Pozwolę sobie pominąć suche dane, które możecie znaleźć w Wikipedii i zacznę od tego, czy i dlaczego w ogóle warto El Mirador zobaczyć. Ruin majańskich jest bowiem w Meksyku, Gwatemali, Belize i Hondurasie pod dostatkiem, dlaczego więc wybrałem te, a nie inne?
Ano przynajmniej z trzech powodów:
Jadąc do El Mirador nie nastawiałem się, że zobaczę spektakularne budowle i dobrze, bo takich tam nie było. To ani Palenque, ani Tikal. Praktycznie nic nie zostało odrestaurowane, większość ruin nie została nawet w najmniejszym stopniu oczyszczona z drzew czy ziemi, dzięki temu mogłem zobaczyć jak wyglądają one w stanie “dzikim” i poczuć się choć trochę jak Indiana Jones (ale bez przesady, dobrze wiem, że co roku dociera tutaj około 3400+ osób). Minus był oczywisty: potrzebowłem trochę wysiłku, żeby wyobrazić sobie jak miasto mogło kiedyś wyglądać i jak było duże. Na szczęście Hugo Turjillo – nasz przewodnik – potrafił opowiadać po hiszpańsku w wystarcząco klarowny sposób, żebym nawet ja mógł zrozumieć całkiem dużo z historii miasta i kultury Majów.
A opowiedział nam przynajmniej kilka ciekawych faktów:
Co do samego trekkingu do El Mirador to liczył on sobie 43 kilometry w jedną stronę, podzielone na dwa odcinki: 17 i 24. Przez cały czas szliśmy dobrze wydeptaną i szeroką przynajmniej na metr ścieżką. Teren był zasadniczo płaski i tylko kilkukrotnie trafiały się niskie wzgórza (<80 m), co w praktyce przekładało się na od 4 do 7 godzin marszu dziennie. Była to zatem przyjemna i niezbyt uciążliwa wycieczka, tym bardziej, że większość bagaży niosły muły. We znaki czasem dawało się gorąco, ale owe 30-34*C było mniej dokuczliwe niż to sobie wyobrażałem. Cień oferowany przez drzewa i pojawiające się czasem podmuchy wiatru sprawiały, że pogoda była mniej męcząca niż na przykład we Flores.
Mimo ogólnie pozytywnych wrażeń z wycieczki (oderwanie się od pracy!) muszę przyznać, że zabrakło mi nieco tego, na co najbardziej liczyłem: kontaktu z przyrodą. Dżungla, w której leży Palenque jest znacznie bardziej zielona, potężna i zgodna z moim stereotypowym wybrażeniem niż ta, którą zobaczyłem po drodze do El Mirador. Nie rozbrzmiewała co chwila odgłosami ptaków i innych zwierząt, a momentami tylko palmy i wilgotność przypominały mi, że nie znajduję się w jakimś europejskim lesie. Z tego co rozmawiałem z Hugo była to głównie kwestia pory roku. Brak wody sprawia, że zwierzaki przebywają w innych rejonach. Rozwiązaniem byłaby wycieczka w porze deszczowej. Wtedy mógłbym tonąć w błocie po pas, las huczałby od odgłosów natury, lecz niestety wszędzie byłyby też miliony komarów.
Trochę lepiej niż po drodze było w samym El Miradorze. Wokół obozu często kręcił się jeden albo dwa ostronosy białonose (zwane tu pizote), a na drzewach można było dosyć często zobaczyć czepiaki (prawdopodobnie z gatunku Ateles fusciceps) lub wyjce (Alouattinae). To dzięki nim w nocy i wieczorami dżungla zamieniała się w Jurassic Park, gdyż ich ryki, jak to stwierdził ktoś z naszej grupy, bardziej pasowały do Welociraptorów niż do roślinożernych małp.
Przyznam, że po pięciu dniach spędzonych w dżungli i wśród ruin poczułem się na tyle nasycony “majańskością”, że odpuściłem sobie wizytę w Tikalu. Uznałem, że jeśli chodzi odrestaurowane budowle to wystarczy mi to, co zobaczyłem w Palenque i że będę w stanie dalej żyć nawet jeśli nie zobaczę kolejnych odnowionych świątyń. Tym bardziej, że podobne znajdują się w honduraskim Cobanie, a El Mirador jest tylko jeden.
Przykładowe ceny:
Ceny nie uwzględniają wszystkich możliwych kombinacji, a jedynie te, o które sam pytałem lub te, które wybrały osoby z innej grupy, którą spotkaliśmy. Wydaje mi się, że są rozsądne i przystępne, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę koszty typowego backpackingu po Gwatemali, które wbrew pozorom nie są wcale takie niskie.
[…] To tylko galeria, jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o tym jak wygląda trekking do El Mirador oraz czym dokładni… […]
[…] Najbardziej atrakcyjny wydaje się trekking w poszukiwaniu ruin El Mirador. […]
[…] Najbardziej atrakcyjny wydaje się trekking w poszukiwaniu ruin El Mirador. […]
5 komentarzy
Z wielką ciekawością przeczytałam ten wpis. Mało kto dociera do El Mirador cieszę się (i zazdroszczę 😉 ), że Tobie się udało!,
24 września do 30.9 startuje moja córka. Wpis przeczytałam i wiem co ja po drodze czeka.Dziękuję