Przyjechałam na Bali stęskniona za zielenią i oceanem, w miesiąc po tym jak w Chiang Mai zaczęły się męczące upały. Trafiam akurat na koniec pory deszczowej, która mimo tego, że gdy na Bali pada deszcz, to naprawdę pada, tutaj ma to swój wyjątkowy urok.
Zanim przyjechałam Bali kojarzyło mi się z niezwykłą i bujną tropikalną roślinnością, polami ryżowymi i tajemniczymi ceremoniami. W środku tego zalazłam miejscowość Canggu, która okazała się połączeniem hipisowskiej i surferskiej wioski z interesującym nomadycznym hot spotem.
Spędziłam te dwa miesiące pracując mniej niż zwykle za to spędzając mnóstwo czasu na wylegiwaniu się przy basenie z nowo poznanymi koleżankami, codziennie ćwicząc jogę we wszystkich możliwych odmianach, chodząc na warsztaty, uczestnicząc w eventach na wszelkie cyfrowe i online’owe tematy i oglądając wyjątkowo zachwycające tutaj zachody słońca.

Wschód słońca na wulkanie Gunung Batur. Przede mną wulkan Agung z jeziorem poniżej, nad którym unoszą się chmury, a za nim tafla oceanu. Słońce wschodzi dokładnie nad wulkanem Rinjani (3726 m n.p.m.) leżącym na sąsiedniej wyspie Lombok.

Na Bali dołączył do mnie Microsoft Surface Pro – od teraz lekki tablet z klawiaturą zamiast laptopa.
Przyjeżdżając na Bali już na lotnisku musimy podjąć decyzję o tym jak długo zostajemy. Tutaj mamy do wyboru dwie możliwości:
Wskazówka: wypłać z bankomatu jakieś pieniądze na start już na lotnisku (1-2 miliony IDR).
Kolejna rzecz, z którą przyjedzie nam się zmierzyć to taksówka. Na Bali działa mafia taksówkowa, dlatego zamówienie taksówki nie należy do najprzyjemniejszych. Spodziewaj się tłumu taksówkarzy polujących na Ciebie i Twój portfel już w hali odlotów.
Tutaj również są co najmniej dwie możliwości:
Jeśli po drodze taksówkarz wymyśli jakąś historię i będzie chciał od Ciebie wyciągnąć więcej, po prostu go zbyj. Balijczycy są raczej ustępliwi i nie mają w zwyczaju się kłócić. Zapłać tyle, ile ustaliłeś na lotnisku. Na Bali adresy praktycznie nie funkcjonują, dlatego najlepiej wydrukuj wcześniej mapę.
Canggu leży około 45 minut drogi na zachód od lotniska, na wybrzeżu. Na początku trudno się zorientować w układzie ulic i wszystko może wydawać się trochę przytłaczające. Spoglądając na mapę zauważymy, że wioska składa się z trzech głównych ulic: Jl. Batu Bolong, Jl. Berawa i Echo Beach Road (wszystkie zaczynają się od plaży) i plątaniny ulic, uliczek i skrótów pomiędzy nimi.
Główną ulicą jest Jl. Batu Bolong, przy której znajduje się większość restauracji, kawiarni i sklepów, jest też najgłośniejsza. Tutaj znajduje się też jeden z najpopularniejszych landmarków, czyli bar Old’s Man (przy samej plaży).
Jl. Batu Bolong jest najbardziej ruchliwą ulicą i hałas z ulicy dociera praktycznie wszędzie, dlatego, jeśli zamierzasz wynająć skuter, to zamieszkanie przy Jl. Berawa lub w okolicy Echo Beach (na tej ulicy znajduje się coworking) może być lepszym rozwiązaniem. Z Berawy jest nieco dalej do coworkingu Dojo, jeśli zamierzasz z niego korzystać, ale za to mieszkanie tam bardziej przypomina mieszkanie w spokojnej wiosce, jest więcej przestrzeni.
Na początek (kilka dni do kilku tygodni) najlepiej sprawdzi się Airbnb, ale warto z niego uciekać tak szybko jak to możliwe, ze względu na ceny. Po przyjeździe wystarczy pochodzić i popytać o miejsca na wynajem.
Mogę polecić dwa miejsca, z których sama korzystałam:
Właścicielką jest Nadi. Tutaj możesz bezpośrednio skontaktować się z nią i ominąć opłatę Airbnb (możesz też powołać się na Justynę/Justi z Polski). Zapytaj również o transport z lotniska.
Dicky Homestay kosztował mnie około 1 000 PLN na miesiąc, Nadie około 65 PLN na dobę. Oba miejsca nie mają basenu i są położne na Jl. Batu Bolong.
Wynajem na dłużej dotyczy zwykle osób, które posiadają 6-miesięczną wizę. W takiej sytuacji Airbnb w ogóle się nie opłaca i najlepiej poszukać miejsca w willi (standard domów wynajmowanych turystom to willa z basenem) szukając jej lokalnie i przez grupy na FB. Dobre miejsca trudno jest znaleźć na krótszy okres.
Sprawdź grupy na Facebooku: Canggu Housing
Na Bali za wynajmem zawsze płaci się z góry. Często będzie to oznaczało, że jeśli wynajmujesz na 6 miesięcy, za tyle będziesz musiał od razu zapłacić.
Internet na Bali jest coraz lepszy, co nie znaczy, że działa cały czas, dlatego coworking jest pewniejszym rozwiązaniem niż praca z domu lub z kawiarni.
Praca z coworkingu Dojo jest dość ciekawym doświadczeniem. Zdecydowanie jest to jeden z najlepszych coworkingów, jakie w życiu widziałam. Poza tym nie ma to jak przyjemność wskoczenia do basenu dla ochłody!
Do tego codziennie mamy możliwość uczestniczenia w ciekawych eventach i projektach, są wspólne grille, lunche i wypady na piwo a w razie potrzeby mamy dostęp do grupy na FB, gdzie też zawsze można zagadać czy poprosić o pomoc.

Coworking Dojo. Po lewej: trzeba coś przedyskutować? Jestem zdania, że w basenie najlepiej! Po prawej: Dojo to nie tylko biurko z Internetem i klimatyzacją, to też mnóstwo ciekawych eventów, dyskusji i spotkań.
Coworking Dojo ma klimatyzowane sale, dużo wygodnej przestrzeni (mimo tego rzadko panują tu pustki), ma restaurację z pysznym jedzeniem i oferuje różne pakiety cenowe. Jest drogo, ale moim zdaniem warto.
Wskazówka: jeśli pracujesz w dużej mierze offline, kup niższy pakiet i wyłączaj go, gdy nie potrzebujesz Internetu.
Praca z kawiarni u mnie nie sprawdziła się tak dobrze ze względu na hałas. Jednak jeśli Ci to nie przeszkadza, to możesz sprawdzić poniższe miejsca.
Waluta w Indonezji to rupia indonezyjska (IDR).
Na dzień dzisiejszy 1 IDR – 0.00028 PLN.
Żeby się nie pogubić i szybko sprawdzać ceny na bieżąco w telefonie polecam aplikację XE Currency.
Z większości bankomatów możemy wypłacić jednorazowo maksimum 2 000 000 IDR.
Canggu nie należy do tanich miejsc, ale chcąc zaoszczędzić i zjeść smacznie, tanio i zdrowo można skorzystać z lokalnych restauracji tzw. warungów, które przez cały dzień podają jedzenie w formie bufetu. Mój ulubiony Warung znajduje się na Jl. Tanah Barak. Ulubiony, bo jedzenie jest smaczne, tanie a obsługa przyjemna. Poza tym ma widok na pola ryżowe a w środku nie jest tak gorąco i tłoczno jak w popularnym warungu BUMI.
Moje ulubione restauracje:
Piwo, basen, Internet lub chilloutowy dzień w pracy:
Na piwo i drinki:
Alkohol na Bali jest drogi. Piwo jest powszechnie dostępne i kosztuje około 35 000 IDR za butelkę (w barze). Wino jest znacznie droższe a wybór poza ekskluzywnymi restauracjami jest bardzo ograniczony.

The Lawn, Canggu – zachód słońca nad oceanem oglądany z basenu ze szklaneczką piwa w dłoni… tak mi mów!
Canguu to jedna ze światowych stolic jogi. Znajdziemy tutaj wszystkie odmiany. Do sprawdzenia są trzy centra jogi, każde nieco inne. Moje ulubione to The Practice. Oprócz jogi mnóstwo medytacji, uzdrawiania, wykładów, warsztatów, prezentacji. Praktycznie każde miejsce ma w programie darmowe lekcje, prezentacje lub pokazy filmów.
Fale zarówno dla początkujących jak i dla bardziej zaawansowanych. Każdy znajdzie coś dla siebie. Wetsuit nie jest konieczny, woda jest przyjemnie ciepła. Canggu to jedno z najlepszych miejsc na świecie do nauki surfingu ze względu na łagodne i regularne fale.
Poza tym plaża nie należy do najpiękniejszych ze względu na cielmy piasek (w końcu jesteśmy na wulkanicznej wyspie).

Pastelowy impresjonizm czy ekspresjonistyczna czerwień… Zachody słońca na Bali są jednymi z najbardziej fotogenicznych na świecie.
Pora deszczowa trwa od października do kwietnia. W Canggu byłam w marcu i w kwietniu. Rano bywało pochmurno, około południa wychodziło słońce i robiło się naprawdę tropikalnie, dlatego popołudniowy deszcz przynosił mi ulgę i oczyszczał powietrze. Niebo zaciągały chmury przez około 40 minut, by potem przed zachodem słońca znów się rozpogodzić. Taki scenariusz przynosił niezwykle barwne zachody słońca, które w Canguu naprawdę potrafią zachwycić. Z czasem padało coraz mniej. Kwiecień był jak dla mnie idealny.

Balijczycy nie zawsze są przyjaźni od pierwszego momentu, ale gdy znajdzie się klucz do ich serca stają się jak rodzina.
Wynajem skutera to podstawa (cena za miesiąc to około 600 000 IDR w cenie comiesięczny przegląd). Ruch drogowy początkowo wydaje się chaotyczny, ale z czasem okazuje się, że nie jest taki groźny na jaki wygląda. Balijczycy są ustępliwi i dość uważni mimo wszystko. Tak czy inaczej warto mieć zawsze oczy wokoło głowy.
Wyjeżdżając poza Canggu możemy się spodziewać kontroli policji. By legalnie poruszać się na skuterze w Indonezji potrzebne jest lokalne prawo jazdy. Spodziewaj się konieczności płacenia łapówek lub mandatów (nie płać więcej niż 200 000 IDR, technika na pusty portfel i brak kart). Zwykle za to dostaniemy potwierdzenie, dzięki któremu złapani tego samego dnia, nie będziemy musieli płacić ponownie. 🙂
Na Bali działa również Uber (samochodowy i skuter), ale korzystałam z niego tylko raz.

Po lewej: na Bali nauczyłam się jeździć na skuterze wychodząc z założenia, że jeśli nauczę się jeździć tutaj, to poradzę sobie już chyba wszędzie. Po prawej: pierwsza wycieczka – Tanah Lot.
Bali jest miejscem, w którym zdecydowanie warto na siebie uważać. Byłam świadkiem zarówno kradzieży jak i napadów na skuterze. Na ulicy ktoś wyrwał mojemu znajomemu telefon z ręki. Na grupie Bali Nomad Girls czytałam o przypadkach molestowania na skuterze (łapania za tyłek) i wyrywania dziewczynom torebek lub plecaków. Moi sąsiedzi zostali okradzeni w nocy (ktoś wszedł do ich pokoju, gdy spali), w ten sposób stracili dokumenty, pieniądze, teflon i kamerę GoPro.
Samo zdobycie VoA na lotnisku nie daje nam jeszcze możliwości pobytu na dwa miesiące a jedynie możliwość przedłużenia wizy miesięcznej do dwóch miesięcy. Zanim upłynie pierwszy miesiąc wizę musimy przedłużyć, co wiąże się z koniecznością odbycia kilku wycieczek do urzędu imigracyjnego. W praktyce jednak bardziej opłaca nam się skorzystać z pośrednictwa agencji (w ten sposób do urzędu będziemy musieli wybrać się tylko raz, by zostawić odciski palców).
Cena za przedłużenie z agencją to 700 000 IDR (zgłoszenie najpóźniej 10 dni przed upłynięciem pierwszego miesiąca). Wysłannik agencji przyjedzie do nas odebrać paszport z naszego miejsca.
Agencja, z którą się kontaktowałam i polecam: VISA AGENT BALI (visaagentbali(Zamień tekst w nawiasie na @)gmail.com). Tutaj też można dowiedzieć się więcej na temat wizy 6-miesięcznej (odpowiadają regularnie na maile).

Z dziewczynami z facebookowej grupy Bali Nomad Girls na wulkanie Gunung Batur jemy śniadanie – 2 jajka na twardo i kawałek chleba i (z takim widokiem) nic mi więcej nie potrzeba 😉
Ten post zawiera lokowanie produktu Microsoft Surface Pro.
Yusti, dzięki wielkie za cenne rady. Za dwa tygodnie będziemy w Indonezji, początkowo Jawa, a docelowo Bali, także Twój poradnik bardzo się przyda. Po monsunowej i opuszczonej przez wszystkich (niemniej cudownej!) Koh Phayam w Tajlandii, Bali wydaje się powiewem “cywilizacji”. Nie wiem czy jestem na to gotowa, ale niedługo się przekonam 😉
Cześć, Kasia i Victor! Miłego pobytu na Bali. Dajcie znać jak się tam macie, wrzucicie nam jakieś fajne zdjęcie na naszą grupę: https://www.facebook.com/groups/cyfrowinomadzi/?ref=bookmarks 🙂
Cześć, super wpis. Czy oprócz coworkingu Dojo poleciłabyś jakieś inne? Czego najbardziej ci brakowało w coworkingu? Bywałaś może też w coworkingach w Ubud? Pozdrawiam.
7 komentarzy
Praca zdalna naprawdę jest dużo bardziej efektywna od siedzenia na etacie i 8h dzień w dzień. Zdecydowanie lepiej jest posiedzieć kilka godzin rano, zrobić sobie jakąś przerwę i jeszcze np. wieczorem popracować, lub jak kto woli po południu. Zauważyłem po sobie, że praca jest dużo bardziej efektywna. Po drugie bardziej zdrowotna, bo jednak robimy więcej przerw. Do tego jeszcze własny etat 🙂
Zgadzam się, mi również najbardziej odpowiada taki rozkład dnia, kiedy pracuję rano (to mój blok produktywny, w którym np. piszę artykuł, pracuję nad nazwą dla firmy – jego efektem jest stworzenie czegoś namacalnego, konkretnego, zakończenie jakiegoś zadania kreatywnego), wczesnym popołudniem mam przerwę na aktywności i wracam do komputera późnym popołudniem (wtedy odpowiadam na maile i planuję następny dzień).