_o-200x120.jpg 200w" sizes="(max-width: 2048px) 100vw, 2048px" /></a></p>
<p id="caption-attachment-6999" class="wp-caption-text">Fot. Palto.</p>
</div>
<h3>J: Taki pomysł na życie w vanie również jest mi bliski. Półtora roku temu wróciłam z podróży Land Cruiserem przez Amerykę Południową. To trwało półtora roku, z czego 7 miesięcy mieszkałam w samochodzie bez przerwy. To kompletnie zmieniło moje postrzeganie tego w jakiej przestrzeni chcę żyć i ile jej potrzebuję. Jakie są Twoje odczucia?</h3>
<p><strong>M:</strong> Zdecydowanie się zgadzam. Jest to najlepsza lekcja, która przewartościowuje twoje życie. Zdajesz sobie nagle sprawę, po co to wszystko, jeśli ja chcę tylko wolności, natury.</p>
<p><strong>Szczęście leży zupełnie gdzieś indziej, niż tam gdzie ludzie go szukają.</strong></p>
<p>Jeśli człowiek spróbuje podróżowania w całym znaczeniu tego słowa, które polega na wyjściu ze swojej strefy komfortu, poddaniu się niewiadomej, to w człowieku budzą się pewne instynkty. Tak smakuje prawdziwe życie.</p>
<h2>Jesteś&nbsp;z nami?&nbsp;</h2>
<ol>
<li>Spotkajmy się w grupie<strong>&nbsp;<a href="https://www.facebook.com/groups/cyfrowinomadzi/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">C</a><a href="https://www.facebook.com/groups/cyfrowinomadzi/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">yfrowi</a><a href="https://www.facebook.com/groups/cyfrowinomadzi/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">&nbsp;Nomadzi&nbsp;</a></strong>na Facebooku.</li>
<li>Podłącz się do nas na&nbsp;<a href="https://www.facebook.com/cyfrowinomadzipl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><strong>Fanpage’u Cyfrowych Nomadów</strong>.</a></li>
</ol>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/mariusz-lukomski/">Życie w vanie. Biuro w lesie. Przestrzeń. Wolność. Otwarty umysł – rozmowa z Mariuszem Łukomskim z Palto</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.cyfrowinomadzi.pl/mariusz-lukomski/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Ludzie czynu zrobią to, co mają do zrobienia, nawet z Timbuktu</title>
		<link>https://www.cyfrowinomadzi.pl/ludzie-czynu-zrobia-maja-zrobienia-nawet-timbuktu-adam-ostapinski-o-tym-prowadzic-firme-zdalnie/</link>
					<comments>https://www.cyfrowinomadzi.pl/ludzie-czynu-zrobia-maja-zrobienia-nawet-timbuktu-adam-ostapinski-o-tym-prowadzic-firme-zdalnie/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Yusti]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 08 Feb 2018 13:49:38 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Praca zdalna]]></category>
		<category><![CDATA[Wywiady]]></category>
		<category><![CDATA[firma zdalnie]]></category>
		<category><![CDATA[praca zdalna]]></category>
		<category><![CDATA[zarządzanie firmą zdalnie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.cyfrowinomadzi.pl/?p=6791</guid>

					<description><![CDATA[<p>Adam jest właścicielem agencji marketingowej działającej w oparciu o sieć freelancerów zlokalizowanych w różnych częściach świata, tak samo, jak jego klienci. J: Adam, najpierw kilka słów o Tobie. Od 5 lat prowadzisz agencję marketingową, która pracuje zdalnie. Powiedz nam szybko, [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/ludzie-czynu-zrobia-maja-zrobienia-nawet-timbuktu-adam-ostapinski-o-tym-prowadzic-firme-zdalnie/">Ludzie czynu zrobią to, co mają do zrobienia, nawet z Timbuktu</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div id="fb-root"></div>
<h1>Adam jest właścicielem agencji marketingowej działającej w oparciu o sieć freelancerów zlokalizowanych w różnych częściach świata, tak samo, jak jego klienci.</h1>
<p><strong>J: Adam, najpierw kilka słów o Tobie. Od 5 lat prowadzisz agencję marketingową, która pracuje zdalnie. Powiedz nam szybko, czym się zajmujecie, żebyśmy mieli kontekst.</strong></p>
<p>A: Tak, od 5 lat zarządzam agencją marketingową. Specjalizujemy się w reklamach online, Google AdWords, Facebook Ads, Bing Ads, analityce webowej i SEO. Nasi klienci to firmy z Polski, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych.</p>
<p><strong>J: Nie działasz jednak w typowym modelu agencyjnych. Oparłeś działalność na zdalnej sieci freelancerów. Model, który uważam za bardzo elastyczny i dlatego, perspektywiczny. Na czym to polega?</strong></p>
<p>A: W sumie, jak zagłębisz się w to bardziej, okaże się, że wcale to nie jesteśmy typową agencją, tylko stowarzyszeniem freelancerów. Nie mamy nawet nazw stanowisk, etc. Mamy kompetencje i praca jest organizowana w taki sposób, by te kompetencje wykorzystywać i jeszcze bardziej je rozwijać.</p>
<p>Każdy ma swoją specjalizację, a niektórzy z nas odpowiadają za koordynowanie zespołów projektowych. Nie ma jednak czegoś takiego, jak zawodowy project manager, taką rolę może pełnić każdy z zespołu, kto ma na to czas i zna się na tematyce danego projektu. Na ogół project manger z jednego projektu jest po prostu specjalistą w innym.</p>
<p><strong>J: Wszystko w tym modelu jest dość elastyczne i wydaje się płynne. Czy to jest model, który działa stabilnie? Mam na myśli to, czy rotacja w takim zespole jest duża, jeśli rotacja w ogóle jest dla Was problemem?</strong></p>
<p>A: Wydaje mi się, że szukanie na siłę stabilności jest mocno sprzeczne z tym, co dzieje się wokół nas. Metodą na to jest dostosować się do ciągłych zmian: zwiększyć szybkość, wykluczyć „etatowe” elementy bezwładności, usunąć typowo biurowe koszty firmowe i skupić się na tym, co najważniejsze, czyli na pracy i jej wysokiej jakości. Dzięki modelowi pracy, jaki stosujemy jest dla nas łatwiejsze do osiągnięcia, niż w jakiejkolwiek sztywnej strukturze.</p>
<p>W efekcie daje to nam przewagę rynkową i wynikającą z niej właśnie stabilność – przewrotne, ale tak to działa.</p>
<p>Do tego dochodzi dziedzina, w której się specjalizujemy – promocja online. Średnio raz na miesiąc zmienia się coś istotnego w conajmniej jednym systemie reklamowym, którym się posługujemy. Tutaj po prostu nie ma miejsca na skostniałość.</p>
<p>Rotacja w rozumieniu, że ktoś odchodzi i zastępuje go inna osoba zdarza się bardzo rzadko. Najczęstszy rodzaj zmian w zespole wiąże się po prostu z zaczynającymi się i kończącymi się projektami.</p>
<p><strong>J: Jeżeli tworzycie sieć, która nie ma ze sobą kontaktu face to face, to co jest główną osią codziennej komunikacji w planowaniu i egzekwowaniu projektów?</strong></p>
<p>A: Podstawowym narzędziem do komunikacji w ramach projektów, które realizujemy jest Meister Task. To takie Trello, tylko, że lepsze. Zastępuje maile, które pojawiają się już tylko w komunikacji z klientami. Nawet niektórych z nich byliśmy w stanie przekonać do zrezygnowania z maili i przeniesienia całej komunikacji do Meister Task. Poza tym bez niczego specjalnego: messenger, google suite, dropbox i po prostu rozmowy przez telefon.</p>
<p><strong>J: Znam i korzystam z Meister Task i uważam, że to narzędzie jest rewolucyjne w swojej prostocie i UX, interface, który po prostu jest przyjazny. Możesz powiedzieć jak to wyglądało zanim doszliście do tego etapu, na którym jest już w miarę wygodnie?</strong></p>
<p>A: Ten temat jest mi bliski od prawie 10 lat. I śmiało mogę przyznać, że było to prawie 10 lat porażek. Zacząłem od ProjectFork – aplikacja instalowana jako rozszerzenie do Joomli, niestety przestała być kontynuowana w wersji, która spełniała moje wymagania. Następnie przeszedłem na Asanę, której szczerze nie cierpię za nawigację, potem był Freedcamp (niestety, zanim był jeszcze dojrzałą aplikacją wyglądał, jak jakieś forum). Duże nadzieje miałem co do Trello i nawet pracowaliśmy na nim przez ponad pół roku, jednak dość ciężko na nim monitorować workflow. Stanęło na Meister Task – moim zdaniem się sprawdza. W największym skrócie – im prościej i im mniej narzędzi tym lepiej. Im bardziej używa się ich na co dzień w niepracowym życiu tym jeszcze lepiej.</p>
<p><strong>J: Czy efektywna komunikacja w zespole zdalnym jest trudniejsza niż w zespole stacjonarnym? Jak zachęcić team do budowania relacji między sobą?</strong></p>
<p>A: Na pewno jest inna. Taka komunikacja skupia się na konkretach. Co do relacji bezpośrednich udało nam się raz, dokładnie jeden raz, spotkać przy piwie. Jest to dość trudne, bo każdy mieszka gdzie indziej i ma swoje życie. Zsynchronizowanie terminu, „kiedy każdy może” zajęło nam prawie miesiąc i było warto.</p>
<p><strong>J: Ilu pracowników działa w tym modelu i jak są zlokalizowani?</strong></p>
<p>A: Obecnie nasz zespół to 6 osób. Niebawem, możliwe, że do niego dołączą dwie kolejne. Na tę chwilę lokalizacje to Kraków, Lublin i Chiang Mai.</p>
<p>Kwestią, która też tu wchodzi w grę jest praca z różnych stref czasowych. Nie mamy tutaj żadnych wymagań oprócz tego, że zadanie musi zmieścić się w terminie. Obecnie jeden z naszych współpracowników jest Wirginii, spec od FB Ads i pracuje z GMT+6. Jesteśmy w stanie tak to skoordynować, że działa.</p>
<p><strong>J: A propos pracy i życia poza pracą – zespół pracuje w ustalonych godzinach pracy czy elastycznie?</strong></p>
<p>A: Jedyną ustaloną godziną jest deadline danego tasku. Czy to zostanie zrobione we wtorek 10-14, czy w niedzielę 19-23 wiele nie wnosi. Każdy sam decyduje, o tym kiedy wykona swoją pracę, ważne, by była w terminie.</p>
<p><strong>J: Funkcjonuje takie przekonanie, że praca zdalna nie jest dla każdego. Jak na to patrzysz?</strong></p>
<p>A: Na pewno są ludzie, którzy nie dadzą rady tego robić, ale tak chyba jest z każdym rodzajem pracy. Ja na pewno nigdy nie zostanę łyżwiarzem i daję radę z tym żyć.</p>
<p>Jednak w żadnym wypadku nie zgodzę się, że praca zdalna jest tylko dla wybranych i osób jakichś nadludzkich predyspozycjach.</p>
<p>To, z czym się spotkałem, to, że pracy zdalnej jak i każdej innej formy funkcjonowania trzeba się nauczyć. Nikt się z tym nie rodzi. Na przykładzie mogę powiedzieć, że nawet osoby o wstępnym braku predyspozycji (zapominanie, nie pilnowanie terminów, brak samodzielności) są w stanie się przystosować i wydajnie pracować w ten sposób – po prostu trzeba im pokazać, jak to robić i konsekwentnie tego wymagać.</p>
<p><strong>J: W jaki sposób im to pokazujecie? Czy to jest kwestia szkoleń, instrukcji czy praktyki?</strong></p>
<p>A: Mamy określone zasady, jak używać poszczególnych narzędzi. Celem jest to, by było to jak najbardziej proste i naturalne. Z przykładowych: dyskusje, komentarze prowadzimy tylko w Meister Task, nie śmiecimy na mailach a wykonane czynności logujemy do dzienników.</p>
<p>Nikt nie lubi przestrzegać sztucznych procedur, dlatego też bardzo ważna jest przejrzysta komunikacja, czemu to służy, dlaczego jest ważne, etc.</p>
<p>Sama nauka „rytuału” towarzyszącego zadaniom jednym zajmuje dosłownie kilka chwil, inni są bardziej oporni. Kluczowe jest nie robić odstępstw od zasad, bo przy pracy zdalnej to właśnie one pozwalają pracować efektywnie.</p>
<p><strong>J: Jak przebiega rekrutacja pracowników zdalnych?</strong></p>
<p>A: Nigdy nie robiłem czegoś takiego jak rekrutacja. Jeżeli mamy nadmiar pracy, to drogą pantoflową staram się znaleźć kontakt do potencjalnych kandydatów, którzy już posiadają wymagane umiejętności, ewentualnie mają determinację, by te umiejętności pozyskać.</p>
<p>Następny kawałek to sprawdzenie się w boju, czyli po prostu realizacja jakiegoś projektu, zadania. Jeżeli to pójdzie okej, to działamy dalej. Jak nie, to nie marnujemy sobie wzajemnie czasu.</p>
<p>Czy istnieją jakieś ograniczenia w rekrutacji pracowników zdalnych wynikające z na przykład z przepisów prawa, podatków?</p>
<p>W naszym przypadku nie ma takich ograniczeń, o ile jest to rozliczane B2B. W przypadku umów cywilnoprawnych mogą się pojawić problemy, jeżeli umowy te dotyczą osób rozliczających podatki w innych krajach. Dodatkowe formularze i deklaracje oraz, niestety, brak wiedzy oraz pomocy w polskich urzędach.</p>
<p>Mamy nienormowaną ilość pracy w każdym miesiącu i z tym wiążą się też wynagrodzenia. Idealne w takim wypadku są faktury, jednak nie każdy ma możliwości prowadzić DG, więc wtedy posługujemy się umowami cywilnoprawnymi (np. umową zlecenie czy umową o dzieło).</p>
<p><strong>J: Zespół zdalny, jakie widzisz korzyści z biznesowego punktu widzenia?</strong></p>
<p>A: Moim zdaniem jest po prostu bardziej efektywny. Składa się na to dużo elementów, np.<br />
duża samodzielność, inicjatywa, odpowiedzialność i umiejętności techniczne, bez których nie dalibyśmy rady się efektywnie komunikować.</p>
<p>Praca zdalna po prostu wymusza te, wyżej wymienione cechy, w efekcie nie ma takiej możliwości, że ktokolwiek pracuje „byle do 17-nastej”, bo w naszym modelu… po prostu nie ma „do 17-nastej”.</p>
<p>Dodatkowo, przez to, że mamy dużo większą elastyczność i nie posiadamy sztucznych kosztów stałych – jesteśmy w stanie dostosować nasze usługi i ich zakres do praktycznie każdego rodzaju firmy.</p>
<p><strong>J: A jakie są największe trudności w budowaniu zespołu zdalnego?</strong><br />
A: Wydaje mi się, że największym jest ustalenie i konsekwentne przestrzeganie obranego modelu działania. Każde odstępstwo to ryzyko, że całość przestanie efektywnie działać.</p>
<p>Przykładowo – logujemy wykonane prace dla klienta w jednym miejscu i jedna z osób to zapomniała robić przez miesiąc. Raport zostaje przekazany do klienta i nie ma w nim zakontraktowanych prac, które zostały wykonane, ale nie ma ich w raporcie. Prowadzi to do tego, że przez jedno niedopatrzenie kilka osób straci czas prostując je.</p>
<p><strong>J: Czy w tym wszystkim jest miejsce na budowanie kultury organizacji, czy to jest temat, który Was nie dotyczy? W sensie jest coś poza zadaniami i codziennymi sprawami oraz wypłatą, co Was trzyma razem?</strong></p>
<p>A: Tworzymy pewnego rodzaju organizm, który jest dość mocno efektywny w realizowaniu swoich działań. Każda z jego części musi się w tym odnajdywać, by płynnie funkcjonować i nie utrudniać pracy innym.</p>
<p>Jednak nie budujemy jakiejś wizji poza tą, że każdy ma swoje życie i może się w nim realizować tak jak chce. Nie mam pojęcia czy to dobrze, czy źle. Osobiście nie lubię bullshitu, laurek i pustych słów. Dzięki temu, jak pracujemy mamy więcej czasu.</p>
<p>W wolnym czasie chłonę sporo internetowego teoretyzowania, „dobrych praktyk”, stram się z tego wyciągnąć jakieś wnioski. Niestety z praktyką na ogół ma to niewiele wspólnego. Większość pomysłów i tak trzeba sprawdzić na samym sobie.</p>
<p><strong>J: I tutaj pytanie, na które czekałam, czyli automatyzacja pracy zdalnej. Wyjaśnij proszę, czym jest „task automation” i czy wiążesz z tym jakieś nadzieje w przyszłości?</strong></p>
<p>A: Duża oszczędność czasu. Spora część naszej pracy to sprawdzanie, poprawki i bieżący maintenance. Wykonuje się go cyklicznie, np. dwa razy w tygodniu, czasem rzadziej w zależności od skali prowadzonych działań. Łącząc Meister Task z Zapier w efekcie mamy system cyklicznych powiadomień dla powtarzalnych czynności.</p>
<p>W przyszłości na pewno da się zautomatyzować więcej czynności – np. zliczanie czasu, podsumowania z dzienników. Trzeba to jednak robić ostrożnie – nieprzemyślana i nieprzetestowana automatyzacja, to więcej problemów, a w efekcie stracony czas na naprawianie błędów.</p>
<p><strong>J: Czy są jeszcze jakieś inne obszary, w których wykorzystujecie automatyzację? Pozyskiwanie klientów? Marketing?</strong></p>
<p>A: W działce pozyskiwania klientów nie da się tego zautomatyzować w naszej dziedzinie. Każda firma jest inna i jeżeli nie dostosuje się strategii do jej unikatowych cech, to po prostu nie będzie to działać.</p>
<p>Z kolei w samej pracy już nad działającymi kampaniami bez automatyzacji byśmy dosłownie zginęli. Przykładem jest zarządzanie kontem reklamowym zawierającym kilka tysięcy słów kluczowych. Nie jest realne w ograniczonym czasie wprowadzenie wszystkich poprawek ręcznie. Dużą część pracy trzeba zautomatyzować. Do tego celu wykorzystujemy skrypty automatyzujące oraz bezpośrednio zaszyte np. w AdWords czy Facebook Ads reguły automatyzacji.</p>
<p>Innym przykładem jest wyłapywanie i raportowanie anomalii, alerty o błędach na kontach – pozwala to nam zminimalizować czas reakcji i straty z tych błędów wynikające.</p>
<p>Wciąż automatyzacja nie jest w stanie zastąpić bezpośredniej pracy, jednak po pierwsze: pozwala robić dużo większe projekty, a po drugie: pozwala skupić się na rozwiązywaniu kluczowych problemów, a nie mikro-zarządzaniu.</p>
<p><strong>J: I tutaj jeszcze chciałabym zapytać Cię o coś co budzi wiele kontrowersji – monitorowanie pracowników. Jesteś na tak czy na nie?</strong><br />
A: Monitorowanie – nie. Sprawdzanie wykonanej pracy i pilnowanie terminów – tak.</p>
<p>Każdy ma swój sposób pracy, liczy się to, co powstanie jako efekt tego procesu. Jeżeli przykładowa strategia, czy wycena dla klienta są sensowne, nie ma znaczenia, w jaki sposób powstawały.</p>
<p><strong>J: Wypalenie zawodowe w zespole zdalnym? Czy dotyczy?</strong><br />
A: Wydaje mi się, że każdy ma swój cykl wzlotów i upadków, sam tego doświadczam regularnie. Na pewno unikamy niektórych wypalaczy pracy etatowej, jak np „nie mogę już więcej patrzeć na tę gębę!”, czy „ znów zabrał mi mój kubek!”. Pojawiać się za to mogą inne – jednym z nich jest mniejsza stabilność, niestety jest to cena elastyczności.</p>
<p><strong>J: Podsumowując… jak stworzyć optymalne i efektywne środowisko pracy w zespole zdalnym?</strong></p>
<p>A: Potraktujmy to jako równanie:<br />
Przystosowanie samego siebie do pracy zdalnej plus utworzenie jasnych zasad i wymagań oraz narzędzia i technologia plus wdrożenie zespołu i pomoc w przystosowaniu się równa się – może będzie działać.</p>
<p>Gościem Cyfrowych Nomadów był Adam Ostapiński z&nbsp;<a href="http://unagency.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">UnAgency</a></p>
<p><strong>Wiecej o prowadzeniu firmy zdalnie:</strong></p>
<ul>
<li><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/ultramobilnie-4/" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><strong>Zdalnie zarządza firmą i podróżuje po świecie</strong></a></li>
<li><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/mariusz-lukomski/" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><strong>Życie w vanie. Biuro w lesie. Rozmowa z Mariuszem Łukomskim.</strong></a></li>
</ul>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/ludzie-czynu-zrobia-maja-zrobienia-nawet-timbuktu-adam-ostapinski-o-tym-prowadzic-firme-zdalnie/">Ludzie czynu zrobią to, co mają do zrobienia, nawet z Timbuktu</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.cyfrowinomadzi.pl/ludzie-czynu-zrobia-maja-zrobienia-nawet-timbuktu-adam-ostapinski-o-tym-prowadzic-firme-zdalnie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Z laptopem zamiast dziennika. O pracy nauczyciela online</title>
		<link>https://www.cyfrowinomadzi.pl/ultramobilnie-3/</link>
					<comments>https://www.cyfrowinomadzi.pl/ultramobilnie-3/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Yusti]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 25 Oct 2017 06:06:54 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Praca zdalna]]></category>
		<category><![CDATA[Wywiady]]></category>
		<category><![CDATA[angielski online]]></category>
		<category><![CDATA[firma online]]></category>
		<category><![CDATA[praca zdalna]]></category>
		<category><![CDATA[tajlandia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.cyfrowinomadzi.pl/?p=5636</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zamiast przed tablicą, pracuje przed ekranem komputera. Jej uczniowie są na całym świecie – tak samo jak ona. Próżno szukać jej na szkolnych korytarzach. Prędzej znaleźć ją można w Tajlandii, na Bali, czy w Lizbonie&#8230; Nie z dziennikiem, lecz z [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/ultramobilnie-3/">Z laptopem zamiast dziennika. O pracy nauczyciela online</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div id="fb-root"></div>
<h1><strong>Zamiast przed tablicą, pracuje przed ekranem komputera. Jej uczniowie są na całym świecie – tak samo jak ona. Próżno szukać jej na szkolnych korytarzach. Prędzej znaleźć ją można w Tajlandii, na Bali, czy w Lizbonie&#8230; Nie z dziennikiem, lecz z laptopem i plecakiem. Joanna Szreder uczy języka angielskiego online i prowadzi bloga The Blond Travels.</strong></h1>
<p style="text-align: right;">Partnerem artykułu jest <strong><a href="http://consumer.huawei.com/pl" target="_blank" rel="noopener"><img style="position: relative; top: 2px; padding-left: 3px;" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/huawei_logo_small.png" title="" alt="" /></a></strong></p>
<p><strong>Poznaj Asię:</strong></p>
<p><iframe title="Ultramobilnie: Joanna Szreder. Tajlandia-Portugalia." width="500" height="281" src="https://www.youtube.com/embed/kQGHQQQkQ58?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe></p>
<p><strong>Zobacz jak pracuje:&nbsp;</strong></p>
<p><iframe title="Ultramobilnie: Joanna Szreder. Z laptopem zamiast dziennika." width="500" height="281" src="https://www.youtube.com/embed/o_lk_VDS8vI?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe></p>
<p>&nbsp;</p>
<h3>Przeczytaj całość:</h3>
<h3><strong>J: Cześć, Asia. Jak zostałaś nauczycielką angielskiego w Tajlandii?</strong></h3>
<p>A: Pierwszy raz pojechałam do Tajlandii na dwutygodniowe wakacje i totalnie zakochałam się w tym kraju. Było to dla mnie coś egzotycznego i innego niż to, co widziałam do tamtej pory. Doszłam do wniosku, że bardzo chciałabym zamieszkać tam na dłużej. Wróciłam do domu i zrobiłam mały research. Okazało się, że zamieszkanie w Tajlandii wcale nie jest takie proste i najlepszym wyjściem byłoby dostać się tam do szkoły. W ten sposób podjęłam tę decyzję, rzuciłam pracę w Londynie, spakowałam się i wyjechałam do Tajlandii. Zrobiłam kurs TEFLa i zostałam nauczycielką w jednej ze szkół w Chiang Mai.</p>
<h3><strong>J: Ile miałaś lat jak wyjechałaś do Tajlandii?</strong></h3>
<p>A: Miałam 32 lata, to było 4 lata temu.</p>
<h3><strong>J: Pracowałaś wcześniej w szkole?</strong></h3>
<p>A: Nie. Przed Tajlandią w ogóle nie miałam takiego doświadczenia. Udzielałam jedynie korepetycji na studiach, ale były to spotkania 1:1. Prawdziwego przygotowania do pracy w szkole nie miałam.</p>
<h3><strong>J: Czyli było to Twoje pierwsze doświadczenie w pracy w szkole i można powiedzieć, że rzuciłaś się na głęboką wodę?</strong></h3>
<p>A: Tak, można tak powiedzieć.</p>
<h3><strong>J: Jakie były Twoje pierwsze wrażenia z tajskiej szkoły? Co Cię tam na początku spotkało?</strong></h3>
<p>A: Mnóstwo rzeczy, o których można by było napisać całą książkę. Przede wszystkim praca w tajskiej szkole była dla mnie zupełnie inna niż wszystko to, co robiłam wcześniej – czyli praca w korporacjach i w dużych firmach w Londynie.</p>
<p>Przede wszystkim w tajskiej szkole panowała wielka dezorganizacja, ciężko też było mi się przyzwyczaić do niepotrzebnej biurokracji. Natomiast dzieci, a w zasadzie młodzież, bo była to szkoła średnia, były niezdyscyplinowane i nie bardzo chciały się uczyć i mnie słuchać.</p>
<p>Początkowo próbowałam ogarnąć tę moją klasę, krzycząc na nich, stawiając im zera, bo tam nie ma jedynek, tam są zera – i starając się wprowadzić dyscyplinę, do jakiej byłam przyzwyczajona w Polsce. Jednak na Tajów to w ogóle nie działa i im bardziej się człowiek denerwuje, tym bardziej oni stają się niegrzeczni. Po trzech miesiącach stwierdziłam, że nie będę tracić energii i czasu na to, żeby zdyscyplinować moich uczniów i dałam sobie spokój. Wchodziłam do klasy z uśmiechem na ustach, totalnie wyluzowana i okazało się, że to działa, że właśnie tego potrzeba w tajskiej klasie. Uczniowie wprawdzie nie zaczęli się uczyć, bo oni nie są za bardzo skorzy do nauki, ale zaczęli się mnie słuchać, co było dla mnie wielkim sukcesem. Spotkało mnie wiele różnych przygód, podczas których różnica kulturowa była bardzo głęboka i musiałam się do niej naprawdę przyzwyczaić. Była to dla mnie zarówno ciekawa przygoda jak i doświadczenie.</p>
<p>Po dwóch &#8211; trzech latach doszłam do wniosku, że nie chcę tego kontynuować i zostać tam na stałe. Nie wyobrażałam sobie, żebym mogła przez całe życie pracować w tajskiej szkole. Jest to wprawdzie fajne zajęcie, jednak nie oferuje nic więcej niż bycie nauczycielem języka angielskiego, nie ma tutaj ścieżki rozwoju, nie można awansować. Po prostu stwierdziłam, że nie jest to już dla mnie i czas zrobić coś innego.</p>
<h3><strong>J: Jak zostałaś nauczycielką online?</strong></h3>
<p>A: Będąc w Chiang Mai, po tym jak spędziłam dwa lata w tajskiej szkole, zaczęłam poznawać cyfrowych nomadów i strasznie mi się podobał ten styl życia. Ja również chciałam zostać “panią swojego czasu”, być swoją własna szefową. Zaczęłam zastanawiać się, czym mogłabym się zająć, co dałoby mi szansę na przemieszczanie się do innych krajów i na zarobek.</p>
<p>Niestety nie jestem utalentowana w takich dziedzinach jak programowanie czy jakiś design, a cyfrowi nomadzi między innymi tym się trudnią. Uznałam więc, że to nie dla mnie i zaczęłam szukać jakiejś alternatywy.</p>
<p>Poznałam wtedy dziewczynę w Chiang Mai, która nauczała online dla jednej z amerykańskich firm. Zapytałam jak dostała tę pracę i jak można zacząć, a ona mi podesłała kontakt do firmy. Dostałam pracę od razu i zaczęłam uczyć. Stwierdziłam, że mi się to podoba, że jestem w tym dobra i że ten styl życia mi odpowiada. Od czasu do czasu pracuję jeszcze dla tej firmy, ale teraz założyłam już własną, w której uczę swoich klientów.</p>
<h3><strong>J: Dlaczego wolisz pracować online?</strong></h3>
<p>A: Przede wszystkim dlatego, że daje mi to wolną rękę w organizacji własnego czasu. Gdy zaczynałam, myślałam, że codziennie będę mogła wstawać o 11:00, że będę wolnym ptakiem, będę się cieszyć dużą wolnością. Po paru miesiącach takiego życia i późnego wstawania stwierdziłam, że to jednak nie jest dla mnie, że lubię wstawać rano. Teraz mam swoją rutynę.</p>
<p>To wstawanie później&nbsp;było dla mnie rzeczywiście ważne. Dzisiaj wiem, że nie tylko to się liczy, ale również fakt, że mogę pracować i żyć w innych krajach, co pozwala mi na poznanie tych miejsc w bardziej dogłębny sposób. Nie lubię na przykład jechać gdzieś, zostawać tam tydzień i jechać gdzieś indziej. Wolę zostać w jednym miejscu dłużej, a praca online pozwala mi na dogłębne poznanie wybranych krajów.</p>
<h3><strong>J: Jakie kraje odwiedziłaś odkąd pracujesz zdalnie?</strong></h3>
<p>A: Większość czasu spędziłam w Tajlandii. Zwiedziłam całą północ kraju i trochę południa, chociaż nie tak jakbym chciała. Potem mieszkałam w Wietnamie. Przez 3 miesiące mieszkałam w Da Nang i zwiedziłam tamtą część kraju, tj. środkową część Wietnamu, Hoi An, Da Nang i okolice.</p>
<p>Później pojechałam do Kambodży. Byłam w Birmie, w Laosie. Jestem zakochana w Azji, więc starałam się zobaczyć jak najwięcej. Następnie przeniosłam się do Krakowa. Kraków zawsze mi się podobał. Mieszkałam tam 4 miesiące. Wyprowadziłam się stamtąd w listopadzie, kiedy powietrze zaczęło już być trochę męczące i zrobiło się zimno.</p>
<p>Później mieszkałam trochę w Niemczech, koło Dusseldorfu, a teraz jestem w Portugalii i mam nadzieję zostać tutaj na dłużej niż tylko kilka miesięcy. Planuję zwiedzić okoliczne kraje –&nbsp; Hiszpanię i Włochy. W końcu chciałabym pojechać z powrotem do Londynu i odwiedzić stare kąty.</p>
<h3><strong>J: Jak wygląda Twoje mobile biuro? Co masz ze sobą?</strong></h3>
<p>A: Mam laptop, bez którego nigdzie się nie ruszam i telefon. To są dwie podstawowe rzeczy. Dodatkowo mam specjalne lampy i mikrofon, w które ostatnio zainwestowałam, ponieważ chciałabym w moich lekcjach zacząć wykorzystywać <em>YouTube, </em>nagrywać przydatne filmy.</p>
<h3><strong>J: Czy trudno jest zacząć uczyć online?</strong></h3>
<p>A: To zależy. Pracę można zacząć na dwa sposoby. Można dostać pracę w agencji, tak jak ja zaczynałam. Jest to jednak dosyć trudne dla osób, które nie są native speakerami. Nie mając paszportu brytyjskiego ciężko dostać taką pracę, ale jest ona bardzo łatwa. Firmy same podsyłają uczniów. Nie trzeba się martwić o to, czy się dostanie klientów czy nie. Po prostu logujemy się na portalu, wybieramy godziny a firma podsyła nam klientów. Nie trzeba również wkładać czasu i energii w przygotowanie lekcji, ponieważ firma robi to za nas.</p>
<p>Natomiast jeżeli ktoś chce założyć własna firmę i stara się pozyskać własnych klientów, to nie jest to takie proste. Trzeba zacząć od strony internetowej i zdecydować co się będzie oferowało klientom, ponieważ dziś zwykłe nauczanie gramatyki i słownictwa nie wystarcza. Trzeba mieć pomysł na to co się będzie robić, czego i kogo będzie się uczyć. Trzeba mieć pomysł na siebie, na to jak będziemy się przedstawiać, na markę osobistą. Jest to coś, co trzeba wiedzieć i planować od początku.</p>
<h3><strong>J: Jak organizujesz sobie pracę? Jak wygląda Twój dzień?</strong></h3>
<p>A: Z moimi uczniami komunikuję się przez maila i Skypa. Raz w tygodniu, w środę rano układam grafik na kolejny tydzień, ponieważ mam klientów, którzy często zmieniają daty i godziny ze względu na pracę i obowiązki. Wszystko ląduje w moim kalendarzu. Staram się planować lekcje od 9:00-10:00 rano do 18:00-19:00, z przerwą w środku dnia. Niestety nie zawsze mi to wychodzi, ponieważ musze dostosowywać się do moich klientów. Czasami pracuję dłużej, czasami krócej, różnie to bywa.</p>
<p>Natomiast moją najważniejszą częścią dnia jest poranek. Staram się, aby ta rutyna codziennie wyglądała tak samo: żebym miała czas na to, żeby usiąść sobie rano z kawą, z książką, zobaczyć, jak będzie wyglądał mój dzień. Przeważnie zajmuje mi to do godziny czasu.</p>
<p>Wieczorem, po skończeniu wszystkich obowiązków mam czas na to, żeby porobić coś w Internecie. Prowadzę jeszcze bloga podróżniczego, zawsze jest to coś dodatkowego.</p>
<h3><strong>J: Trzy wskazówki dotyczące produktywności&#8230;</strong></h3>
<p>A: Po pierwsze, wieczór wcześniej zapisuję sobie wszystko na kartce. Przygotowuję całą listę spraw, które mam załatwić następnego dnia.</p>
<p>Druga rzecz to odpoczynek. Dla mnie są to weekendy, które zaczynają się w piątek po południu. Wtedy robię to, na co mam ochotę &#8211; idę do dobrej restauracji, na jogę, oglądam serial albo idę do kina. Dzięki temu w poniedziałek czuję się wypoczęta, mam siłę i energię do pracy przez kolejny tydzień. &nbsp;</p>
<p>Trzecią rzeczą jest spotykanie się z innymi ludźmi i słuchanie o tym co robią. To motywuje mnie do działania. Jeśli na przykład słyszę, że ktoś robi fajny kurs, jakąś fajną rzecz, ja też dostaję takiego kopa motywacyjnego i czuję, że znowu jestem produktywna.</p>
<h3><strong>J: Co najbardziej lubisz w swojej pracy? </strong></h3>
<p>A: Bardzo lubię zmieniać ludzi na lepsze poprzez moja pracę. Myślę, że lekcje angielskiego wiele innym dają. Często przychodzą do mnie osoby, które mają kłopot z przełamaniem bariery komunikacyjnej. Po paru miesiącach zaczynam widzieć, jak –&nbsp; dzięki moim lekcjom – zmieniają się, jak udaje im się pokonać nieśmiałość i porozmawiać z obcokrajowcem. Dla mnie jest to wielka satysfakcja.</p>
<p>Ostatnio odkryłam, że lubię uczyć osoby starsze. Mam paru uczniów po 50-tce. Patrzenie na to jak się zmieniają, fakt, że pomagam im otworzyć nowe możliwości w życiu, daje mi ogromną satysfakcję.</p>
<h3><strong>J: Czy czujesz się cyfrową nomadką?</strong></h3>
<p>A: I tak i nie. Czuje się troszeczkę nomadką, troszeczkę ekspatką. Powstało nowe wyrażenie, teraz jest się cyfrowym ekspatą. Trudno powiedzieć. Jeżeli chodzi o samo zjawisko, to jestem jego dużą fanką. Gdy pracowałam w korporacji w Londynie, zawsze uważałam, że część mojej pracy mogłabym wykonywać zdalnie. Wiem, że są ludzie, którzy lubią pracować w korporacjach, są ludzie, którzy lubią pracować z innymi przy biurku. Jest jednak wiele osób, które tego nie lubią i to ich zabija w środku, wyciąga z nich całą energię. Dlatego myślę, że cyfrowi nomadzi mają przyszłość. Myślę, że ten trend będzie się rozwijać i mam nadzieję, że coraz więcej osób będzie mogło pracować zdalnie.</p>
<p>Widzę też, że jestem zupełnie inną osobą pod względem tego jak traktuję pracę. Praca nie jest czymś, co muszę robić, bo inaczej świat się zawali i nie będę miała na chleb. Robię to, co lubię, co kocham i jest to dla mnie sposób na to, by żyć w taki sposób w jaki chcę.</p>
<p>Asię znajdziecie w Interncie na stronie <a href="https://okenglish.eu/" target="_blank" rel="noopener">OK English</a> oraz na grupie na Facebooku: <a href="https://www.facebook.com/groups/nauczycieleonline/" target="_blank" rel="noopener">Nauczyciele online</a>.</p>
<h2>Jesteś&nbsp;z nami? &nbsp;</h2>
<ol>
<li>Spotkajmy się w grupie&nbsp;<strong><a href="https://www.facebook.com/groups/cyfrowinomadzi/" target="_blank" rel="noopener">Cyfrowi Nomadzi&nbsp;</a></strong>na Facebooku!</li>
<li>Podłącz się do nas na&nbsp;<a href="https://www.facebook.com/cyfrowinomadzipl/" target="_blank" rel="noopener"><strong>Fanpage’u Cyfrowych Nomadów</strong>.</a></li>
<li><strong>Zapisz się poniżej do newslettera:</strong>&nbsp;narzędzia, wskazówki i zaproszenia na darmowe warsztaty online.</li>
<li><b>Niech fajne historie lecą w świat i inspirują ludzi, udostępnij! <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/13.0.1/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></b></li>
</ol>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/ultramobilnie-3/">Z laptopem zamiast dziennika. O pracy nauczyciela online</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.cyfrowinomadzi.pl/ultramobilnie-3/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Rodzinna firma w plecaku</title>
		<link>https://www.cyfrowinomadzi.pl/ultramobilnie-2/</link>
					<comments>https://www.cyfrowinomadzi.pl/ultramobilnie-2/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Yusti]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 18 Oct 2017 09:06:54 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>
		<category><![CDATA[brazylia]]></category>
		<category><![CDATA[firma zdalnie]]></category>
		<category><![CDATA[kurs online]]></category>
		<category><![CDATA[rodzina]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.cyfrowinomadzi.pl/?p=5636</guid>

					<description><![CDATA[<p>Karolina, Paulo i Lidka to mała, ale prężnie działająca polsko-brazylijska rodzinna firma. Ona jest Polką, on Brazylijczykiem, a Lidka ich półtoraroczną córką. On – edukator, ona – konsultantka, doradzająca właścicielom hosteli, a także autorka bloga Vamily. W takim składzie, razem [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/ultramobilnie-2/">Rodzinna firma w plecaku</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div id="fb-root"></div>
<h1>Karolina, Paulo i Lidka to mała, ale prężnie działająca polsko-brazylijska rodzinna firma. Ona jest Polką, on Brazylijczykiem, a Lidka ich półtoraroczną córką. On – edukator, ona – konsultantka, doradzająca właścicielom hosteli, a także autorka bloga Vamily. W takim składzie, razem z firmą w plecaku, podróżują między Polską a Brazylią i resztą świata.</h1>
<p style="text-align: right;">Partnerem artykułu jest <strong><a href="http://consumer.huawei.com/pl" target="_blank" rel="noopener"><img style="position: relative; top: 2px; padding-left: 3px;" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/huawei_logo_small.png" title="" alt="" /></a></strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Poznaj Karolinę, Paula i Lidkę:</strong></p>
<p><iframe title="Ultramobilnie: Karolia Valim. Brazylia-Polska." width="500" height="281" src="https://www.youtube.com/embed/M275xB8nU6U?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe></p>
<p><strong>Zobacz jak pracują:</strong></p>
<p><iframe title="Ultramobilnie: Karolina Valim. Rodzinna firma w plecaku" width="500" height="281" src="https://www.youtube.com/embed/W32j3wfRqns?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe></p>
<h2>Jesteś&nbsp;z nami? &nbsp;</h2>
<ol>
<li>Spotkajmy się w grupie&nbsp;<strong><a href="https://www.facebook.com/groups/cyfrowinomadzi/" target="_blank" rel="noopener">Cyfrowi Nomadzi&nbsp;</a></strong>na Facebooku!</li>
<li>Porozmawiaj z nami na&nbsp;<a href="https://www.facebook.com/groups/cyfrowinomadzi/permalink/2168564150037130/" target="_blank" rel="noopener"><strong>Fanpage’u Cyfrowych Nomadów</strong>.</a></li>
<li>Zobacz nagranie transmisji Live z Karoliną w grupie Cyfrowi Nomadzi:&nbsp;<strong><a href="https://www.facebook.com/events/152844668649747/?acontext=%7B%22ref%22%3A%224%22%2C%22feed_story_type%22%3A%22370%22%2C%22action_history%22%3A%22null%22%7D" target="_blank" rel="noopener">Od YouTube&#8217;a do milionowego biznesu</a>.&nbsp;&nbsp;</strong></li>
</ol>
<p><strong>Przeczytaj całość:</strong></p>
<h3><strong>J: Cześć, Karolina!&nbsp;</strong></h3>
<p>K: Cześć, hej!</p>
<h3><strong>J: Jesteś mamą półtorarocznej Lidki, żoną Paula i współwłaścielką 3 firm online&#8230;</strong></h3>
<p>K: Tak, Nazywam się Karolina Bugała-Valim. Jestem mamą półtorarocznej Lidki i żoną Paula. Mój mąż pochodzi z Brazylii, a ja z Polski. Razem tworzymy polsko-brazylijską rodzinę, która prowadzi dość nietypowy tryb życia. Prowadzimy firmy online, pracujemy online i staramy się w naszym życiu jak najwięcej podróżować.</p>
<h3><strong>J: Czym zajmują się Wasze firmy?</strong></h3>
<p>K: Mamy w tym momencie 3 firmy. Pierwsza to <em>Química em Ação</em>, w której mój mąż, Paulo, uczy przez Internet. Paulo jest chemikiem i ma platformę e-learningową. Nagrywa swoje lekcje i umieszcza je na <em>YouTube</em> oraz na własnej platformie, a potem sprzedaje swoją edukację online.</p>
<p>Ja z kolei pomagam hotelom oraz hostelom &#8211; również online &#8211; stanąć na nogi. Świadczę dla nich konsulting, pomagam w rozwiązaniu problemów, w szkoleniach dla pracowników, w ustawianiu platform sprzedażowych. Prowadzę także bloga Vamily, na którym w przyszłości zamierzam oferować produkty dotyczące podróży z dziećmi, takie jak książki czy inne produkty dla podróżujących rodziców.</p>
<p>Gdy ostatnio byliśmy w Brazylii, powołaliśmy do życia firmę, która ma za zadanie świadczyć usługi na rynku polskim i amerykańskim. Chcemy pomagać ludziom, którzy &#8211; tak jak my &#8211; chcą udostępniać swoją wiedzę i sprzedawać ją online. Pokażemy, jak należy się nagrać, w jaki sposób się zaprezentować, postawić platformę do sprzedaży swoich kursów. Chcemy w ten sposób szerzyć ideę tego co robimy.</p>
<p>https://www.instagram.com/p/BXOgBdSDTBz/?taken-by=plvalim</p>
<h3><strong>J: Działacie w branży edukacji online&#8230;</strong></h3>
<p>K: Tak, to branża, w której osiągamy największe sukcesy, która najprężniej się rozwija i w którą najbardziej wierzymy – bo bardzo mocno wierzymy w to, że nauka przez Internet to przyszłość i chcemy się w tym kierunku cały czas rozwijać.</p>
<h3><strong>J: Wykorzystujecie platformę <em>YouTube</em> do tego, by za jej pośrednictwem osoby, które oferują swoją wiedzę, mogły dotrzeć do swoich odbiorców?</strong></h3>
<p>K: Tak, zazwyczaj zaczyna się od darmowych pakietów i lekcji na<em> YouTube</em>, ale oferujemy też całoroczne kursy, bardziej kompleksowe np. dla uczniów, którzy chcą zdać na medycynę. Są to kursy, które można kupić przez naszą platformę sprzedażową.</p>
<h3><strong>J: Czyli jednocześnie posiadacie firmę, która oferuje edukację z dziedziny chemii i drugą, która uczy, jak sprzedawać produkty edukacyjne online?</strong></h3>
<p>K: Tak. W pewnym momencie zaczęli się do nas zgłaszać ludzie, którzy też chcieli to robić. Początkowo byli to nauczyciele z Brazylii. Stworzyliśmy więc dla nich kanał, który uczy matematyki, portugalskiego, fizyki… Ostatni kanał, jaki budowaliśmy, to kanał humorystyczny, niezwiązany z edukacją. W Polsce również są ludzie, którzy mają ciekawe rzeczy do pokazania, ale nie wiedzą, jak je zaprezentować, np. osoby, które zajmują się pielęgnacją skóry albo dietetyką. Nas interesuje, aby wyjść poza formalną edukację i skupić się na lifestyle’u, czyli na osobach, które robią rzeczy z bardzo różnych dziedzin.</p>
<h3><strong>J: Stworzyliście największy kanał nauczający chemii poprzez&nbsp;<em>YouTube</em> w Brazylii&#8230;</strong></h3>
<p>K: Jest on nie tylko największy, ale również najbardziej rozpoznawalny. Ostatnio Paulo był na konferencji w Rio, gdzie uczył innych nauczycieli w jaki sposób oferować edukację online, aby ludzie chcieli z tego korzystać.</p>
<p>Inne nasze kanały również bardzo dobrze sobie radzą. Mamy m.in. duży, bardzo popularny kanał matematyczny, czy inny, który uczy fizyki. Prowadzą je ludzie, którzy z nami współpracują, a naszą rolą jest dbanie o ich interesy. Widzimy w tym wielki potencjał, dlatego próbujemy wprowadzić takie rozwiązania również w Polsce i w USA.</p>
<p>W Brazylii twórcy mają łatwiej, ponieważ istnieje <em>YouTube EDU</em>, skupiający się na edukacji formalnej, który pomaga ludziom docierać do uczniów czy studentów. W Polce jeszcze to nie funkcjonuje. Dobrze jednak propagować takie możliwości, bo nie jest to przepis na sukces w stylu „pracuj przez Internet i zarób 20 tys. w jeden dzień”. Jest to konkretna wiedza jak coś zrobić, sprzedać i móc na tym zarobić.</p>
<div><a href="http://consumer.huawei.com/pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><img src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/huawei_banner_719x288.jpg" title="" alt="" /></a></div>
<h3><strong>J: Czy uważasz, że istnieje metoda, którą można powielić, by odnieść podobny sukces?</strong></h3>
<p>K: Uważam, że tak. Sami szkolimy się u najlepszych twórców na świecie pod kątem formuły sprzedażowej, czyli tego jakie kroki należy podjąć, aby uzyskać najlepszy efekt, w jaki sposób zgromadzić ludzi, którzy są zainteresowani oferowanym produktem, czy jak sprawić, żeby osoby korzystające z darmowych produktów zdecydowały się na zakup płatnego kursu. To kompleksowa ścieżka, składająca się z wielu etapów, przez które trzeba przejść, aby wypromować i sprzedać produkt.</p>
<h3><strong>J: Z jakimi trudnościami wiąże się prowadzenie firmy z własnego domu i z podróży oraz jednoczesne wychowywanie dziecka?</strong></h3>
<p>K: Prowadąc nasze firmy zdajemy sobie sprawę z tego, że musimy być cały czas online. Ciągle ktoś pisze, zawsze coś się dzieje &#8211; nawet w nocy, bo gdy wydarzenie ma miejsce w Brazylii, w Polsce jest już 5 godzin później.</p>
<p>Bardzo pomaga nam planowanie. Używamy zsynchronizowanych kalendarzy i staramy się trzymać przyjętego planu. Poranki na przykład spędzamy z dzieckiem, potem mamy określone godziny pracy. Jeśli jesteśmy w drodze, również trzymamy się wcześniejszych ustaleń. Wiemy, kiedy musimy zrobić przerwę w podróżowaniu i zająć się pilnymi sprawami, a kiedy możemy udać się w dalszą podróż itd.</p>
<p>Ponadto korzystamy z pomocy. Gdy urodziłam dziecko okazało się, że to, co myślałam, że będzie wykonalne, tak naprawdę jest niewykonalne. Dlatego korzystamy z pomocy niani czy dziadków i pomimo, że oboje pracujemy w domu, często jest z nami ktoś, kto pomaga nam w opiece.</p>
<p>Zawsze gdy gdzieś się wybieramy, staramy się zorientować czy możemy tam liczyć na jakąś pomoc, czy uda nam się zorganizować czas naszej córce tak, żebyśmy my mogli popracować. To takie wyzwanie podróżującej rodziny. Gdyby był taki serwis z nianiami na całym świecie, gdzie można by było wyszukać osobę, którą można by było zatrudnić na jakiś czas… bardzo by nam się to przydało.</p>
<p>https://www.instagram.com/p/BYr_Ar7BW6o/?taken-by=vamily_blog</p>
<h3><strong>J: Jakie narzędzia najbardziej ułatwiają Wam pracę?</strong></h3>
<p>K: Mamy zgrany kalendarz <em>Google</em>, gdzie wszystko wpisujemy, żeby niczego nie przegapić. Korzystamy z <em>Asany</em>. Ja korzystam z <em>Trelo</em>, ze <em>Skype</em>, z <em>Evernote</em> &#8211; to moje głównie narzędzia do planowania.</p>
<h3><strong>J: Jakich programów używacie do bieżącej komunikacji?</strong></h3>
<p>K: Głównie&nbsp;<em>Asany</em>, ale też <em>Whatsappa</em>. Nagrywamy dużo wiadomości, co zajmuje zdecydowanie mniej czasu niż pisanie i jest najbardziej efektywną formą codziennej komunikacji.</p>
<h3><strong>J: Zatrudniacie zdalny zespół&#8230; kto w nim pracuje?</strong></h3>
<p>K: Wszystko zaczęło działać o wiele lepiej, gdy udało nam się zbudować team zaangażowany w pracę. Jest kilka osób, pracujących z nami lub dla nas, o które bardzo dbamy. Paulo zaszczepił w nich idee, w które sami wierzymy. Łącznie jest nas około 12 osób, pracujących dla <em>Química </em>i dla agencji. Stworzenie grupy osób, które pracują efektywnie i są zawsze wtedy, kiedy ich potrzebujemy, naprawdę dużo nam dało i bardzo pomogło.</p>
<p>Jedna dziewczyna była w Brazylii, ale dzięki temu, że zaczęła pracować dla <em>Química</em>, udało jej się dostać na wymarzone studia do Wielkiej Brytanii. Jest Rodrigo, który zajmuje się całym marketingiem i jest najbardziej pomocną osobą na świecie. Rodrigo obecnie mieszka w Paryżu, więc wszystkie spotkania odbywają się przez <em>Skype’a</em>. W zespole mamy Rodrigo we Francji, kilka osób w Brazylii i kilka w USA.</p>
<h3><strong>J: A jak właściwie zaczęła się Twoja przygoda z biznesem online?</strong></h3>
<p>K: Ideą prowadzenia biznesu online zaraził mnie Paulo. Gdy go spotkałam, właściwie nie wiedziałam co do mnie mówi i czego ode mnie chce. Nie rozumiałam,&nbsp;jak miałabym pracować zdalnie. Mniej więcej dwa lata zajęło mi zrozumienie jego sposobu myślenia, trochę czasu musiało upłynąć.</p>
<p>Paulo spędził wiele lat w szkole, ponieważ został nauczycielem już w wieku 19 lat. Wynika to z faktu, że w Brazylii brakuje nauczycieli i polecono mu zacząć uczyć gdy tylko zaczął studia. Po 6 latach nauczania wiedział, że nie jest w stanie już dłużej wykonywać tego zawodu. Tak się akurat złożyło, że edukacja online zaczęła wtedy wypływać i stworzył <em>Química</em>.</p>
<p>Podejrzał twórców i innych nauczycieli, którzy już odnieśli sukces. Zapytał czy może się od nich uczyć, zaczął chodzić na spotkania, konferencje <em>YouTubowe</em> i tym sposobem, pracując po 15 godzin dziennie, zbudował to wszystko. Wtedy pracował jeszcze sam. A gdy <em>Química </em>zaczęła odnosić sukcesy, kiedy zrobiło się trochę lżej, jak wszystko było nagrane i przygotowane, to przeprowadził się do Polski, gdzie mieszkali jego rodzice i brat.</p>
<p>Poznałam go na tym etapie, po przeprowadzce do Polski. Otwierałam wtedy hostel, który prowadziłam przez dwa następne lata. Nie przeczę, że da się prowadzić hostel podróżując po świecie, bo mając dobre osoby zarządzające jest to możliwe, jednak nam się nie udało. Potem urodziła się Lidka. Usiedliśmy, przemyśleliśmy, która firma ma większy potencjał, która ma większe przychody, co powinniśmy zrobić, żeby móc prowadzić nasz wymarzony styl życia i zdecydowaliśmy się sprzedać hostel. Wtedy też przypadkiem dowiedziałam się, że to, na czym się znam, również nadaje się do tego, by oferować to online. Po tym jak sprzedałam hostel, ludzie sami przyszli do mnie po taki „konsulting hostelowy” pytając, jak zrobić różne rzeczy: ustawić hostel na <em>bookingu</em> (<em>Booking.com</em> – przyp. aut.), czy promować go tanim kosztem. Tym sposobem przekonałam się, że mogę oferować swoją wiedzę z zakresu zarządzania turystyką czy zarządzania hostelem.</p>
<h3><strong>J: Pracujesz nad własną książką&#8230;</strong></h3>
<p>K: Tak. Jest to książka na temat podróżowania z dziećmi. Mam też kilka gotowych e-booków. 5 jest już napisanych i dotychczas były do ściągnięcia za darmo. Myślimy o tym, żeby umieścić je na jakiejś platformie i spróbować sprzedawać. Są to e-booki dotyczące konkretnych miast, np. co zwiedzić z dzieckiem w Lizbonie czy w Amsterdamie, czyli w miejscach, które odwiedzamy na bieżąco.</p>
<h3><strong>J: Jak często i dokąd podróżujecie?&nbsp;</strong></h3>
<p>K: Ostatnie 12 miesięcy spędziliśmy głównie na podróżach samochodem. W tym roku chcieliśmy zwiedzić Europę, więc wyjeżdżaliśmy 4 razy w taką podróż objazdową. Nasze podróże trwają na przykład miesiąc albo dwa-trzy tygodnie, po czym wracamy do Polski.</p>
<p>W tym roku było bardzo dużo jazdy samochodem, co musieliśmy odrobinę usprawnić, bo jadąc w grudniu zeszłego roku byliśmy źle przygotowani organizacyjnie. Z czasem zaczęło nam to wychodzić coraz lepiej i teraz wyjeżdżamy z większą przyjemnością. Paulo uwielbia Bałkany, zjechaliśmy Chorwację, planujemy jeszcze Grecję. Byliśmy na Zachodzie, odwiedziliśmy Paryż, Toskanię. Staramy się robić takie trasy, żeby zobaczyć jak najwięcej ciekawych miast po drodze. Zazwyczaj to są kółka po Europie. Potem dwa miesiące byliśmy w Brazylii, co zbiegło się z konferencją w Rio. W związku z tym, że mieszkamy daleko i Lidka wciąż nie poznała swoich pradziadków, połączyliśmy wyjazd prywatny ze sprawami zawodowymi. Udało nam się trochę pozwiedzać, zobaczyć Rio i pożyć zwyczajnym brazylijskim życiem w małym miasteczku z całą rodziną, która co chwila przychodzi z wizytą.</p>
<p>Bardzo lubimy USA. Mamy takie marzenie, że może kiedyś uda nam się tam zamieszkać. Właściwie od 3 lat co roku tam jesteśmy. Pierwszy raz była to taka dość długa objazdówka. Wtedy byliśmy jeszcze bez Lidki i jechaliśmy praktycznie przez całe Stany. Następnym razem byliśmy z Lidką, więc była to trochę krótsza objazdówka. Może uda się nam tam zamieszkać, może nie, czas pokaże.</p>
<p>Dalsze podróże, w które chcemy pojechać to Islandia pod koniec roku. Myślimy nad przeprowadzką do Azji, może na początku przyszłego roku. Wszystko zależy od tego czy uda nam się do końca tego roku nagrać i przygotować całość tutaj w studiu. Jeśli damy radę, to może spróbujemy przez miesiąc-dwa pomieszkać w Tajlandii. Staramy się wybierać miejsca, w których nas jeszcze nie było. Brazylia Brazylią, fajnie tam być, ale mam nadzieję, że uda nam się w nadchodzących latach zobaczyć kierunki azjatyckie, Australię, może Afrykę.</p>
<h3><strong>J: Gdzie właściwe mieści się Wasze biuro?</strong></h3>
<p>K: Kiedy jesteśmy w Brazylii, mieszkamy w małej miejscowości Inhumas, w samym sercu Brazylii, w starym domu, w którym mieszka dziadek Paula. Stamtąd organizujemy sobie całą pracę. Z tego domku, z tego małego miejsca prowadzimy całą <em>Química</em>.</p>
<p>W Polsce też z małego miejsca, bo z Krzeszowic pod Krakowem. Tam mamy wszystko zorganizowane: zarówno biura w domu, jak i studio nagraniowe. To studio nas uwiązuje, bo jest to jednak taka rzecz, której nie spakujemy do walizki. Poza studiem, jeżeli wszystko mamy nagrane, to całą resztę naszych sprzętów pakujemy do plecaka: laptopy, mikrofony, kamerkę, telefony, słuchawki i wszystko da się zorganizować w dowolnym miejscu.</p>
<h3><strong>J: Pracujecie w podróży&#8230; jak to wygląda w praktyce?</strong></h3>
<p>K: Staramy się podłączyć do Internetu, cały czas robimy research, tym bardziej, że niedawno znieśli roaming, więc zawsze mamy wszystkie karty, wszystkie sieci, sprawdzamy co najlepiej działa i staramy się być cały czas online przy użyciu telefonu.</p>
<p>Wszystko tak sobie organizujemy, że sprawdzamy co musimy zrobić zanim znowu pojedziemy w drogę, co nie cierpi zwłoki i mniej więcej co trzy dni się przemieszczamy.</p>
<h3><strong>J: I z jakich miejsc pracujecie?</strong></h3>
<p>K: Z hoteli, z mieszkań, z kawiarni. Głównie z miejsc, w których jesteśmy zakwaterowani oraz z miejsc publicznych.</p>
<h3><strong>J: Podróże z dzieckiem to radość czy wyzwanie?</strong></h3>
<p>K: To ogromna radość, ale też spore wzywanie. Nigdy nie powiedziałabym nikomu, że jest to takie cudowne przeżycie, że zawsze jest pięknie i różowo. Często jest tak, że jesteśmy zmęczeni, że trzeba zająć się dzieckiem, które nie chce spać. Jednak nasz sposób życia nam to rekompensuje i widzimy, że możemy Lidkę zabrać ze sobą, pokazać jej morze czy góry, że możemy poznawać ją z rodziną, pokazywać jej różne miejsca.</p>
<p>Teraz poróżujemy dla siebie, bo to kochamy. Chcemy to robić i będziemy podróżować. Ciężko mówić, że podróżujemy, by pokazywać dziecku świat, bo dziecko tak naprawdę jeszcze niewiele rozumie. Podróżujemy więc dla siebie i zabieramy naszą córkę ze sobą, co czasami nie jest łatwe. Jednak w ostatecznym rozrachunku uważamy, że warto. Niedługo Lidka zacznie więcej rozumieć, więcej zapamiętywać i myślę, że wtedy będzie jeszcze większa radość z tego co robimy, bo będziemy wiedzieli, że na naszych oczach poznaje świat.</p>
<p>https://www.instagram.com/p/BW2n4AYBJ8P/?taken-by=vamily_blog</p>
<h3><strong>J: Co dla Was w pracy zdalnej jest najfajniejsze? Jakie jej aspekty?</strong></h3>
<p>K: Kiedyś w ogóle nie wyobrażałam sobie, że mogłabym pracować zdalnie. Całe życie pracowałam gdzieś, u kogoś, potem miałam firmę stacjonarną. Cieszę, się, że odnalazłam możliwość pracy zdalnej, bo pozwala nam to sprzedawać nasze usługi wszędzie, gdzie ludzie mówią w danym języku. Możemy do tych ludzi docierać, możemy zarabiać więcej, ponieważ sprzedajemy więcej, docieramy do większej liczby osób.</p>
<p>Najważniejsze jest jednak to, że możemy stale podróżować, że zarabiamy, jednocześnie przemieszczając się. Jest to dla mnie bardzo ważne, że jesteśmy z dzieckiem, że spędzamy czas razem, że mamy swoje wspólne poranki, jesteśmy razem w domu. Nie jest tak, że Młoda widzi nas tylko pod wieczór, kiedy wrócimy z pracy. Jest to dla mnie bardzo cenne. Nigdy sobie nie wyobrażałam, że tak będzie wyglądało nasze życie, że tak się to wszystko ułoży. Jednak w tym momencie wiem, że za nic nie zamieniłabym tego na normalny tryb pracy.</p>
<p>Mimo, że czasami mamy siebie dość, kłócimy się i ciężko nam rozgraniczyć życie zawodowe i rodzinne, to koniec końców bardzo sobie cenię, że możemy być cały czas razem, wspólnie wychować dziecko. Cieszę się, że nie jest tak, że my pracujemy, a ona zostaje, albo tak, że Paulo wychodzi do pracy, a ja jestem z dzieckiem i widzimy się tylko po południu.</p>
<p>Kocham pracować, więc połączenie faktu, że mogę się rozwijać, tworzyć projekty, sprzedawać produkty online i próbować nowości z tym, że mogę stale być z moją córką jest dla mnie chyba najcenniejsze.</p>
<h3><strong>J: Co jest najważniejsze, by zacząć w edukacji online i stworzyć kanał na <em>YouTube</em>?</strong></h3>
<p>K: Odwaga, żeby usiąść i się nagrać, nauczyć się mówić do kamery, do mikrofonu, nauczyć się mówić wyraźnie i w taki sposób, aby inni chcieli nas słuchać. Jest to spora praca, mało kto od początku potrafi usiąść i nagrać, przez co ludzie się zniechęcają, twierdząc, że się do tego nie nadają.</p>
<p>Ale jeżeli masz w sobie dużo samozaparcia i pokonasz te swoje bariery… Ja nawet próbując nagrywać vloga, którego nie chcę nikomu sprzedać, bardzo się stresowałam, bałam się kamery. Ale mówiłam. Chodziłam na spacery i mówiłam do siebie. Mówiłam do oporu, tak długo, aż w końcu poczułam się pewniej. Tutaj potrzeba dużo samozaparcia, dużo siły, żeby nie poddać się, tylko po prostu przełamać.</p>
<p>Trzeba też zdawać sobie sprawę z tego, że albo dasz z siebie wszystko i będziesz to robić do oporu aż zrobisz to dobrze, albo nie ma sensu zaczynać. Jeśli chcesz to zrobić, to siadasz i uczysz się nagrywać i to jest większa część sukcesu. Najważniejsze to się odważyć, stworzyć coś swojego i wyjść z tym do ludzi.</p>
<h2>Jesteś&nbsp;z nami? &nbsp;</h2>
<ol>
<li>Spotkajmy się w grupie&nbsp;<strong><a href="https://www.facebook.com/groups/cyfrowinomadzi/" target="_blank" rel="noopener">Cyfrowi Nomadzi&nbsp;</a></strong>na Facebooku!</li>
<li>Podłącz się do nas na&nbsp;<a href="https://www.facebook.com/cyfrowinomadzipl/" target="_blank" rel="noopener"><strong>Fanpage’u Cyfrowych Nomadów</strong>.</a></li>
<li><strong>Zapisz się poniżej do newslettera:</strong>&nbsp;narzędzia, wskazówki i zaproszenia na darmowe warsztaty online.</li>
<li><b>Ty głosujesz na najlepsze treści w blogosferze. &nbsp;Udostępnij,&nbsp;</b>jeśli chcesz wspierać rozwój &nbsp;bloga Cyfrowi Nomadzi.</li>
</ol>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/ultramobilnie-2/">Rodzinna firma w plecaku</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.cyfrowinomadzi.pl/ultramobilnie-2/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>12</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Zaczynali od YouTube&#8217;a, dziś są milionerami</title>
		<link>https://www.cyfrowinomadzi.pl/jak-zbudowac-biznes-edukacyjny-na-youtube/</link>
					<comments>https://www.cyfrowinomadzi.pl/jak-zbudowac-biznes-edukacyjny-na-youtube/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Yusti]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 13 Oct 2017 10:09:30 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Praca i firma zdalna]]></category>
		<category><![CDATA[Praca zdalna]]></category>
		<category><![CDATA[Wywiady]]></category>
		<category><![CDATA[e-biznes]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.cyfrowinomadzi.pl/?p=5816</guid>

					<description><![CDATA[<p>Chciałabym dziś przedstawić pewien model biznesowy, który w Polsce jest praktycznie nieznany. W skrócie sprowadza się on do dwóch kroków. Pierwszy to oferowanie bezpłatnej wiedzy w postaci filmów na YouTube (przyciągniecie klientów). Drugi to przekierowanie ich na platformę sprzedażową, na [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/jak-zbudowac-biznes-edukacyjny-na-youtube/">Zaczynali od YouTube&#8217;a, dziś są milionerami</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div id="fb-root"></div>
<h1><strong>Chciałabym dziś przedstawić pewien model biznesowy, który w Polsce jest praktycznie nieznany. W skrócie sprowadza się on do dwóch kroków. Pierwszy to oferowanie bezpłatnej wiedzy w postaci filmów na <em>YouTube</em> (przyciągniecie klientów). Drugi to przekierowanie ich na platformę sprzedażową, na której oferujemy kompleksowe kursy z danej dziedziny.</strong></h1>
<p><em>YouTube</em> jest tutaj traktowany jako miejsce, w którym udostępniamy bezpłatny kontent o charakterze edukacyjnym. Kontent ten ma za zadanie przyciągnąć użytkowników, czyli potencjalnych klientów na nasz kanał, a na następnie na platformę sprzedażową, na której oferujemy rozbudowane kursy w danej dziedzinie lub abonament na dostęp do pełnej zawartości kanału.</p>
<p>Przykładami kanałów, które działają w ten sposób są: <em>HD Piano, Go Natural English</em> oraz działalność <em>Vamily</em>.</p>
<h3>Case study:&nbsp;<a href="https://www.youtube.com/user/HDPiano" target="_blank" rel="noopener"><strong><em>HD Piano </em></strong></a></h3>
<p>Na swoim kanale <em>YouTube, HD Piano</em> umieszcza darmowe lekcje gry na pianinie. Osoby, które chcą uzyskać dostęp do pełnej gamy lekcji, mogą wykupić subskrypcję poprzez stronę. Dziś kanał ma prawie 800&nbsp;000 subskrybentów. W poniższym wideo, właściciel <em>HD Piano</em> opowiada o tym, jak zarabia 25&nbsp;000 dolarów miesięcznie, szczegółowo wyjaśniając jakich narzędzi używa i w jaki sposób pracuje.</p>
<p><iframe title="Sean Lee: How to Make $1K/Day Selling Videos Online - Nomad Summit Chiang Mai 2015" width="500" height="281" src="https://www.youtube.com/embed/TEhr4euCkm4?start=5&#038;feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share" allowfullscreen></iframe></p>
<h3>Case study:&nbsp;<a href="https://www.youtube.com/user/GoNaturalEnglish" target="_blank" rel="noopener"><strong><em>Go Natural English</em></strong></a></h3>
<p>Gabby Wallace jest nauczycielką języka angielskiego, która przypadkiem odkryła potencjał <em>YouTube</em>. Zaczęło się od tego, że zaczęła umieszczać dodatkowe, bezpłatne lekcje na platformie. W rezultacie zaczęło zgłaszać się do niej coraz więcej studentów zainteresowanych nauką angielskiego poprzez <em>Skype</em>. Gabby po pewnym czasie doszła do wniosku, że lepsze rezultaty finansowe osiągnie, jeśli &#8211; zamiast uczyć poszczególnych studentów &#8211; przygotuje pełen kurs. W ten sposób zaczęła sprzedawać kursy online. Dziś jej kanał ma ponad 400&nbsp;000 subskrybentów.</p>
<h3><strong><em>Case study: Vamily &amp;&nbsp;</em></strong><a href="https://www.youtube.com/user/plvalim" target="_blank" rel="noopener"><strong><span id="channel-title" class="style-scope ytd-c4-tabbed-header-renderer">Química Em Ação</span></strong></a></h3>
<p>Karolina i Paulo prowadzą największy w Brazylii <a href="https://www.youtube.com/user/plvalim" target="_blank" rel="noopener">kanał <em>YouTube</em> poświęcony chemii,&nbsp;</a>a także inne duże kanały (m.in. matematyczny i fizyczny). Paulo jest nauczycielem chemii, który zrezygnował z uczenia w szkole i zagłębił się w edukację online. Na <em>YouTube</em> można znaleźć bezpłatne lekcje Paulo, dedykowane m.in. studentom przygotowującym się do egzaminów na studia medyczne, a na ich platformie można zakupić pełen roczny kurs, kompleksowo przygotowujący do egzaminów.</p>
<p><iframe title="Extensivo 2023 | Ciência em Ação | Prof. Paulo Valim" width="500" height="281" src="https://www.youtube.com/embed/Rrs5FShK48k?start=7&#038;feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture; web-share" allowfullscreen></iframe></p>
<p>&nbsp;</p>
<h2><strong>Czego możesz uczyć poprzez <em>YouTube</em>?</strong></h2>
<p><em>YouTube</em> jest dziś miejscem, w którym wszyscy szukamy nie tylko rozrywki, ale też wiedzy i sposobów na rozwiązanie różnych problemów – od tego, jak perfekcyjnie ugotować ryż, poprzez naukę języków, do wiedzy jak korzystać z różnych programów.</p>
<p>Ten model sprawdzi się w przypadku każdej wiedzy, na którą istnieje zapotrzebowanie.</p>
<p>Nie tylko mówimy tutaj o lekcjach dla uczniów czy studentów, uzupełniających oficjalną edukację. Spektrum możliwości tematycznych jest praktycznie nieograniczone, poniżej kilka przykładowych:</p>
<ul>
<li>WordPress,</li>
<li>Fotografia cyfrowa,</li>
<li>Programowanie,</li>
<li>Grafika,</li>
<li>Uroda,</li>
<li>Media społecznościowe,</li>
<li>Dietetyka,</li>
<li>Treningi,</li>
<li>Kulinaria,</li>
<li>Erotyka,</li>
<li>Kariera,</li>
<li>Kanały dla ekspatów.</li>
</ul>
<p>Fot. Karolina Valim.</p>
<p><strong>Poznaj te i inne najlepsze modele biznesowe cyfrowych nomadów w e-booku:</strong></p>
<blockquote class="wp-embedded-content" data-secret="I5kE2ZvOsV"><p><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/produkt/zdalnybiznes/">Kursoksiążka „Zdalny biznes. Zostań własnym szefem&#8221;</a></p></blockquote>
<p><iframe class="wp-embedded-content" sandbox="allow-scripts" security="restricted" title="&#8222;Kursoksiążka „Zdalny biznes. Zostań własnym szefem&#8221;&#8221; &#8212; Cyfrowi Nomadzi" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/produkt/zdalnybiznes/embed/#?secret=I5kE2ZvOsV" data-secret="I5kE2ZvOsV" width="500" height="282" frameborder="0" marginwidth="0" marginheight="0" scrolling="no"></iframe></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/jak-zbudowac-biznes-edukacyjny-na-youtube/">Zaczynali od YouTube&#8217;a, dziś są milionerami</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.cyfrowinomadzi.pl/jak-zbudowac-biznes-edukacyjny-na-youtube/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>7</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Książki pisane w podróży – wywiad z Edytą Niewińską</title>
		<link>https://www.cyfrowinomadzi.pl/ultramobilnie-1/</link>
					<comments>https://www.cyfrowinomadzi.pl/ultramobilnie-1/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Yusti]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 10 Oct 2017 19:06:54 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>
		<category><![CDATA[andaluzja]]></category>
		<category><![CDATA[pisarka]]></category>
		<category><![CDATA[praca zdalna]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.cyfrowinomadzi.pl/?p=5636</guid>

					<description><![CDATA[<p>Edyta Niewińska na co dzień pisze swoje książki w Andaluzji, stała się ona jej nowym domem. Jednak, jak sama mówi, to podróże pozwajają jej karmić artystę w sobie. Inspiracja to jednak nie wszystko. Zapytałam Edytę jak pracuje nad swoimi książkami, [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/ultramobilnie-1/">Książki pisane w podróży – wywiad z Edytą Niewińską</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div id="fb-root"></div>
<h1>Edyta Niewińska na co dzień pisze swoje książki w Andaluzji, stała się ona jej nowym domem. Jednak, jak sama mówi, to podróże pozwajają jej karmić artystę w sobie. Inspiracja to jednak nie wszystko. Zapytałam Edytę jak pracuje nad swoimi książkami, co jest najważniejszego w organizacji twórczej pracy i jak wygląda warsztat pisarza w czasach, w których wszyscy oglądają seriale na Netflixie.</h1>
<p style="text-align: right;">Partnerem artykułu jest <strong><a href="http://consumer.huawei.com/pl" target="_blank" rel="noopener"><img style="position: relative; top: 2px; padding-left: 3px;" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/huawei_logo_small.png" title="" alt="" /></a></strong></p>
<p><strong>Poznaj Edytę:</strong></p>
<p><iframe title="Ultramobilnie: Edyta Niewińska. Pisarka. Andaluzja." width="500" height="281" src="https://www.youtube.com/embed/fufz6-h9Rqs?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe></p>
<p><strong>Zobacz jak pracuje:</strong></p>
<p><iframe title="Ultramobilnie: Edyta Niewińska. Książki pisane w podróży" width="500" height="281" src="https://www.youtube.com/embed/NgUlBMbkGm0?feature=oembed" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen></iframe></p>
<h2>Jesteś&nbsp;z nami? &nbsp;</h2>
<ol>
<li>Spotkajmy się w grupie&nbsp;<strong><a href="https://www.facebook.com/groups/cyfrowinomadzi/" target="_blank" rel="noopener">Cyfrowi Nomadzi&nbsp;</a></strong>na Facebooku!</li>
<li>Podłącz się do nas na&nbsp;<a href="https://www.facebook.com/cyfrowinomadzipl/" target="_blank" rel="noopener"><strong>Fanpage’u Cyfrowych Nomadów</strong>.</a></li>
<li>Obejrzyj nagranie transmisji LIVE z Edytą: <strong><a href="https://www.facebook.com/groups/cyfrowinomadzi/permalink/2165183797041832/" target="_blank" rel="noopener">Jak napisać własną książkę lub e-booka.</a></strong>&nbsp;</li>
</ol>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Przeczytaj cały wywiad:</strong></p>
<h3>J: Cześć, Edyta! Ja jestem dzisiaj w Las Palmas de Gran Canaria. Jestem na Wyspach Kanaryjskich, a Ty gdzie dzisiaj jesteś?</h3>
<p>E: Ja jestem w Andaluzji, wróciłam niedawno z Francji. Dzisiaj wybrałam się z małą wycieczką do XVIII-wiecznego gołębnika.</p>
<h3>J: Chciałam Cię zapytać jak to się stało, że trafiłaś do Andaluzji? Czym Andaluzja Cię przyciągnęła? Piszesz książki, prawda? Jak to się stało, że zostałaś polską pisarką mieszkającą w Andaluzji?</h3>
<p>E: Pisarką na szczęście zostałam w wieku 14 lat, więc jak przyjechałam tutaj miałam 34 lata, czyli 20 lat doświadczenia za sobą i debiut już na koncie. Natomiast przyjechałam do Andaluzji na krótki urlop i tak mi się spodobało, że postanowiłam tu zostać i właśnie mija 5 lat odkąd tu jestem.</p>
<h3>J: Przeprowadziłaś się z Polski do Andaluzji?</h3>
<p>E: Tak. Moja przeprowadzka polegała na tym, że mój przyjaciel, który miał zapasowe klucze do mojego mieszkania, według listy spakował moją walizkę i wysłał ją do Hiszpanii – więc tak wyglądała cała przeprowadzka.</p>
<h3>J: To masz bardzo dobrych przyjaciół w takim razie, skoro robią takie miłe rzeczy dla Ciebie.</h3>
<p>E: Bez wątpienia.</p>
<h3>J: Napisałaś w swoim życiu dwie książki. Jesteś przedstawicielką wolnego zawodu. Możesz powiedzieć jak wygląda praca pisarza w XXI wieku? I czym się różni od takiej, jaką znamy z lekcji polskiego na przykład?</h3>
<p>E: Główną różnicą będzie to, że mamy duży dostęp do researchu, że jest nam łatwiej zdobyć materiały. Do tego służy Internet, kontakt z ludźmi z całego świata. Natomiast myślę, że cały proces tworzenia i pisania niewiele się różni, oprócz tego, że piszemy na innej maszynie. Tworzymy i tak zawsze w głowie a dopiero później pojawia się etap – miesiące, bądź lata, zależy kto ile pracuje –samego pisania. W XXI wieku ułatwieniem jest to, że jest nam prościej podróżować. Możemy się przemieszczać niskokosztowo i oczywiście, nie musimy targać ze sobą wielkiej maszyny do pisania. Komputer jest łatwy i lekki do wzięcia pod pachę.</p>
<h3>J: Jak wygląda Twój dzień?&nbsp;Masz ustalone godziny pracy?</h3>
<p>E: Bardzo bym chciała mieć ustalone godziny pracy i staram się. Są takie dni, czasami nawet mogą to być 2-3 tygodnie, że mi się udaje. Wtedy mój dzień wygląda tak, że zaczynam od zielonej herbaty, zajrzenia do materiałów z poprzedniego dnia. Później sobie robię jogę, coś do jedzenia. Siadam i piszę. Piszę, aż poczuję głód. Potem robię sobie przerwę – sjestę, w zależności od tego jaka jest pora roku – spacer, albo idę na plażę. Wieczorem znowu siadam do pracy. &nbsp;Oczywiście, w trybie życia podróżnika to nie jest łatwe. Bo ja osiadam na parę miesięcy, parę tygodni, jeśli mi się uda, wtedy kiedy planuję pisać książkę. Natomiast większość czasu i tak podróżuję. Ostatnio redagowałam książkę na lotnisku w Sewilli.</p>
<h3>J: Czy cały czas udaje Ci się utrzymać tą twórczą dyscyplinę? Czy to jest coś, co starasz się wydobyć podczas pisania książki i organizujesz sobie tylko okres jakiejś intensywnej pracy, a po takim intensywnym okresie pracy przychodzi jakiś okres odpoczynku? Jak to wygląda? Czy może cały czas pracujesz na wysokich obrotach?</h3>
<p>E: To wygląda tak, że ja cały czas pracuję na wysokich obrotach, bez względu na to co robię. A ponieważ nie tylko piszę książki, ale też uczę pisania książek, więc mam pewną różnorodność. Mój cały świat i moja cała głowa nie są tylko i wyłącznie w książkach – moich książkach.</p>
<p>Natomiast jeśli chodzi o dyscyplinę pracy, to powiem Ci w skrócie: proces tworzenia to są dwa etapy. Pierwszy etap jest zupełnie kreatywny, wszystko się tworzy i wszystko się dzieje w głowie. Dopiero drugi etap jest tym etapem, gdzie się siada i pisze. W tym pierwszym etapie uwielbiam podróżować, mijać miejsca, bo to mnie zasila, to mnie inspiruje. Ja często czerpię z opisów miejsc, w których byłam. Czerpię z tej wiedzy, wręcz topograficznej. To jest bardzo istotne, żeby to było 1:1, bo mimo że tworzę fikcję, to jednak lubię ją osadzać w realiach – prawdziwych, konkretnych realiach.</p>
<p>Natomiast później, kiedy już piszę, to to jest ten etap, kiedy lubię mieć miejsce dla siebie. Lubię pracować w samotności i w ciszy. Teraz piszę trzecią powieść, w związku z czym, przez dwa lata sobie podróżowałam, a od kwietnia, do końca roku (czyli już niedługo) wynajęłam dom w Andaluzji. Bo ja nie mieszkam cały czas w Andaluzji. Ale to jest taka moja ukochana baza, ukochane miejsce, do którego cały czas wracam. Więc, od stycznia nie wiem gdzie będę, ale będę jeszcze pisać książkę.</p>
<h3>J: Czyli podróże inspirują Cię do tworzenia historii Twoich bohaterów, do tworzenia tego, co dzieje się w Twoich książkach. Czy podróże jeszcze w jakiś sposób wpływają na Twoje życie?</h3>
<p>E: Przede wszystkim podróże pokazują mi, że mam więcej możliwości niż mi się wydaje, bo w głowach mamy swoje pewne ograniczenia i myślę, że jako ludzie w ogóle lubimy się czuć bezpieczni i te ograniczenia są takie bezpieczne. Niektórzy nazywają je strefą komfortu. Nie muszę z tym dyskutować, ale nie uważam, że to jest strefa komfortu. To jest coś, co my wybieramy, decydujemy się i wypracowujemy sobie w życiu i w rzeczywistości. Natomiast lubię być wyciągnięta z mojej rzeczywistości, z tego, do czego się przyzwyczaiłam i oswajać nowe miejsca i nowych ludzi. To karmi artystę we mnie na każdej płaszczyźnie, na każdym możliwym polu, nie tylko pisarsko. Ja nie opisuję historii prawdziwych ludzi. Ja poznaję ludzi, którzy mają fascynujące historie, tylko że mnie, jako nauczycielkę pisania interesuje, żeby oni napisali swoje historie. Ja wymyślam historie, więc mnie inspiruje przestrzeń, ruch, bycie w ruchu, bycie mną w pewnej określonej sytuacji i wyobrażanie sobie jak wymyślony przeze mnie bohater czułby się w takiej samej sytuacji.</p>
<p><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/ultramobilnie-1/edyta-wybrane/" rel="attachment wp-att-5700"><img loading="lazy" class="aligncenter size-large wp-image-5700" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2017/09/Edyta-wybrane--1024x506.jpg" alt="" width="640" height="316" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2017/09/Edyta-wybrane--1024x506.jpg 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2017/09/Edyta-wybrane--600x296.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2017/09/Edyta-wybrane--300x148.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2017/09/Edyta-wybrane--768x379.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2017/09/Edyta-wybrane-.jpg 2016w" sizes="(max-width: 640px) 100vw, 640px" /></a></p>
<h3>J: Edyta, czy Ty zawsze wiedziałaś o tym, że będziesz pisać książki, że chcesz zostać pisarką?</h3>
<p>E: Zawsze – czym jest zawsze? Zaczęłam pisać w wieku 14. lat, czyli na przełomie podstawówki i liceum. Wtedy mnie nie interesowało bycie tym czy tamtym, bycie kimkolwiek. Mnie się wydawało, że mogę być wszystkim. Interesowało mnie pisanie. Chciałam pisać, a im więcej pisałam, tym bardziej pisanie było częścią mojego życia i nie mogłam po prostu bez niego żyć.</p>
<p>Natomiast bycie pisarką to też jest droga. Ja np. zaczynałam od pisania bajek dla dorosłych. Potem pisałam krótkie opowiadania, a dopiero później zaczęłam pisać powieści. Więc to jest pytanie – kiedy zaczynamy być pisarzem? Ja uważam, że jesteśmy pisarzem w momencie, kiedy kreujemy i piszemy świadomie. Myślę, że ja po prostu byłam i nie musiałam myśleć o tym czy będę i czy chcę – po prostu byłam pisarką.</p>
<h3>J: Powiedz jak wygląda praca pisarza w XXI wieku? Ale pytam dokładnie o to – Ty jesteś pisarzem, ale dziś każdy z nas musi dbać nie tylko o pisanie książek, ale też o swoją osobowość, o swoją markę osobistą. Czy bycie pisarzem to też jest bycie przedsiębiorcą w tym samym czasie?</h3>
<p>E: Są dwie drogi – &nbsp;można być a można scedować to na kogoś – od tego są agenci, od tego są czasami dobre wydawnictwa, które się zajmą promocją pisarza. Natomiast zgadzam się z Tobą z tym, że jesteśmy marką, każdy z nas jest marką osobistą, każdy jeden. Pisarz tak samo. Pisarze mają fascynujące (bądź nie) osobowości i to nie znaczy, że ktoś o niefascynującej osobowości potrafi niefascynująco pisać. Zdarzają się takie sytuacje. I cóż zrobić, jeśli ten człowiek jest zwyczajnie niemedialny. Musi się bronić wyłącznie słowem i piórem – to jest jego tarcza, to jest jego miecz. Natomiast dużo fajniej i dużo łatwiej jest, jak się jest człowiekiem, który łatwo nawiązuje kontakty, chętnie wychodzi do świata. No i oczywiście, w XXI wieku warto mieć swoją społeczność, czytelników wokół siebie gdzieś skupionych, w kontakcie w social mediach. Warto o nich dbać i tę społeczność karmić: zasilać informacjami zza kulis, nowościami, tym gdzie się pisze i co się pisze, kiedy się kończy pisanie tej książki. Może zdradzić im jakieś fragmenty? A może poprosić o sugestie imienia dla kota głównego bohatera? Bo jeśli się ma dobry kontakt ze swoją publicznością, to to fantastycznie działa. Oni czekają na tą książkę i to nie jest dla nich tylko produkt. Oni towarzyszą w procesie tworzenia, więc po prostu chcą mieć tę książkę, bo ona staje się częścią ich życia. Więc na pewno to pomaga. Jak ktoś ma taki rys osobowości, że potrafi to robić naturalnie, nieskalkulowanie, nie w ramach opracowanego planu marketingowego, to bardzo uprzyjemnia życie. Powiem od siebie też, że pisarz musi wiedzieć, iż pisze dla kogoś. Jak się ma ludzi wokół siebie i jest się z nimi w kontakcie i oni pytają „kiedy ta książka?” „czy już piszesz coś nowego?”, to naprawdę jest motywujące. To daje +100 punktów do motywacji.</p>
<h3>J: Czy w związku z tym myślisz, że życie pisarza jest łatwiejsze teraz niż było kiedyś?</h3>
<p>E: Ja myślę, że to trudne pytanie, dlatego, że nie mam punktu odniesienia. Nie wiem, jak było kiedyś. Mogę powiedzieć o przełomie XX i XXI wieku – na pewno teraz jest łatwiej niż 20 lat temu. Taką mam perspektywę, a mam 40 lat, więc pół tam, pół tutaj. To już jest jakiś materiał porównawczy. Trudno mi powiedzieć, czy jest łatwiejsze, myślę że mamy inne, nowe wyzwania. Myślę, że kiedyś pisarze niespecjalnie się przejmowali czytelnikiem. Nie musieli sobie robić self-publishingu, nie musieli sami sprzedawać swoich książek, ani promować siebie jako marki. Dzisiaj to się staje niezbędnym elementem działania pisarza i autora. Bo też rozróżnijmy – pisarz to jest ktoś kto tworzy, kto pisze fikcję, wymyśla z głowy. Autor to jest ktoś, kto pisze np. reportaż albo książkę opartą na własnych przeżyciach. I to nie znaczy, że jeden jest gorszy albo drugi. To znaczy, że jedni i drudzy muszą włożyć ogrom wysiłku by świat ich zauważył, po prostu, ich z ich pracą. Więc to jest na pewno inne wyzwanie.</p>
<h3>J: Mówiłaś o tym, że zbierasz swoje pomysły w podróży. Jak to wygląda w praktyce? Z jakich narzędzi korzystasz na co dzień podczas tego etapu procesu tworzenia książki?</h3>
<p>E: Ja mam dwa mózgi. Jeden to jest ten organiczny, a drugi to jest ten w komputerze. Na etapie kreacji mój mózg organiczny jest dużo bardziej ważny. Nie robię notatek odręcznych, ani w komputerze, ani w żadnych Evernotach. Wiem, że wiele osób się dziwi, wiele osób piszących też się dziwi. Po prostu nie potrafię, bo ja zrobię notatki i potem nie wiem o co w nich chodziło. Ja trzymam wszystko na twardym dysku w głowie i to wystarczy. Już tak trzymam 20 lat i te pomysły sprzed 20 lat są cały czas kompletne. Natomiast w momencie, kiedy zaczynam pracę, komputer jest po prostu nieodzowny.</p>
<p>Zdarza mi się czasami nagrywać coś w telefonie &nbsp;– &nbsp;jak mam przy sobie. Wolę to, niż robienie notatek w notesie. Mam jeszcze przy sobie mały kalendarz, taki w formie małego zeszytu i tam sobie super pilne rzeczy robię, np. że od dzisiaj przez tydzień mam pracować nad głównym bohaterem a za tydzień mam się zająć np. pierwszym rozdziałem. Ale wszystko powstaje w komputerze. Cały czas testuję przeróżne programy, w których pisze się książki. Nie znalazłam jednego, którego byłabym kompletnie pewna.</p>
<h3>J: Najpierw wybierasz sobie cel podróży i potem tam szukasz inspiracji do książek? Czy najpierw myślisz sobie „o chciałabym, żeby moja następna książka działa się w takim i w takim otoczeniu &nbsp;– &nbsp;no to jadę tam”.</h3>
<p>E: Nie, najpierw wymyślam historię. I dopiero później ją w czymś osadzam. Najczęściej ten etap osadzenia to jest etap końcówki mojej podróży. Wtedy ten plan zdjęciowy to tło, w którym cała akcja się wydarzy. Ona mi się sama wpasowuje, ale z moich przeszłych przeżyć. Nie dawnych, nie dalekich, ale przeszłych, np. w trzeciej powieści chcę wykorzystać moje 8. miesięczne doświadczenie życia na plantacji bananów na Gran Canarii. (Pozdrów ode mnie wszystkie banany!). Ale ten etap życia mam już za sobą. Ja się wyprowadziłam z Gran Canarii półtora roku temu. I teraz jestem w stanie skorzystać z tego. Te półtora roku sprawiły, że moje wspomnienia, moje przeżycia – &nbsp;one się trochę zmieniły, trochę zmieszały z fikcją, z wymyśloną historią. Oczywiście pewne fakty, np. że tą drogą jedzie się 30 minut i ta droga jest kręta, czyli bohaterka ma 30 minut na zastanawianie się nad swoim życiem, to są realia i one muszą być, ale to czy tam stoi palma czy kaktus na skraju tej drogi, to nie ma większego znaczenia.</p>
<h3>J: Robisz dokumentację?</h3>
<p>E: Nie, nie robię dokumentacji. Natomiast robię dużo zdjęć miejsc i momentów, które mnie inspirują. Raczej momentów niż miejsc. A później się łapię na tym, że mam zdjęcia pełne kiczowatych widoczków, żadnych zdjęć siebie i nie do końca wiem, czy ten dom miał osiem pokoi czy sześć. Gdzieś go widziałam i chcę go opisać, bo spędziłam w nim 3 noce np. w Cascais.</p>
<h3>J: Co wtedy? Wpisujesz w wyszukiwarkę i szukasz?</h3>
<p>E: Tak, zgadza się. Jeśli jest taka możliwość, to wpisuję w wyszukiwarkę i szukam, bo wolę wiedzieć, by było to adekwatne. Natomiast jeśli to nie jest jakiś istotny szczegół a jest na pierwszy rzut oka, czy palca nie do znalezienia, to raczej odpuszczam i wymyślam to, co mi pasuje. Czasem potrafię przenieść te realia i wymyślam zupełnie inne miejsce, zupełnie inną architekturę, zupełnie inny ambient tego miejsca.</p>
<h3>J: W takim razie, skoro jesteśmy przy miejscach i geograficznych tematach, to powiedz skąd się wzięła historia a potem tytuł Twojej książki „Levante”?</h3>
<p>E: Tytuły powstają na końcu. Najpierw się wzięła książka, dopiero później był tytuł, a na początku był prawdziwy Levante. Prawdziwy Levante to jest to, co trochę widzisz dzisiaj za mną, tzn. widzisz, że mi szaleje we włosach, to jest właśnie wiatr. Wiatr, który jest trochę uciążliwy. To jest zjawisko geograficzne. Tutaj właściwie, jak się wstaje to się sprawdza w Internecie temperaturę na dany dzień i skąd wieje wiatr – czy jest Levante czy go nie ma. Moje najbardziej dramatyczne przeżycie z Levante: jak przesadziłam rośliny, które wyhodowałam w doniczce do ogrodu o poranku, Levante przyszedł w południe i wiał przez tydzień. Po prostu wypaliło wszystkie liście wiatrem.</p>
<h3>J: On jest gorący? Pewnie jest znad Sahary. Gdzie go można spotkać? W Andaluzji, na południu Hiszpanii?</h3>
<p>E: Tak, Levante jest typowy dla prowincji Kadyksu, czyli dokładnie tutaj, gdzie akurat jestem. Latem jest gorący, zimą jest zimny, przejmujący do szpiku kości wilgocią. Więc to jest taki wiatr, który wieje okrągły rok. Nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie i na jak długo. Nie można pójść na plażę, bo wtedy wieje piachem. Nie można się opalać, bo można się sparzyć w ciągu pół godziny, bo nie czuje się często tego słońca. Nie można pracować w ogrodzie, wysiewać i wysadzać. Więc to jest wiatr, który potrafi zamieszać sporo w życiu. Mało tego, on wpływa na głowę. Trochę tak wpływa jak polski halny. Moja przyjaciółka Sofija świetnie to określiła. Powiedziała: „Levante jest jak psychoterapeuta – wyciągnie z Ciebie to, co masz w środku”. Jak jesteś happy to będziesz wesoła i szczęśliwa przez cały ten czas, a jak coś masz niezałatwionego, albo masz jakiegoś małego doła w środku, ale próbujesz go stłumić, to Ci wyjdzie na czas Levante. Ludzie dostają depresji. Ludzie dostają bezsenności. Człowiek się czuje dużo bardziej zmęczony, rozdrażniony, poirytowany. Najczęściej takie są objawy. Jest to wiatr, z którym trzeba się nauczyć współżyć na co dzień. Natomiast fascynuje mnie on jako zjawisko i to, w jaki sposób oddziaływuje na ludzi. W jaki sposób ludzie z wiatrem, z czymś, co jest tak niematerialne, funkcjonują przez dekady i mają swoje wypracowane sposoby i metody. Mówią „Co słychać? Ale dzisiaj Levante, nie? Jeszcze będzie przez pięć dni wiał, no to jak się czujesz? Łamie Cię w kościach? A spać możesz?” To są takie rozmowy. Oni po prostu to wiedzą i mają swoje sposoby, np. zwalniają, odkładają pewne rzeczy na później, bo wiedzą, że nic dobrego z tego działania nie wyjdzie w tym czasie.</p>
<h3>J: W takim razie, skąd Levante się wziął w Twojej książce? Co on tam robi?</h3>
<p>E: Levante wziął się z tego, że przez dwa lata mieszkałam w mieście, które się nazywa Vejer de la Frontera, które jest umieszczone na szczycie 200. metrowej góry na wybrzeżu Oceanu Atlantyckiego. Jest słynne z tego, że Levante jest tam prawie zawsze. W związku z czym, dwa lata obcowałam z Levante. Oczywiście, z przerwami, podróżami, wyjazdami. Natomiast tak mnie to zafascynowało, że zaczęłam pytać ludzi, rozmawiać. To wszystko stworzyło atmosferę tajemniczości, ten czas Levante. Postanowiłam osadzić w tym klimacie końcówkę mojej książki.</p>
<p>Jak już to zrobiłam, napisałam moją książkę i oddałam ją mojemu pierwszemu, wspaniałemu redaktorowi, z którym współpracuję od 10. lat. Mówię mu „Przeczytaj i zrobimy burzę mózgów na temat tytułu tej książki”. Przemek przeczytał i mówi „Jakie masz pomysły na tytuł?”, „No nie mam żadnych”, „Ale gdybyś miała to określić jednym zdaniem, jednym słowem, niczym złożonym, jak mogłabyś określić tę historię”. „No nie wiem, to taki Levante jest – wszystko rozwalone do góry nogami”, a on mówi „Fantastycznie, masz tytuł książki”. Ja się bałam, że nikt nie zrozumie. I nikt nie rozumiał.&nbsp; Wszyscy pytają co to jest to „Levante”? Ale to jest historia do opowiedzenia i z książki wynika co to jest to „Levante”. Bardzo lubię ten tytuł. Biorąc pod uwagę, że moja 3 powieść dzieje się na Gran Canarii, Kanaryjczycy śmiali się, że powinnam tę powieść nazwać „Calima”, czyli tak jak tamtejszy wiatr.</p>
<h3>J: Bez jakiego urządzenia technologicznego nie możesz się obyć?</h3>
<p>E: Komputer to jest mój drugi mózg, więc dbam o niego, żeby nic mu się nie stało i żeby nie padł. Wymagania mam takie, że musi mieć duży dysk. Pliki z książkami nie ważą wiele, ale różnego rodzaju nagrania, wywiady, materiały, zdjęcia już tak. Natomiast ja wyważam życie pomiędzy online a offline. Celowo np. nie mam w telefonie Internetu. Po to, żeby nie pracować – bo ja mam skłonność żeby pracować wszędzie, gdzie się da. I oczywiście do bycia nieustannie w kontakcie, bo a to dziennikarze, a to czytelnicy, a to ktoś, kto pisze ze mną książkę potrzebuje pomocy. Ja oczywiście się rzucam do tej pomocy natychmiast, więc żeby sobie taki higieniczny tryb życia ustalić, to po prostu nie mam Internetu w komórce. Jak mnie nie ma w domu, to mnie nie ma w pracy.</p>
<p>Jeśli chodzi o komputer, to musi mieć dobry system operacyjny. Ostatnio się zdarzyła nawet taka sytuacja mojej klientce, że na ostatniej prostej pisania książki, po naszej ostatniej sesji mentoringowej, nie mogła otworzyć pliku. Wszystkie kopie pliku szlag trafił, mówiąc krótko. Uratował to na szczęście przyjaciel z Belfastu, specjalista od bezpieczeństwa danych. Dlatego program, w którym piszę musi być pewny, bez takich niespodzianek. Wszystkie programy, które obsługuję, a obsługuję różne: nagrywam i montuję sama video, robię grafiki, więc jest tego, wbrew pozorom, jak na pisarza, sporo. Nie robię sobie okładek książki, ale czasami, np. plansze do video, więc musi to być szybkie, proste i intuicyjne. Dla mnie, jako pisarza i jako osoby, która robi dużo różnych takich okołopisarskich rzeczy wszystko inne ma mniejsze znaczenie i chcę poświęcić na to jak najmniej czasu. Dlatego obsługa tych programów, tworzenie dodatkowej treści, musi być intuicyjne. To jest dla mnie taka myśl przewodnia.</p>
<p>Te dwie rzeczy: bycie ultramobilnym i posiadanie tych wszystkich narzędzi, które są intuicyjne. Tak samo z telefonem – on nie może mi sprawiać trudności, że np. muszę grzebać w tych aplikacjach, żeby dogrzebać się do jakiejś funkcji, bo tam, gdzie mi się wydaje, że powinna być, tam jej nie ma.</p>
<p>Ewidentnie nie mogłabym się obyć bez routera, bądź jakiegokolwiek przenośnego, ale stabilnego urządzenia do Internetu. Bo ja mam dużo konferencji, wideokonferencji. W takim trybie też pracuję z moimi klientkami. Bo moje klientki mieszkają, pracują i piszą swoje książki na całym świecie, w związku z czym to jest najistotniejsza rzecz. Dla mnie też, gdy robię research. Muszę być w kontakcie i jak mam wątpliwości, muszę zapytać o coś redaktora, to też muszę mieć Internet. Nie wyciągnę telefonu i nie zadzwonię. Dlaczego? Bo nie mam zasięgu w domu, bo mieszkam w lesie.</p>
<div><a href="http://consumer.huawei.com/pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><img src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/huawei_banner_719x288.jpg" title="" alt="" /></a></div>
<h3>J: Czyli prostota i szybkość?</h3>
<p>E: Prostota tak, ale nie zbytnia prostota, bo ja lubię mieć sporo funkcji. Większa ilość funkcji ułatwia. To że mamy np. WhatsApp. My się ze sobą komunikujemy na WhatsAppie. Dwa lata temu nie było opcji, żeby nagrać notatkę głosową. W tej chwili, przyciskasz, nagrywasz i z głowy, nie musisz stukać, klikać. To jest fajne. Ale gdyby ta opcja była gdzieś, jeszcze w osobnym oknie, to już by mi się nie chciało jej używać. Więc chodzi mi bardziej o to, żeby aplikacja, czy jakiś program były stworzone tak jak idzie myśl człowieka. Czyli Ty sobie myślisz: „O w taki sposób byłoby fajnie tego używać” i ja bym chciała, żeby one właśnie w taki sposób były zaprojektowane. Często się zdarza, że są – na szczęście. Zawsze szukam, jeśli chodzi o dodatkowe programy, jeśli mi są potrzebne, właśnie takich, które podążają za moją myślą – chociaż to ja podążam za myślą tego, kto zaprojektował ten program.</p>
<h3>J: Czyli używasz WhatsAppa, edytorów tekstów. Jakich jeszcze aplikacji albo programów używasz na co dzień?</h3>
<p>E: Korzystam z ZOOMa do spotkań i konferencji. Czasem ze Skype też, bo nie każdy jest tak technologicznie rozwinięty – czasem i sprzęt nie pozwala się zalogować do ZOOMa niektórym moim klientkom.</p>
<p>Różne programy do robienia telekonferencji też – Facebook, Facebook Life. Często jestem zapraszana do różnych grup, w których ludzie piszą, albo są copywriterami, blogerami. Jestem zapraszana, żeby opowiadać właśnie o tym, jak napisać książkę, np. z tego co się ma, z materiałów blogowych, czy w ogóle jak wygląda ten proces. W tym wypadku ważny jest stabilny Internet, dobra kamera, dobry dźwięk. Inwestuję więc w komputer. Ze względu na moją mobilność i częste przemieszczanie się, nie chcę ciągać ze sobą tej technologii: mikrofonu osobno, kamery osobno. Po prostu kupuję drogi, świetny komputer. Takie jest moje rozwiązanie. Wiem, że to nie będzie perfekcyjne, ale koniec końców, nie jestem Stevenem Spielbergiem i nie kręcę filmów. Opowiadam o pisaniu i chcę żeby ludzie to widzieli dobrze i żeby było dobrze słychać, ale też bez przesady.</p>
<p>Ograniczeniem jest dla mnie wielkość narzędzia, czy dodatkowego sprzętu – żeby nie był duży, żeby był malutki, mobilny. Jeśli już muszę mieć coś dodatkowego, to dysk zewnętrzny, który jest tą ogromną pamięcią zasobów, zdjęć, grafik, nagrań video. Archiwizuję wszystkie moje spotkania z klientami w postaci video i audio. To są duże pliki. Często daję serię darmowych video do obejrzenia. Hosting video jest więc w moim przypadku bardzo ważny. Z drugiej strony przechowywanie przeze mnie tych video, sesji z klientami – są to poufne rzeczy, więc ja nie wrzucam ich na Dropboxa a już, broń Boże, na YouTube’a. Wyłącznie przesyłam plik, kopię pliku do klientki. Muszę mieć swoją kopię gdzieś w bezpiecznym miejscu, czyli na dysku zewnętrznym i jeszcze dwóch innych zewnętrznych dyskach. To są moje narzędzia pracy.</p>
<h3>J: Edyta, wszystko to co mówisz pokazuje jak bardzo, dzięki technologii, Twój zawód mógł się rozwinąć. Kiedyś faktycznie pisarz mógł pisać i tworzyć w jakimś ciekawym miejscu. Dzisiaj Ty możesz robić to samo. Możesz zmieniać miejsca. Możesz szukać inspiracji w różnych miejscach i przenosić się. Tak samo jak pisarz, możesz przenosić swój warsztat ze sobą. I jest to dzisiaj zdecydowanie lżejsze, łatwiejsze i mniej męczące. Natomiast dzięki temu, możesz jeszcze rozwijać się w nowych kierunkach, prawda? Ponieważ zajmujesz się nie tylko pisaniem, ale również uczysz pisania. Skąd są Twoje studentki? Z jakimi osobami masz kontakt? Gdzie one się znajdują na świecie?</h3>
<p>E: Pracuję w większości z kobietami z Polski, z Polkami. Pracuję sezonami, czyli wiosną i jesienią. Latem i zimą piszę książki, pracuję nad moimi rzeczami i ewentualnie pracuję wtedy w konsultacjach 1:1. Natomiast w projektach, w małych grupach pracuję wiosną i jesienią. W ostatnim sezonie miałam dziewczyny mieszkające w Niemczech, w Austrii i w Arizonie, w Stanach Zjednoczonych. Teraz zaczynają mi się nowe grupy i mam grupę anglojęzyczną, wiem że jedna osoba jest z Francji a będzie w Tajlandii, ktoś jest z Holandii. Musimy więc dostosować czas, żeby tej osobie z Tajlandii nie wypadło spotkanie w środku nocy. Technologia ogromnie ułatwia, bo już nie ma takich ograniczeń.</p>
<p>Jak się spotkałam z tą pisarką z Francji, powiedziała „Ja chcę być w Twojej grupie”. Ja powiedziałam „ale Ty będziesz w Tajlandii”, „To nic, nie ma problemu, Internet tam też jest”. I to było takie słodkie, bo to nie jest dwudziestoletnia dziewczyna, to jest kobieta w wieku naszej mamy, która też jest mobilna i podróżuje. Marzy o napisaniu swojej książki, o swojej podróży po Afryce w latach młodości. I nie jest dla niej przeszkodą, że będzie na innym kontynencie. To też pokazuje, że ta technologia zmienia nasze myślenie w każdym wieku i w każdym wymiarze. Rzeczywiście, dla mnie to jest wielkie błogosławieństwo, że już nie ma tych barier, wszystko jest ponad granicami. Te granice geograficzne, granice fizyczne, wiekowe, one po prostu nie istnieją. Liczy się tylko oddziaływanie człowiek – człowiek. Czy my w ogóle do siebie pasujemy? Czy ja jej pasuję jako nauczycielka, a ona mi ze swoją historią. Tylko to jest ważne.</p>
<h3>J: Wykonujesz kreatywny zawód i pracujesz niezależnie. Jesteś przedstawicielką wolnego zawodu. Jakie są najważniejsze cechy, umiejętności, które Ty w sobie pielęgnujesz po to żeby pracować wydajnie? Co Twoim zdaniem jest najważniejszego w pracy cyfrowego nomady?</h3>
<p>E: W takim życiu cyfrowego Nomady, jesteśmy sami. Oczywiście docieramy gdzieś w jakieś inne społeczności, ale mimo wszystko ze swoją pracą, czasami nawet ze swoim językiem jesteśmy sami. Mieszkam na wsi i np. nie mogę z nikim porozmawiać na temat tego, że uczę pisania i jakie mam dylematy, czy trudności z tym związane, bo nikt tego nie rozumie. Już nie tylko chodzi o język. Myślę, że najważniejsza jest wiara w siebie i w to, że to, co robimy jest potrzebne światu i ludziom. To oczywiście się potwierdza w naszej pracy, w tym, kiedy mamy kontakt z osobą, z którą pracujemy, dla której robimy projekt. Kiedy dostajemy od niej feedback, informacje. I oczywiście, jeśli są one pozytywne.</p>
<h3>J: Czy Ty jesteś perfekcjonistką w tym co robisz?</h3>
<p>E: Byłam straszną perfekcjonistką i to potwornie utrudnia życie. Powiem Ci, że nawet w ogóle o tym nie wiedziałam. 10 lat temu zamknęłam swoją firmę w Polsce, którą prowadziłam samodzielnie. Miałam wielu klientów z zagranicy. Ten okres mojego życia to było nieustanne gonienie za perfekcją. W tym okresie mojego życia nawet nie wiedziałam, że to jest mój problem. Ja po prostu z tym żyłam i było mi strasznie ciężko. Dopiero później w jakimś artykule, w jakiejś mądrej gazecie psychologicznej przeczytałam, że perfekcjonizm nas zabija i uświadomiłam sobie, że to jest właśnie mój problem. Kiedy zaczęłam mieć świadomość tego, udało mi się przestać być perfekcjonistką. Ale to trwało. Andaluzja bardzo pomaga w niebyciu perfekcyjnym.</p>
<h3>J: Edyta, jak wygląda życie w Andaluzji? Andaluzyjczycy i Hiszpanie zupełnie inaczej podchodzą do pracy. Ty tak samo podchodzisz jak Andaluzyjczycy?</h3>
<p>E: Nie wiem, czy przypadkiem nie mamy błędnego obrazu Andaluzyjczyków. Nie mogę się wypowiadać o całej Hiszpanii. Znam różne zakątki Hiszpanii, ale nie na tyle dobrze. Tu, w Andaluzji spędziłam najwięcej czasu, a ta różnorodność jest przeogromna, w różnych regionach. Na Wyspach Kanaryjskich ja się czułam jak w zupełnie innym kraju. Trochę może to wyglądać tak: Niewińska była perfekcjonistką, a potem wyjechała i ułatwiła sobie życie. Pojechała do Andaluzji i po prostu – sjesta i <em>mañana </em>i nic nie musi, więc perfekcjonizm jej nie grozi. Ewidentnie Andaluzja pozwoliła mi dokończyć ten proces wychodzenia z perfekcjonizmu. Cały czas bycie solidną, konkretną i rzetelną to są moje wartości w codzienności i w pracy, ale w Andaluzji jest to, co ja najbardziej cenię – &nbsp;tu wszystko jest na czas, ale mimo wszystko jest czas.</p>
<p><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/ultramobilnie-1/edyta_3/" rel="attachment wp-att-5701"><img loading="lazy" class="aligncenter size-large wp-image-5701" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2017/09/Edyta_3-1024x511.jpg" alt="" width="640" height="319" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2017/09/Edyta_3-1024x511.jpg 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2017/09/Edyta_3-600x300.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2017/09/Edyta_3-300x150.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2017/09/Edyta_3-768x384.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2017/09/Edyta_3.jpg 2016w" sizes="(max-width: 640px) 100vw, 640px" /></a></p>
<h3>J: Zupełnie się tego nie spodziewałam, bo tutaj jest odrobinę inaczej. To jest też to, czego się trzeba nauczyć – takiej cierpliwości do życia na Kanarach. Ty pewnie ją znasz, bo wspominałaś, że mieszkałaś na Kanarach. Tutaj wszystko dzieje się dużo wolniej i trzeba mieć nadzieję i nauczyć się cierpliwości, że to, co się zaplanowało, kiedyś się w końcu wydarzy. Wszystko jest bardziej oparte na relacjach między ludźmi, niż na takiej chęci dążenia do efektu.</h3>
<p>E: Justyna, tak, przypomniałaś mi te 8 miesięcy na Gran Canarii, które naprawdę były ciężkie. Zgadzam się z Tobą, że to jest zupełnie inny tryb życia. W Andaluzji jest tak, że wtedy, kiedy możesz odpuścić, warto odpuszczać. I to jest trochę tak według tego schematu rzeczy pilnych i ważnych. Rzeczy ważne nie muszą być pilne, nie muszą być zrobione na teraz, zrobione dobrze. Myślę, że tak się tutaj o tym właśnie myśli, w Andaluzji. Natomiast rzeczy pilne po prostu muszą być zrobione na teraz, zaraz i one są.</p>
<p>Zdarzyła mi się taka sytuacja, że w piątek o godzinie 19.00, zimą padł mi prąd w całym domu. Nie było problemu ze znalezieniem elektryka, który przyszedł i z czołówką na głowie naprawiał mi obiegi – &nbsp;bo tu chodziło o całość kabli a nie o jedną skrzynkę – przez dwie godziny, żebym miała światło w nocy. No bo o 20.00 to oczywiście już było ciemno. I to jest Andaluzja! I nie ma z tym problemu. Nie ma, że oni mi powiedzą „A pani kochana, gdzie ja będę po nocy chodził, piątek wieczór – w poniedziałek przyjdę”. Nie, oni wiedzą, że człowiek ma przed sobą cały weekend normalnego życia i nie będzie go spędzał przy świeczce, więc ok, robi się i jest gotowe. Mało tego, on miał problem z przyjściem następnego dnia. Na jednym piętrze mi załatwił światło, więc na drugim wszystko jedno, ja tam rzadko bywam, ze świeczką sobie poradzę. Przyszedł następnego dnia po godzinach pracy, bo jego zdaniem musiało to zostać skończone. I tak wygląda andaluzyjskie podejście – to co jest pilne jest zrobione. To co jest ważne, ma być zrobione dobrze, ale nie na teraz, nie na zaraz, bo nie pali się. Bo życie jest ważniejsze.</p>
<h3>J: Życie jest ważniejsze – to jest właśnie ta następna rzecz, o którą chciałam Cię zapytać. W tym wszystkim bardzo dba się o to, żeby znaleźć czas na odpoczynek. I nawet jak jest największa bieganina, w andaluzyjskiej wersji, powiedzmy, i tak w pewnym momencie wszystko się wyłącza, zawsze jest czas na to, żeby usiąść i napić się kawy i po prostu odpocząć. To, co ja widzę tutaj na Kanarach – &nbsp;tak, robimy, się dzieje, ale teraz idziemy na kawę – przerwa, to nic, że się spieszy. Napijemy się kawy, zapomnimy na chwilę o wszystkim, a potem będziemy się martwić następnymi rzeczami. A jak jest w Andaluzji?</h3>
<p>E: Tak, tutaj też tak trochę jest. Czasami częściej, czasami mniej. Myślę, że chodzi o to, że ten pomysł takiej równowagi – &nbsp;work-life balance, czy w ogóle równowagi w życiu, on nie jest jakiś nowy, czy nowatorski, ale on jest tutaj kultywowany od zawsze. My chyba gdzieś, w takich cywilizacjach pędzących za zachodem trochę się pogubiliśmy i teraz musimy do tego wracać, więc ubieramy to w nowe formy. Zobacz – sjesta &#8211; tak naprawdę jest właśnie po to, żeby była równowaga, był balans, a jednocześnie to są przecież godziny największego upału. I to, czego też mnie Andaluzja nauczyła, i tego mnie nauczył klimat, bycie tutaj, mieszkanie w tym klimacie, że Twoje ciało rezonuje z rzeczywistością, z pogodą, z przyrodą i nie możesz tego przeskoczyć. Nie możesz tego przecisnąć, przyśrubować. I to też mi pozwoliło trochę przystopować. To przystopowanie zaowocowało tym, że jestem bardziej efektywna, mogę pracować mniej, ale mam z tego większe rezultaty, bo wiem po co to robię i dlaczego i jestem bardziej wypoczęta. Pracuje mi się lepiej i szybciej.</p>
<h3>J: Dokładnie, nawet a propos sjesty, to co powiedziałaś – niedawno przeczytałam, że sjesta została wymyślona w Hiszpanii po to, żeby ominąć te godziny upału, ale też w efekcie potem, by pracownicy tych godzin w sumie mogli przepracować więcej. Więc tak naprawdę odpoczynek pozwolił nam na to, żeby być bardziej produktywnym. Dopiero teraz zaczynamy mówić o tym, że żeby być produktywnym, żeby pracować efektywnie, to bardzo ważne jest też to, żeby dbać o siebie, żeby znaleźć czas na odpoczynek. Wydaje mi się, że ten koncept teraz przechodzi do nas – sjesty, w postaci work-life balance. Ale, tak jak powiedziałaś, znów musimy odkryć, wrócić, do takiego naturalnego rytmu, jaki podpowiada nam organizm.</h3>
<p>E: Zgadzam się. Miałam takie spostrzeżenie w Polsce, że gdzieś koło 14:00 spada mi tak kompletnie kreatywność, a mózg się wyłącza, że to był czas na takie rzeczy bardziej organizacyjne, niekoncepcyjne. Nie miałam siły na odpisywanie na e-maile, szło mi to naprawdę kiepsko. Po prostu mózg wymagał, potrzebował tej przerwy. Później do tej 17:00-18.00 mogłam cały czas robić. Mogłam pójść na zakupy, wysprzątać całą chatę, byle nic takiego umysłowego. A później nagle te siły wracały. Wieczór mogłam cały siedzieć i napisać rozdział książki. Choć to byłby krótki rozdział.</p>
<h3>J: A są jakieś takie małe rzeczy, jakieś małe rytuały? Coś co robisz by nabrać sił w ciągu dnia lub w ciągu tygodnia w trakcie tego procesu, kiedy piszesz książkę?</h3>
<p>E: Tak, czasami, jak się zgubię albo się zablokuję – &nbsp;bo przychodzą takie momenty, że wszystkie myśli ulatują z głowy i dalej nie wiesz co chcesz napisać – &nbsp;to po prostu wkładam trampki i idę do lasu. Przechodzę jakąś najzwyklejszą ścieżką w lesie 30 minut. Bycie wśród tych szumiących drzew i zieleni naprawdę sprawia, że mi się oczyszcza głowa. Nogi mi pracują, mięśnie pracują, a głowa dostaje totalnego relaksu i wszystko się układa. Zauważyłam, i to fajnie działa, że jak ja wyjeżdżam z Hiszpanii np. do innego kraju na kilka tygodni – &nbsp;nawet na 2 tygodnie, to ja mówię lepiej po Hiszpańsku, mimo że w ogóle nie używałam hiszpańskiego przez te 2 tygodnie. Bo mózg sobie w tym czasie odpoczywa i układa i systematyzuje. Wiele osób, z którymi pracuję mi mówi: „Tak, ja też chodzę do lasu, żeby ułożyć sobie w głowie tę książkę”.</p>
<p>Poza tym czytanie na plaży. Ja się nudzę na plaży i nie mogę tak leżeć plackiem i się opalać, ale uwielbiam czasami wskoczyć w samochód (mam plażę 15 minut drogi z tego lasu), położyć się na godzinę z książką na plaży. Szum fal, który mnie oczyszcza z jakiegoś hałasu. Mieszkam w lesie, więc hałas to szczekające psy i śpiewające ptaki, umówmy się, ale też mi się zdarza bywać w mieście, spędzić tam dzień albo weekend. Wtedy mam w głowie pełno jakichś niepotrzebnych dźwięków, myśli, zmęczenia, pośpiechu. Szum fal, oceanu to jest najlepsze SPA na świecie. Więc godzina na plaży i do tego jeszcze z książką, to jest najlepszy sposób na regenerację.</p>
<p>Sjesta – owszem. Nie uprawiam jej codziennie. Oczywiście w upalne lata częściej. Zimy też lubię przesypiać. Zwłaszcza kiedy zdarza mi się wstać bardzo wcześnie rano.</p>
<p>I co jeszcze? Czas dla siebie, czas na niemyślenie o niczym, o żadnym projekcie, o tym, że się zepsuła pralka w domu, czy cokolwiek innego. To nie jest łatwe i to się nie zdarza często, ale staram się tak co 3-4 tygodnie znaleźć dla siebie takie pół dnia i sprawić sobie taką okoliczność. To może być hiking w lesie przez te pół dnia, przez 4 godziny. Coś prostego. To ani nie musi być kosztowne, ani skomplikowane, ale po to właśnie, żebym mogła się zupełnie oderwać od tych myśli, od codzienności. To bardzo pomaga.</p>
<p><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/ultramobilnie-1/4_edyta/" rel="attachment wp-att-5702"><img loading="lazy" class="aligncenter size-large wp-image-5702" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2017/09/4_Edyta--1024x510.jpg" alt="" width="640" height="319" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2017/09/4_Edyta--1024x510.jpg 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2017/09/4_Edyta--600x299.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2017/09/4_Edyta--300x150.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2017/09/4_Edyta--768x383.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2017/09/4_Edyta-.jpg 2016w" sizes="(max-width: 640px) 100vw, 640px" /></a></p>
<h3>J: A jak to jest być pisarzem w czasach kiedy wszyscy oglądają seriale na Netflixie?</h3>
<p>E: Świetne pytanie! Wiesz, ja nie wiem, ile ludzie spędzają czasu oglądając seriale na Netflixie, ale jeszcze 5 lat temu to i ja uwielbiałam sobie zrobić serię serialową, np. w sobotnie popołudnie i cała noc do 4 nad ranem. Po co? Konstrukcja historii w filmie czy serialu, jest naprawdę skomplikowana. Mówię oczywiście o tych topowych, najlepszych serialach. To jest dla mnie dobra lekcja, ja się z nich uczę. Mnie to inspiruje i fascynuje, ale to jest inne opowiadanie historii. To jest coś co nas wciąga, pozwala oderwać się, jest wizualne – widzimy i oglądamy. Książka spełnia inne funkcje i wiem, że ludzie, z którymi ja mam do czynienia, którymi się otaczam, również robią jedno i drugie. Potrafią godzinami oglądać seriale, ale też czytają masę książek.</p>
<h3>J: Ale czy ty się ciągle czujesz na czasie będąc pisarką?</h3>
<p>E: O Boże i to jeszcze jak! Ja się czuję na czasie, bo gdyby ludzie nie chcieli czytać książek, to inni nie chcieliby ich pisać, a jakby nie chcieli pisać to nikt by do nas nie przychodził po pisarskie porady. A ja czasami mam ręce pełne roboty. Uwierz mi, że po prostu czasami mam takie tygodnie, że mam je napakowane spotkaniami on-line z moimi grupami pisarskimi albo z osobami piszącymi, z którymi współpracuję 1:1.</p>
<h3>J: Ty piszesz, ale też uczysz pisania?</h3>
<p>E: Tak, piszę i uczę pisania, ale nie uczę pisania tak ogólnie. Ja uczę pisania książek i tylko na tym się znam i tylko tym się zajmuję. W życiu wyznaję zasadę, że trzeba robić to, co się umie najlepiej, w czym się jest najlepszym. Więc ja jestem najlepsza w pisaniu książek.</p>
<h3>J: A jak odkryć to, że się jest najlepszym w pisaniu książek? Mówisz, że w życiu trzeba robić to, w czym się jest najlepszym. Ale jeśli ja wpadam na pomysł, że chciałabym pisać książki, ale nie wiem co mam z tym zrobić?</h3>
<p>E: Jak co? No napisać ta pierwszą i zobaczyć. Chciałabyś pisać książki – możesz być w tym świetna, ale jeśli tego nie zrobisz, nie dowiesz się. Po pierwsze jak ty się w tym czujesz, jak Ci idzie? Czy w ogóle idzie Ci to sprawnie, czy potrzebujesz pomocy, czy masz jakieś braki, czy chcesz doszlifować warsztat? Ale Twoje własne odczucia i emocje, w tym procesie będą najważniejsze.</p>
<p>A druga rzecz, to jest to, jak zostanie to odebrane przez czytelników. Jeśli będą chcieli więcej, to znaczy, że jesteś w tym świetna, po prostu. Nie ma się co oszukiwać.</p>
<h3>J: Czyli czego potrzebuję do tego, żeby zacząć pisać książki? Chęci, czy pomysłu? Czy znajomości tej wiedzy, struktury jak budować historie? Co jest najważniejsze?</h3>
<p>E: &nbsp;Myślę, że i pewnie Ciebie zaskoczę i innych, ale najważniejsze w pisaniu książki jest czas i motywacja. I musi Ci pisanie wskoczyć na listę priorytetów życiowych. Takie „TOP 3” mówiąc krótko. Bo inaczej możesz pisać 10 lat, a 10 lat to Ci się nie będzie chciało, bo Ci się znudzi. To jest najbardziej potrzebne. A z drugiej strony, jeśli chodzi o te kwestie: co w głowie, jaka historia, jaki pomysł, jak się nauczyć tego pisania, tej struktury, tego Bóg wie czego, co trzeba wiedzieć o książce? Ja mam banalnie prostą metodę, tak naprawdę, i aż się dziwię, że tak mało osób na tej metodzie pracuje, bo to nie jest moja odkrywcza metoda, ani odkrywanie Ameryki na nowo. Ja pracuję na zasobach człowieka. W pracy ze mną nie jest ważne czego Ty nie umiesz, jeśli chodzi o pisanie i o tworzenie książki. U mnie jest ważne to, co Ty umiesz. I pod to co umiesz i co chcesz stworzyć dobierzemy narzędzia, dopasujemy Twoje możliwości. I powiem Ci czego się możesz jeszcze nauczyć, żeby było sprawniej i lepiej Ci się pisało, żeby ta historia była pełniejsza. Ty chcesz pisać książkę, a nie uczyć się. Ze mną pisze książkę człowiek, który był na 5. kursach pisania. Dopóki się nie spotkaliśmy to on nie zaczął pisać książki, bo nie wiedział jak. To jest tak jakbyś miała wszystkie narzędzia świata, tylko nie umiesz ich używać.</p>
<h3>J: Czy z Tobą napisał książkę?</h3>
<p>E: Ze mną teraz pisze.</p>
<h3>J: Czyli ja też mam szansę, że napiszę książkę?</h3>
<p>E: Masz szansę.</p>
<h3>J: Czyli najpierw jak nam wskoczy na listę priorytetów książka, powinnam wymyśleć sobie historię?</h3>
<p>E: Historię każdy ma. To jest może zaskakujące, ale ja nie tylko tak uważam – &nbsp;ja to widzę. Każdy człowiek ma historię. I to jest czasami historia Twoja, trochę fragmentów Twojego życia. To są fascynujące, przepiękne historie i one mogą być świetnym punktem wyjścia. I można się nią tak zabawić, tak świetnie skomponować z niej, stworzyć zupełnie inną, fajną opowieść, że można z tego swobodnie napisać książkę. Własną historię każdy ma a kto ją lepiej zna niż my?</p>
<h3>J: Powiedz mi, czy to jest trudne być pisarzem teraz? Czy to jest trudne, żeby pogodzić te wszystkie aspekty? Bo przecież pisanie dzisiaj to nie jest tylko samo pisanie, ale też pisarz musi wykonać mnóstwo innej pracy wokół tego co robi, żeby dotrzeć do swoich czytelników.</h3>
<p>E: Wszystko zależy od tego, czy ktoś chce być pisarzem, który będzie miał jakieś mega wielkie zasięgi, sprzedawał jakieś gigantyczne nakłady i dostawał jakieś wielkie nagrody, bo to jest jedna rzecz. Takich osób, w każdej branży, w każdej dziedzinie jest kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt. Tak samo jest z pisarzami. Są pewne nazwiska, które każdy z nas zna, i na te książki wszyscy czekają. I wszyscy wiemy, że oni są po prostu top of the one – najlepsi. A później jest cała liga ludzi robiących coś świetnie, dobrze, solidnie, zabawnie i ciekawie. Nie ma nic złego w byciu w tej grupie. Dla mnie nie ma znaczenia, czy moją książkę czyta ktoś po to żeby się rozerwać w pociągu, czy czekając na samolot, czy ktoś kto szuka w niej odpowiedzi na wielkie pytania swojego życia. Bo to jest tak samo cenny czytelnik i wartość, którą wnoszę w jego życie jest dla mnie tak samo ważna. Więc nie mam problemu z mówieniem: Pisz książkę dla rozrywki. Bo w życiu też musimy mieć fun! Nie ma lepszych i gorszych celów, nie ma lepszych i gorszych pisarzy, większych i mniejszych książek.</p>
<h3>J: No tak, nie ma, ale zdecydowanie lepiej nam się żyje wiedząc, że jesteśmy autorami bestsellera, niż jeśli jesteśmy autorami niszowej książki.</h3>
<p>E: A czy ty wiesz, jak ciężkie jest życie autora bestsellera? I nie mówię o sobie, bo ja nie jestem jeszcze ofiarą własnego sukcesu. A może nigdy nie będę, na szczęście. Na szczęście albo nieszczęście – to ja muszę o tym zdecydować. Ale uwierz mi, życie autora bestsellera jest naprawdę ciężkie.</p>
<h3>J: Gdzie trzeba się wpasować tak naprawdę? W takiego autora niszowego? Czy takiego trochę bardziej niż niszowego, popularnego powiedzmy? Bo mówisz, że bestsellera lepiej nie.</h3>
<p>E: Ja myślę, że to zależy od osobowości i tego, czego się oczekuje od życia. Bo jednym wystarczy, że stworzy świetną książkę i wydadzą ją na świat i ludzie będą z niej czerpali. A drudzy potrzebują jeszcze trochę otoczki do tego, potrzebują trochę adoracji, kontaktu z czytelnikami zapatrzonymi i takimi, którzy robią wielkie ‘WOW’, jak się mówi o prostych rzeczach. Ja też tak mam, bo jak idę na spotkanie autorskie i mówię o czymś, co jest dla mnie oczywiste, widzę takie okrągłe oczy jak piątki i myślę „O kurcze, to wcale nie jest takie, że wszyscy o tym wiedzą”. Więc, to o czym mówiłam wcześniej, że jeden jest medialny a drugi nie, jeden ma taką osobowość, że lubi z ludźmi, a drugi lubi sam. Myślę, że nie ma jednej uniwersalnej recepty na to, jakim pisarzem jest fajnie być, i czy lepszy jest taki czy inny.</p>
<h3>J: Powiedz, co najbardziej doceniasz u swojej publiczności?</h3>
<p>E: Najbardziej doceniam ich wyobraźnię. Bo jak piszę swoje książki tam są podwójne, potrójne dna albo poczwórne czasami. Chodzi też o to, z jaką intencją sięgasz po daną książkę. Więc cenię sobie to, że ktoś potrafi wyczytać więcej, to co ja tam więcej włożyłam. Ale to jest dla mnie ważne, taki czytelnik jest dla mnie wartościowy. Więc: wyobraźnię i to, że potrafią wyjść poza schematy. Wiesz, słyszę takie interpretacje mojej książki, że w ogóle mam takie „kurcze, ale o tym to w ogóle nie pomyślałam”.&nbsp; I to jest fenomenalne. Właśnie to, że moi czytelnicy korzystają ze swojej własnej kreatywności, używają swojej wyobraźni czytając moją książkę.</p>
<h3>J: A myślałaś o tym, jak Twoja praca będzie wyglądała w przyszłości, zastanawiałaś się nad tym jak to się może zmienić?</h3>
<p>E: Ja wiem jak chciałabym żeby się zmieniło. Teleportacja byłaby świetna. Takie tunele, żeby można było błyskawicznie, niskokosztowo przenosić się na spotkania z czytelnikami. Myślę, że dla większości pisarzy najfajniejszą i najważniejszą częścią jest kontakt z ludźmi i ta informacja w jaki sposób czytanie książki wpływa i zmienia ich życie. A jednocześnie, Ci ludzie też traktują nas jako autorytety. Przychodzą do nas pytać o zdanie, o opinię i z tym się liczą. To też jest ważne i to jest wielka odpowiedzialność. Bycie pisarzem i ta zgoda na bycie osobą bardziej publiczną. Może mnie nie rozpoznają na ulicy – &nbsp;też dlatego, że albo zmienię kolor włosów albo uczesanie, ale czasem piszą do mnie obcy ludzie i proszą mnie o opinię, o zdanie i naprawdę traktują mnie jako autorytet. Czytali moje książki, są ze mną, śledzą to co mówię o pisaniu, w jaki sposób się wypowiadam, w jaki sposób zachęcam i jakie rady im daję. Więc ta odpowiedzialność wiąże się z tym, że widząc, iż im to pomaga, po prostu bym chciała, żeby na świecie było więcej dobrych książek. I uważam, że każdy ma prawo napisać swoją książkę i nie wszyscy musimy być top of the top i tworzyć najlepsze bestsellery. Zresztą, umówmy się, że bestsellery literacko wcale nie są najlepsze.</p>
<h3>J: Z jakimi wyzwaniami wiąże się praca pisarza? Czy czujesz w jakiś aspektach odpowiedzialność za coś?</h3>
<p>E: Ja czuję odpowiedzialność za moich czytelników i treść moich książek. To jest mój wybór, decyduję się na to, żeby treść moich książek nie obrażała nikogo. Nie wypowiadam się nigdy na tematy polityczne i religijne. Chociaż gdybym chciała to oczywiście mogłabym i może kiedyś to zrobię. &nbsp;Piszę literaturę rozrywkową. To jest ambitna rozrywka, ale nadal jest tą literaturą społeczno-obyczajową. Bo jak będę chciała napisać esej polityczno-społeczny to też to zrobię. Jestem socjologiem z wykształcenia, więc potrafię i wiem, kiedy chcę i mogę zabrać głos publicznie w jakiejś ważnej opinii, w ważnej kwestii.</p>
<h3>J: A czy jak piszesz masz jakiś cel?</h3>
<p>E: Moim celem jest zawsze powiedzenie ludziom: możesz wszystko, ale zrób to z głową. Ja od zawsze mam taką misję dodawania ludziom wiary w siebie, wiary w swoje możliwości i też na tym polega praca ze mną przy pisaniu książki. Też czytelnikom chcę dać bardzo dużo wiary w swoje możliwości i to, że na każdym etapie swojego życia mogą coś jeszcze zmienić, poprawić albo zacząć od nowa. Ta misja, ta myśl mi przyświeca we wszystkich działaniach.</p>
<h3>J: A Ty zawsze wierzyłaś w swoje możliwości?</h3>
<p>E: Tak, ale to jest takie, że ja zostałam tak wyposażona, tak dostałam w pakiecie przy urodzinach, więc jestem absolutnie przeszczęśliwa i to nie jest jakaś cecha wypracowana. Spotykam często ludzi, którzy mają z tym problem i staram się im pomóc jak mogę, ale i jestem wdzięczna, że ja to dostałam i tak mam od zawsze. Nawet siebie nazywam „panną z dużym tupetem” i tak jest – &nbsp;ta wiara w siebie i to, że wszystko mogę. Ale mogę oczywiście zgodnie z szacunkiem, z moimi zasadami, i na moich wartościach. Nie przekraczam granic, które sama uważam za niestosowne. Natomiast w ten sposób ta wiara w siebie sprawiła, że stworzyłam dużą, prężnie działającą firmę w dziedzinie PR i ją zamknęłam. I to była wiara w siebie, bo zamknęłam i stwierdziłam, że jednak będę pisarką.</p>
<h3>J: Czemu ją zamknęłaś?</h3>
<p>E: Z dwóch powodów. Pierwszy powód był taki, że byłam kobietą w świecie mężczyzn i byłam w sytuacji takiej, że musiałam krakać jak wrona. Mnie nikt nie będzie mówił co i jak mam robić. Więc to był wybór, że jeśli chcę rozwijać firmę i dalej funkcjonować, to muszę grać według cudzych warunków, bo na moje warunki nie było miejsca i przestrzeni. Ja chciałam robić biznes zupełnie po swojemu. W związku z czym zamknęłam firmę i powiedziałam sobie, że ok, już wiem, że to potrafię, że jestem dobrą bizneswoman, fajnie to wiedzieć.</p>
<p>To co ja bym chciała teraz najbardziej robić w życiu? I oczywiście odpowiedź przyszła: pisać książki. Już miałam pierwszą książkę napisaną. Tylko wiesz, to nie jest tak, że książkę się pisze i ona idzie od razu do wydawnictwa. Swoje czekałam. 3 lata szukałam wydawcy. 3 lata książka była gotowa, dopiero potem została wydana a ja już pisałam drugą powieść.</p>
<h3>J: Czyli pewnie musisz pisać, być pisarzem, kochać pisanie, ale też być przedsiębiorcą?</h3>
<p>E: Tak, to jest bardzo dobre połączenie, bycie artystą i bycie przedsiębiorcą. Natomiast druga rzecz, która była dla mnie bardzo ważna, druga rzecz, dla której zdecydowałam się zamknąć firmę polegała na tym, że ja pisałam nocami, prowadziłam firmę 14 godzin na dobę a po nocach nie dosypiałam. Bo ja musiałam karmić artystę w sobie. Bo czułam, że ta artystka we mnie umrze, jeśli nie będę o nią dbać. Jak stanęłam przed wyborem czy to czy tamto, powiedziałam „Będę pisać, to jest dla mnie ważniejsze”. Musiałam wierzyć w siebie, w to, że mi się uda, żeby porzucić wszystko i zacząć z jednej wielkiej niewiadomej. To było 10 lat temu a dzisiaj jestem tu gdzie jestem.</p>
<h3>J: Mnie interesuje właśnie to, co było 10 lat temu. W jakim momencie wtedy byłaś? Byłaś wtedy bezpieczna, komfortowa, z oszczędnościami, z jaką wizją na przyszłość? Jaka byłaś wtedy, gdy podjęłaś taką decyzję?</h3>
<p>E: Nie, ja byłam w momencie tu i teraz. Oczywiście chciałam oszczędzać pieniądze, jak każdy mądry, rozsądny, zapobiegliwy Polak, ale nic z tego nie wyszło, bo wszystkie zaoszczędzone pieniądze wydawałam na podróże. Więc, skończyło się to tym, że miałam oszczędności wcale nie takie wielkie, przy tak dobrze działającej firmie. Podróży na koncie całkiem sporo za to i wrażeń i przeżyć. Natomiast byłam w sytuacji „tu i teraz”. Cały czas miałam jakąś wizję do momentu, kiedy postanowiłam zamknąć zupełnie firmę, że jednak będę ją rozwijać &#8211; tutaj jest potencjał, przestrzeń, moja przyszłość. I nagle odpowiedziałam sobie całkiem szczerze, że nie chcę tak spędzić reszty mojego życia. To był moment absolutnie niekomfortowy, moment wielkiego znaku zapytania, moment zaczynania od zera i tworzenia, wymyślania wszystkiego od nowa. To było takie konstruowanie samolotów w locie. Postanowiłam podjąć to wyzwanie wierząc, że mi się uda.</p>
<h3>J: Udało się. Planujesz kolejną książkę?</h3>
<p>E: Tak, planuję kolejną książkę, jestem w trakcie jej tworzenia. To już nawet nie jest planowanie, to już jest konkretne działanie. Ale ja planuję więcej książek, bo teraz mówimy o książkach moich, a ja mówię o książkach wszystkich cudownych kobiet, które ze mną pracują.</p>
<h3>J: Planujesz swoje książki i oprócz tego, jesteś taką szczęściarą. Jesteś taką „matką chrzestną” innych tytułów, więc dużo rzeczy dzieje się w Twoim życiu kreatywnym.</h3>
<p>E: Tak, zgadzam się. Dla mnie też ważne było, w całym tym momencie, 10 lat temu – a dopiero niedawno doszłam do tego, że to się zrealizowało, ja to zrealizowałam – &nbsp;złożenie pewnych okoliczności, że wszystko co robię, zawodowo i zarobkowo jest dla mnie inspiracją do pisania i tworzenia i rozwija mnie jako twórcę. Taki był mój cel, takie było moje marzenie 10 lat temu i teraz mogę powiedzieć, że moje życie dokładnie w ten sposób wygląda. Właśnie tak to jest. Świetnie, że mnie przyłapałaś w tym momencie i wydobyłaś ze mnie tą deklarację, którą też musiałam sobie powiedzieć na głos. Będę dzisiaj świętować – otwieram szampana wieczorem.</p>
<h3>J: Brawo, możemy wirtualnie wypić dzisiaj szampana. Albo nie, ja poczekam na Twoją książkę, dopiero wtedy napiję się szampana z Tobą. Edyta, na sam koniec chciałabym zadać Ci takie pytanie: Powiedziałyśmy o tym, że jesteś matką chrzestną bardzo wielu książek. Powiedz, jak ktoś trafia na taki moment w życiu, gdzie sobie uświadamia, że faktycznie na pewno to, co chce teraz robić to pisać książki, chce poświęcić swoje życie pisaniu, to jest dla niego ważne. Być może, ktoś robił do tej pory coś zupełnie innego, ale w końcu sobie uświadamia, że ok, to jest przełomowy moment, zaczyna od nowa. Czy można tak po prostu przekwalifikować się na pisarza?</h3>
<p>E: To jest bardzo trudne pytanie: czy można przekwalifikować się na pisarza nie pisząc wcześniej, tego nie wiem. Myślę, że to może być trudne, bo nie wszyscy mają łatwość pisania. Wielu z nas ma łatwość opowiadania, gawędziarstwa, natomiast z pisaniem bywa trudniej, bo nie trenujemy tej umiejętności od dzieciństwa. Jeśli ktoś, ma z tym większą trudność, to oczywiście wymaga to więcej czasu. Myślę, że mogę to skonkludować, na przykładzie jednej cudownej kobiety, z którą pracuję. Ona pisze książkę. Ta książka jest ważna w jej życiu. Ona nie ustawiła sobie deadline, nie pisze tego dla pieniędzy. Natomiast ma dysortografię i dysleksję. To jest osoba, o której byś pomyślała &#8211; ostatnia osoba, która powinna coś w życiu pisać…</p>
<h3>J: Nie, ja też mam.</h3>
<p>E: No widzisz, czyli mogłabyś ze mną napisać książkę.</p>
<h3>J: Nauczyłam się radzić sobie z tą trudnością, nauczyłam się z nią żyć i wypracowałam sobie pewne mechanizmy zastępcze, które sprawiają, że jestem w stanie coś napisać.</h3>
<p>E: No i świetnie, gratuluję. Natomiast ja nie szlifuję z nią pisania. Ja szlifuję z nią historię i opowieść. Opowiem Ci w dużym skrócie. Słuchając jej podczas pierwszej rozmowy, konsultacji, przed przystąpieniem do mojego projektu – ona powiedziała tak „Marzę o tym, żeby napisać książkę, ale nie mogę pisać”, i ja powiedziałam tak: „Świetnie, stworzysz książkę, wymyślisz, ułożysz całą historię i ją nagrasz. Nagrasz ją, zrobisz z tego transkrypcję, zrobisz z tego redakcję i masz książkę”.</p>
<h3>J: Czyli otwarta głowa… i szukanie rozwiązań?</h3>
<p>E: Dokładnie, fajnie, że powiedziałaś to. Myślę, że to nam podsumowuje naszą całą rozmowę. To, co mi ułatwia życie, pomaga mi podróżować, być mobilną i spełniać swoje marzenia i sięgać tam, gdzie sięgam, być tu gdzie jestem, to jest też to, że ja potrafię rozwiązywać problemy. Szybko i tu i teraz. I to robię w pracy z moimi piszącymi kobietami. Też rozwiązuję ich problemy. I też rozwiązuję swoje problemy w życiu. Bo nic tak naprawdę nie jest problemem. Ja wiem, że cokolwiek się zdarzy to jest po prostu pewna przeszkoda, moment, wyzwanie. Ja wiem, że to minie.</p>
<h3>J: Edyta, dziękuję Ci za rozmowę, powiedz jeszcze, gdzie można Cię znaleźć w Internecie?</h3>
<p>E: W Internecie to raczej zapytaj, gdzie nie można mnie znaleźć. Jestem bardzo aktywna tam, gdzie mnie potrzebują a potrzebują mnie właśnie kobiety piszące. To są coache, ekspertki, blogerki, trenerki, edukatorki. W tych grupach kobiecych związanych z online biznesem. W środowiskach cyfrowych nomadów. Jestem na Facebooku z moim imieniem i nazwiskiem jako Edyta Niewińska, mam również fanpage więc bez względu na to, gdzie traficie można mnie znaleźć po mojej twarzy, po zdjęciu. Ja się nie ukrywam pod żadnymi maskami, za żadnymi fotkami i innymi rzeczami. Można mnie znaleźć na stronie <a href="http://edytaniewinska.com/">edytaniewińska.com</a>. Można tez znaleźć moje projekty, warsztaty, mastermindy, mentoring, wszystko zawsze jest zakończone &#8220;Edyta Niewińska&#8221;. Po prostu imię i nazwisko to jestem ja, to jest moja marka.</p>
<h3>J: Dzięki, Edyta. Do następnej książki!</h3>
<h2>Jesteś&nbsp;z nami? &nbsp;</h2>
<ol>
<li>
<h4>Spotkajmy się w grupie&nbsp;<strong><a href="https://www.facebook.com/groups/cyfrowinomadzi/" target="_blank" rel="noopener">Cyfrowi Nomadzi&nbsp;</a></strong>na Facebooku!</h4>
</li>
<li>
<h4>Podłącz się do nas na&nbsp;<a href="https://www.facebook.com/cyfrowinomadzipl/" target="_blank" rel="noopener"><strong>Fanpage’u Cyfrowych Nomadów</strong>.</a></h4>
</li>
<li>
<h4><strong>Zapisz się poniżej do newslettera:</strong>&nbsp;narzędzia, wskazówki i zaproszenia na darmowe warsztaty online.</h4>
</li>
<li>
<h4><b>Ty głosujesz na najlepsze treści w blogosferze. &nbsp;Udostępnij,&nbsp;</b>jeśli podobał Ci się wywiad z Edytą.</h4>
</li>
</ol>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/ultramobilnie-1/">Książki pisane w podróży – wywiad z Edytą Niewińską</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.cyfrowinomadzi.pl/ultramobilnie-1/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jak zarabiać online na pasji do biznesu, książek i podróży – wywiad z Jankiem o kindle publishingu</title>
		<link>https://www.cyfrowinomadzi.pl/jak-zarabiac-online-na-pasji-do-ksiazek/</link>
					<comments>https://www.cyfrowinomadzi.pl/jak-zarabiac-online-na-pasji-do-ksiazek/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Yusti]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 21 Jun 2017 13:26:44 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Praca zdalna]]></category>
		<category><![CDATA[Wywiady]]></category>
		<category><![CDATA[amazon]]></category>
		<category><![CDATA[biznes online]]></category>
		<category><![CDATA[kindle publishing]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.cyfrowinomadzi.pl/?p=4739</guid>

					<description><![CDATA[<p>Janka poznałam w Tajlandii, w Chiang Mai. Zaskoczyła mnie jego pomysłowość, bo pokazał mi, jak zarabiać online w dość niestandardowy sposób – publikuje książki i sprzedaje je m.in. na Amazonie. Wywiad ten powstał w dniu wyznaczającym równo trzy lata, odkąd [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/jak-zarabiac-online-na-pasji-do-ksiazek/">Jak zarabiać online na pasji do biznesu, książek i podróży – wywiad z Jankiem o kindle publishingu</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div id="fb-root"></div>
<h1>Janka poznałam w Tajlandii, w Chiang Mai. Zaskoczyła mnie jego pomysłowość, bo pokazał mi, jak zarabiać online w dość niestandardowy sposób – publikuje książki i sprzedaje je m.in. na Amazonie. Wywiad ten powstał w dniu wyznaczającym równo trzy lata, odkąd rzucił pracę i zdecydował się robić to, o czym marzył od liceum – rozwinąć swój biznes online i podróżować.</h1>
<h3>Trzy lata temu odszedłeś z pracy z silnym postanowieniem, żeby już nigdy nie pracować w biurze… Wiedziałeś już wtedy, jak zarabiać online?</h3>
<p>Tak, dokładnie trzy lata temu, miałem wtedy 24 lata. Zanim ostatecznie zdecydowałem się na odejście i skupienie się na własnym biznesie, przez jakieś dwa miesiące miotałem się, rozważając wszelkie „za” i „przeciw”. Już od liceum marzyłem o tym, by prowadzić własny biznes, choć nie wiedziałem jeszcze wtedy, że będzie to biznes online, a mimo tego, kiedy przyszło mi podjąć decyzję, miałem mnóstwo lęków, obaw i wątpliwości.&nbsp;</p>
<p>Początkowo pracowałem równolegle – miałem pracę w biurze, a po godzinach poświęcałem 3–4 godziny dziennie na rozwijanie biznesu. Już wtedy miałem wystarczająco dużo wiedzy i już po pół roku od startu mój projekt zaczął przynosić mi większe dochody niż praca.</p>
<h3>Potrafisz przypomnieć sobie jakiś impuls, który popchnął Cię do rzucenia pracy?</h3>
<p>W moim życiu było kilka takich momentów, w których poczułem, że coś jest nie tak. Miałem wiele sytuacji jasno pokazujących mi, w jaki sposób nie chcę żyć i do czego nie chcę dążyć.</p>
<p>A do tego fakt, że już w gimnazjum zarobiłem pierwsze pieniądze przez Internet, nie dawał mi spokoju. Jeszcze zanim zacząłem swój obecny biznes online, poznałem mnóstwo osób, które nigdy nie poszły nawet na studia, a jednak żyły w sposób dużo bogatszy niż ludzie idący przez życie reklamowaną i często narzucaną przez społeczeństwo ścieżką.</p>
<p>Z drugiej strony, widziałem też, jak żyją moi rodzice oraz rodzice moich kolegów i chciałem od tego uciec. Sam też nie poznałem zbyt wielu szczęśliwych posiadaczy wieloletnich kredytów, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie jest to rozwiązanie dla mnie. Wśród tych chodzących codziennie do biura, do pracy, za którą nie przepadają, również nie jest lepiej. Wszyscy mieli kwaśne miny. To mi dało do myślenia.</p>
<p>Poza tym wszystkie prace, których podejmowałem się w życiu, a było ich naprawdę sporo – od bezpośredniej sprzedaży perfum od drzwi do drzwi w liceum, malowania płotów i pracy w piekarni w Niemczech, po obsługę klienta w sklepie internetowym, aż do rekrutowania specjalistów wysokiego szczebla – dawały mi przejmujące poczucie klaustrofobii i braku kontroli nad moim życiem.</p>
<p>Co ciekawe, moja o siedem lat starsza siostra, mieszkająca w Hiszpanii, zawsze miała podobnie. Rok przed moim odejściem z pracy zaczęła interesować się tym, jak zarabiać online i szybko odniosła pierwsze sukcesy. Była wtedy moją nauczycielką i wielką inspiracją. Od tamtego czasu uczyliśmy się od siebie nawzajem, razem przeszliśmy bardzo długą drogę.</p>
<p>Ostateczną decyzję pomogła mi jednak podjąć szefowa, która po roku pracy na umowie śmieciowej uroczyście zaproponowała mi stałe stanowisko za pieniądze, których nie miałbym odwagi zaoferować nawet psu z kulawą nogą. Niesympatycznie, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że pracując w tej firmie, wygenerowałem umowy na łącznie około 100 tysięcy złotych (z czego zobaczyłem aż 0 zł z wcześniej zapowiadanych prowizji), ale za to dostałem uścisk dłoni i niejedną pochwałę. Poprosiłem więc o podwyżkę i o dziwo, dostałem ją! Była to jednak raczej obraźliwa kwota, w zamian za dużo większą odpowiedzialność i mniej czasu na mój biznes. Do tego wszystkiego doszedł jeszcze fakt nieszczerości mojej byłej szefowej i manipulacji psychologicznych, jakie stosowała wobec pracowników. Trzy dni później odszedłem.</p>
<p><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/cyfrowy-nomadyzm/nicea4/" rel="attachment wp-att-4750"><img loading="lazy" class="aligncenter wp-image-4750 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/Nicea4.jpg" alt="Jak zarabiać online na publikacji książek" width="1280" height="831" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/Nicea4.jpg 1280w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/Nicea4-600x390.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/Nicea4-300x195.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/Nicea4-1024x665.jpg 1024w" sizes="(max-width: 1280px) 100vw, 1280px" /></a></p>
<h3>Mówisz, że praca biurowa nie jest Ci pisana. Co tak bardzo Ci się w niej nie podobało?</h3>
<p>Rozumiem, że niektórzy naprawdę uwielbiają swoją pracę i nie mogą doczekać się poniedziałku. Rozumiem też, że biznes online nie jest dla każdego i że wiele osób nie odnalazłoby się w trybie codziennego podejmowania ważnych decyzji samodzielnie.</p>
<p>Z drugiej strony, ciągle mam w pamięci liczne biurowe refleksje z cyklu „kiedy szef nie słucha”. Rozmowy o tym, jak popieprzone jest to, żeby wymieniać pięć dni życia na dwa dni wolnego (z uwzględnieniem przerażającego „niedziela wieczorem”), że prawie całe życie i najlepsze jego lata spędzamy w pracy, że nie możemy mieć wolnego wtedy, kiedy akurat znajdziemy dobrą ofertę wakacji lub tani bilet, bo… szef nie pozwoli.</p>
<p>Rozmowy o tym, że pieniędzy ciągle za mało, że tu ciśnie, a tam uwiera, że klienci tacy denerwujący, że dopiero wtorek, a do piątku jeszcze daleko, że weekend taki krótki, że zaraz znów poniedziałek, że z dziećmi nie ma kiedy się pobawić… „Patrz Kasiu, za oknem już ciemno, a może za kilkanaście lat uda się polecieć z mężem na Seszele chociaż na tydzień, każdy dzień jest taki sam, wydaje mi się, że dopiero wczoraj przyszłam tutaj pracować a to już sześć lat! Boże, już za siedemnaście lat spłacimy mieszkanie, a gdyby tak tylko mieć jakiś pomysł wart miliony, a gdyby tak w lotka się udało…”.</p>
<p>Jednak nikt się nie kwapił, żeby cokolwiek z tym zrobić. „Tak już musi być, takie jest życie, taki los, musimy się z tym pogodzić”. No i cześć, zaczynamy kolejny zajebiście szczęśliwy tydzień, miesiąc, rok.</p>
<p>Największą ambicją większości było wymienić zabijającą duszę pracę na inną pracę, z takimi samymi cechami, ale za to lepiej płatną (czyt.: więcej stresu, więcej odpowiedzialności, większa dyspozycyjność, jeszcze więcej zmarnowanego czasu, ale za to można dojechać do biura lepszym samochodem, dopisać sobie trzy literki na wizytówce i zamienić dwa tygodnie rocznie nad Bałtykiem na dwa tygodnie na Dominikanie albo kupić większy telewizor).</p>
<h3>Pamiętasz ten moment odejścia? Jak zmieniło się potem Twoje życie?</h3>
<p>Po dwóch tygodniach celebrowania wolności skupiłem się w pełni na tym, co było do zrobienia. Przestałem wychodzić na piwo, rower, siłownię, ławkę w parku, do klubu, pubu i wszędzie indziej. Znajomi myśleli, że umarłem. Albo może, że dopiero wtedy odkryłem internetową pornografię. Tak czy inaczej, była to najlepsza decyzja w moim życiu, bo w końcu mogłem się skupić na tym, co dawało największe efekty i odciąć się od wszystkiego innego, co spotęgowało rezultaty wręcz lawinowo.</p>
<p>Po kilku miesiącach bardzo intensywnej pracy wyprowadziłem się z Polski na Lazurowe Wybrzeże. Od tego czasu mieszkałem w Nicei, Walii i Tajlandii. Teraz jestem na Bali w Indonezji. Przed wyjazdem do Azji kupiłem mieszkanie w Polsce, bez kredytów. W międzyczasie również sporo podróżowałem.</p>
<p>Niesamowitym efektem ubocznym jest jednak poznanie (osobiście oraz przez Internet) dziesiątek, jeśli nie setek ludzi, którzy zrobili to samo co ja. Zrobili to samo, zamiast zastanawiać się latami i chować głowę w piasek, czekając na ten magiczny dzień, kiedy wszystko się zmieni, na oryginalny pomysł, na kolejną podwyżkę o szalone 300 złotych brutto po kilku latach pracy. To są ludzie, którzy chcieli wolności w perspektywie kilku najbliższych lat, a nie w mitycznym „gdzieś, kiedyś”, na emeryturze, jako stary człowiek biegający po lekarzach z laską w dłoni, zamiast młody, biegnący z laską (albo ciachem) u boku <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/13.0.1/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<h3>Mógłbyś powiedzieć coś więcej o ludziach z podobnymi przekonaniami, których poznałeś w ciągu tych trzech lat? Czy dowiedziałeś się od nich czegoś o tym, jak zarabiać online?</h3>
<p>Przez te trzy lata poznałem dwudziestolatków zarabiających tysiące dolarów dziennie na sklepach działających w modelu dropshippingowym, ludzi w moim wieku koszących po 100 tysięcy złotych miesięcznie na wydawnictwach internetowych, milionerów przed trzydziestką zajmujących się affiliate marketingiem, Polaka, który cztery lata temu zmywał gary w UK, a w grudniu zeszłego roku zarobił na czysto 80 tysięcy złotych ze sprzedaży na Amazonie (wszystkie pieniądze ładował w edukację i biznes zamiast w imprezy i bzdury).</p>
<p>Poznałem również wpływowych YouTuberów, ludzi handlujących kryptowalutami, dziewczyny i facetów prowadzących agencje marketingowe i doradztwa SEO warte setki tysięcy dolarów, jednocześnie podróżujących po świecie z plecakiem, w bezrękawniku i w japonkach… I mógłbym tak wymieniać przez cały dzień. To normalni ludzie robiący normalne rzeczy, nikt z nich nie wynalazł PayPala ani Facebooka. Nie, nie wszyscy aż tyle zarabiają. Ale wszyscy są wolni i prawdopodobnie w ciągu kilku najbliższych lat zaczną zarabiać niepomiernie więcej.</p>
<p><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/cyfrowy-nomadyzm/kl-night/" rel="attachment wp-att-4741"><img loading="lazy" class="aligncenter size-full wp-image-4741" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/KL-Night.jpg" alt="" width="3872" height="2592" /></a></p>
<h3>Tego typu historie mogą wpędzić w kompleksy, bo nie każdemu udaje się w krótkim czasie dojść do takich efektów…</h3>
<p>Nie każdemu, ale to naprawdę otwiera oczy i pokazuje, ile możliwości dookoła tylko czeka, żeby je wykorzystać. Różnica pomiędzy tymi ludźmi a resztą jest najprawdopodobniej taka, że ci pierwsi nigdy nie uwierzyli w to, że rząd albo ktokolwiek zapewni im cokolwiek. Potraktowali zakończenie studiów albo liceum jako skromny początek edukacji, a nie jej szumny koniec.</p>
<p>Dla większości z nich praca była sposobem na odkładanie pieniędzy na swój własny biznes online, a nie furtką do konsumpcyjnego trybu życia. Ograniczyli bzdury i „czasozżeracze” do minimum, żeby poświęcić czas na to, co naprawdę istotne. Wzięli sprawy w swoje ręce, zamiast dryfować z prądem rzeki, czekając, aż dopłyną do ogromnego wodospadu…</p>
<h3>A jeśli ktoś się zastanawia, głowi, czeka latami na pomysł&#8230;</h3>
<p>Taki idealny czas nigdy nie nadchodzi. Niektórzy zdają się odkładać proaktywność w nieskończoność, czekając na odpowiednie ustawienie Marsa z Merkurym…</p>
<p>Moja mała rada: ruszcie w końcu dupę, młodsi już nie będziecie. W wieku 40 lat nie będzie chciało się Wam bardziej niż w wieku 25, najprawdopodobniej będziecie mieli mniej sił i energii, możliwe, że również mniej czasu i więcej zobowiązań. Żadna superokazja sama do Was nie przyjdzie. I ani PiS, ani Platforma, ani Nowoczesna, ani Kasjopejanie też nie pomogą…</p>
<p>Praca za granicą też najprawdopodobniej wiele nie zmieni. Więcej zarobicie, więcej wydacie, a dwa dni wolnego w tygodniu i dwa tygodnie wolnego w roku będzie dalej tam, gdzie było. Można i da się, choć to wymaga wiedzy o tym jak zarabiać online.</p>
<p>Nie jest łatwo, bo przedsiębiorczość to ciągłe rozwiązywanie problemu za problemem i nieraz chce się wyć do księżyca i walić łbem w ścianę. I zazwyczaj jest się na tej drodze samemu, ale zdecydowanie jest warto. Nawet nie potrafię opisać jak bardzo.</p>
<p>Z perspektywy czasu widzę, że decyzja o rzuceniu pracy i skupieniu się w stu procentach na biznesie była jedną z lepszych, jeśli nie najlepszą decyzją, jaką podjąłem w życiu. Chcę powiedzieć, że tego, jak budować dochodowy biznes, można się dziś nauczyć samemu i nie trzeba wcale odkrywać Ameryki albo mieć rozwiązania unikalnego na skalę światową.</p>
<h3>Na pewno nie było łatwo łączyć stacjonarną pracę z rozwijaniem biznesu po godzinach…</h3>
<p>Uwierz mi, po ośmiu godzinach w pracy przed komputerem i godzinie powrotu do domu nie chciało mi się siedzieć kolejnych kilka godzin przy kompie, gdy zaczynałem. Fajniej byłoby wyjść na piwo albo obejrzeć serial. Doba ma tylko 24 godziny, więc przestałem też chodzić na siłownię, przez co straciłem to, co wcześniej wyrobiłem ciężką pracą.</p>
<p>Straciłem również kontakt z kilkoma znajomymi, bo odmawiałem prawie wszystkich wyjść na piwo, na wódkę, do klubu, pubu i tak dalej. Weekendy również wolałem poświęcać na rozwijanie biznesu. Tak naprawdę pracowałem jak szalony, a jedynym odpoczynkiem były wieczorne spacery albo krótkie wypady za miasto z moją dziewczyną.</p>
<h3><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/cyfrowy-nomadyzm/nicea2/" rel="attachment wp-att-4747"><img loading="lazy" class="aligncenter wp-image-4747 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/Nicea2.jpg" alt="Jak zarabiać online na publikacji książek, kindle publishing, amazon." width="1280" height="842" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/Nicea2.jpg 1280w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/Nicea2-600x395.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/Nicea2-300x197.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/Nicea2-1024x674.jpg 1024w" sizes="(max-width: 1280px) 100vw, 1280px" /></a></h3>
<h3>Jak wyglądały te dni, kiedy zaczynałeś? Twój projekt rozkręcał się w wystarczającym tempie, by zarobić na rachunki na Lazurowym Wybrzeżu?</h3>
<p>Przez pierwszy rok pracowałem nieraz po 10 lub 14 godzin dziennie. Wiedziałem, że nic nie jest dane mi na stałe i że pomimo początkowych sukcesów muszę pracować jak najwięcej, bo konkurencja nie śpi, a Lazurowe Wybrzeże jest bardzo drogie. Myślę jednak, że przeprowadzka w droższe, a nie tańsze miejsce była bardzo dobrą motywacją.</p>
<p>Z drugiej strony, praca w mieszkaniu w Nicei w krótkich spodenkach przy otwartym balkonie, kiedy w Polsce ludzie biegali w czapkach i szalikach, była zazwyczaj przyjemnością, zwłaszcza w zestawieniu z rzeczami, którymi zajmowałem się wcześniej.</p>
<p>Nieraz musiałem rozwiązywać różne problemy i poświęcać czas na aktywności, których nie lubiłem – od tego się nie ucieknie – natomiast w głowie towarzyszyła mi ta myśl: „buduję swoją przyszłość, zarabiam na siebie, a nie szefową lub szefa, mieszkam w pięknym miejscu i na zawsze zmieniam swoje życie, to wszystko zmienia”.</p>
<p>Podoba mi się też świadomość, że gdyby nastąpił teraz kryzys ekonomiczny i zrównał z ziemią wszystko, co stworzyłem, to najpiękniejsza w drodze, którą obrałem, jest świadomość, że się da. To namacalne rezultaty w życiu moim i ludzi dookoła. To procesy zmieniające ludzkie życia o 180 stopni. Wiem już, co taki wybór za sobą niesie, a zdobytego doświadczenia nikt mi nie zabierze.</p>
<p>Wiem, że jedyną drogą do życia, które kocham, jest biznes, więc gdyby jakiś kryzys zmiótł to, co zbudowałem, z powierzchni ziemi, to następnego dnia albo zbudowałbym kolejny, albo umarłbym próbując, bo nie ma innych opcji. A taka wiedza to już bardzo dużo, zwłaszcza w młodym wieku. Poznałem ludzi z taką samą historią, robiących podobne rzeczy, myślących w podobny sposób, przez co z coraz większą przykrością patrzę, jak wiele osób marnuje swój potencjał. Ludzie często zamiast zwracać uwagę na możliwości, piętrzą przed sobą przeszkody, często zresztą fikcyjne.</p>
<p><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/cyfrowy-nomadyzm/koh-lipe/" rel="attachment wp-att-4744"><img loading="lazy" class="aligncenter size-full wp-image-4744" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/Koh-Lipe.jpg" alt="" width="3831" height="2544" /></a></p>
<h3>Połączyłeś w biznes online dwie z Twoich największych pasji – pasję do biznesu i miłość do książek. Mógłbyś przybliżyć, jak to się stało i czym się dokładnie zajmujesz?</h3>
<p>Prowadzę firmę wydawniczą. Głównie zajmuję się wydawaniem e-booków, audiobooków i książek papierowych na rynkach anglojęzycznych, ale również w Europie, Brazylii, Japonii, Indiach i w kilku innych miejscach. Korzystam z różnych kanałów sprzedaży, nie tylko z Amazona.</p>
<p>Książki kocham, od kiedy tylko sięgam pamięcią. Za każdym razem, kiedy za dzieciaka odwiedzaliśmy dziadków we Wrocławiu, męczyłem mamę, żeby zabrała mnie do jednej z tych wielkich księgarni, gdzie potrafiłem spędzić kilka godzin i ciężko było mnie stamtąd wyciągnąć. Uwielbiałem nawet sam zapach książek. Na szczęście moja mama miała to samo „skrzywienie”, więc dobrze się dogadywaliśmy.</p>
<p>W szkole moimi ulubionymi przedmiotami były język angielski, polski i historia, więc wszystko to sensownie złożyło się w jedną całość. Z wykształcenia jestem socjologiem, ale tylko licencjatem. Szybko dostrzegłem bezsens edukacji na tego typu kierunkach i pomimo że temat naprawdę mnie interesował, to chciałem jak najszybciej opuścić mury uczelni i zacząć zarabiać. I podróżować.</p>
<p>Podróżowanie zawsze było moim drugim „ja”. Natomiast socjologia w pewnym stopniu zbiega się z tematyką wydawanych przeze mnie książek, a wiedza, czy może raczej świadomość uzyskana na tych studiach również pomaga w marketingu i reklamie.</p>
<p>Na chwilę obecną dużą część mojego czasu pochłania właśnie marketing i wprowadzanie do sprzedaży nowych tytułów oraz re-promocje starszych książek.</p>
<h3>A jak wygląda teraz Twój dzień? Masz jakiś rytm dnia, którego się trzymasz?</h3>
<p>W okresie rozkręcania biznesu wstawałem zazwyczaj około 6 lub 7 rano, medytowałem 20 minut, robiłem jakieś ćwiczenia (np. pompki), następnie brałem prysznic, jadłem śniadanie i… praca przez cały dzień, aż do późnego popołudnia, a nieraz wieczora. Czasem robiłem sobie wolne i zwiedzałem przepiękne okolice Nicei albo szedłem na cały dzień na plażę. Czasami pozwalałem sobie na luźniejsze dni i pracowałem po 2–3 godziny, ale raczej rzadko.</p>
<p>Obecnie od grudnia żyję w podróży, więc wygląda to trochę inaczej. Wstaję później, pracuję po 4–6 godzin dziennie w biurach coworkingowych lub kawiarniach. Po pracy czytam książki, robię zdjęcia, zwiedzam, spotykam się ze znajomymi i robię na co tylko mam ochotę. W Azji odpadają też pranie, prasowanie i rozwieszanie, gotowanie, zmywanie, sprzątanie kuchni, robienie zakupów spożywczych, za co kocham Tajlandię, Malezję i Indonezję, więc mam więcej czasu na pracę i rozrywkę.</p>
<p><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/cyfrowy-nomadyzm/tajlandia-z-telefonu-laptop/" rel="attachment wp-att-4756"><img loading="lazy" class="aligncenter wp-image-4756 size-full" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/Tajlandia-z-telefonu-laptop.jpg" alt="Jak zarabiać online na publikacji książek - Kindle Publishing, Amazon." width="1268" height="951" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/Tajlandia-z-telefonu-laptop.jpg 1268w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/Tajlandia-z-telefonu-laptop-600x450.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/Tajlandia-z-telefonu-laptop-300x225.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/Tajlandia-z-telefonu-laptop-1024x768.jpg 1024w" sizes="(max-width: 1268px) 100vw, 1268px" /></a></p>
<h3>Jakie są Twoje plany podróżnicze na najbliższy czas?</h3>
<p>Jeśli chodzi o podróże, to chciałbym zjechać całą Azję wzdłuż i wszerz. Myślę, że jeśli miałbym gdzieś osiąść, to właśnie w Azji, więc niejako szukam nowego miejsca do życia. &nbsp;Myślę też o podróży dookoła świata. Mam stąd blisko do Australii, skąd z kolei mógłbym polecieć do Ameryki Południowej, którą odwiedziłem już w 2013 roku, ale tylko na miesiąc. Oprócz tego planów podróżniczych mam sto kilogramów – mógłbym o nich pisać godzinami.</p>
<p>Swoją drogą, z Ameryką Południową też wiąże się pewna inspiracja – poleciałem tam z kolegą, którego poznałem w gimnazjum, a z którym odnowiłem kontakt na kilka miesięcy przed wspólnym wyjazdem do Peru i Boliwii. Kiedy podróżowaliśmy, nie miałem jeszcze żadnego dochodu online, a jedynie trochę odłożonych pieniędzy z pracy w Niemczech i w jednym z polskich biur. Tymczasem mój kolega miał mały biznes SEO, na którym zarabiał od siedmiu do dwudziestu tysięcy złotych miesięcznie w prawie zupełnie pasywny sposób. Pamiętam, że siedzieliśmy obok siebie z komputerami w jednym z hosteli i akurat rzuciłem okiem na jego laptopa, kiedy wyszedł do toalety. Miał wyświetlone faktury z NetSales i innych kanałów marketingu afiliacyjnego. Zrobiło to na mnie niesamowite wrażenie, bo kiedyś wydawało mi się, że kolega zapewne sprzedaje chińskie majtki na Allegro, a tymczasem zarabiał dobre pieniądze. Przez miesiąc podróży zarobił kilkanaście tysięcy złotych, a spędził przy komputerze może łącznie osiem godzin. Również za jego sprawą przeczytałem wtedy książkę „Fastlane milionera” autorstwa MJ DeMarco, którą wszystkim gorąco polecam (polskie tłumaczenie nie należy do najlepszych, polecam przeczytać tę książkę po angielsku). Wiele się z niej nauczyłem o tym, jak budować swój biznes.</p>
<h3>&nbsp;<a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/cyfrowy-nomadyzm/phangan_00006/" rel="attachment wp-att-4754"><img loading="lazy" class="aligncenter size-full wp-image-4754" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/Phangan_00006.jpg" alt="" width="1280" height="857" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/Phangan_00006.jpg 1280w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/Phangan_00006-600x402.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/Phangan_00006-300x201.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/Phangan_00006-1024x686.jpg 1024w" sizes="(max-width: 1280px) 100vw, 1280px" /></a></h3>
<h3>Na czym się skupiasz teraz w swoim biznesie? Jak zamierzasz go rozwijać?</h3>
<p>Planuję rozbudować swoją listę mailingową do ogromnych rozmiarów i upewnić się, że jest w pełni aktywna i responsywna. Oczywiście chcę wydać jak najwięcej wartościowych tytułów, które będą podobać się czytelnikom, i dalej nawiązać kontakty w branży.</p>
<p>Chcę również zbudować od zera kolejny biznes w branży self-publishingu, rozwiązujący problemy w tej niszy. Niemniej jednak do trzydziestego bądź trzydziestego piątego roku życia mam nadzieję osiągnąć swoje cele i być może sprzedać ten biznes za duże pieniądze, podobnie jak zrobiło wiele osób, które na swojej drodze poznałem. Doszły do momentu, w którym praca jest dla nich jedynie formą rozrywki, a cały swój czas mogą poświęcić na swoje pasje, nie zważając na to, czy będzie ona dawać pieniądze czy nie, bądź też na rodzinę czy działalność charytatywną.</p>
<p>Janek z Zielonej Góry, lat 27, który wolałby chciałby pozostać anonimowy (gwarantuję, że jest postacią prawdziwą i jest wśród nas).</p>
<p>Fot. materiały dostarczone przez rozmówcę.</p>
<h2>Jesteś&nbsp;z nami? &nbsp;</h2>
<ol>
<li>Spotkajmy się w grupie <a href="https://www.facebook.com/groups/cyfrowinomadzi/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Cyfrowi Nomadzi </a>na Facebooku!</li>
<li>Podłącz się pod źródło inspiracji z&nbsp;<a href="https://www.facebook.com/cyfrowinomadzipl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Fanpage&#8217;a Cyfrowych Nomadów.</a></li>
<li>Głodny/a solidnej porcji wiedzy? Sprawdź moje <a href="http://sklep.cyfrowinomadzi.pl/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">kursy i szkolenia</a>.</li>
</ol>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/jak-zarabiac-online-na-pasji-do-ksiazek/">Jak zarabiać online na pasji do biznesu, książek i podróży – wywiad z Jankiem o kindle publishingu</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.cyfrowinomadzi.pl/jak-zarabiac-online-na-pasji-do-ksiazek/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>16</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
