<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>trekking &#8211; Cyfrowi Nomadzi</title>
	<atom:link href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/tag/trekking/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.cyfrowinomadzi.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Thu, 21 Oct 2021 08:36:31 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=5.6.16</generator>

<image>
	<url>https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/cn_favico.png</url>
	<title>trekking &#8211; Cyfrowi Nomadzi</title>
	<link>https://www.cyfrowinomadzi.pl</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Samochodem na boliwijski 6-tysięcznik</title>
		<link>https://www.cyfrowinomadzi.pl/nasz-pierwszy-6000-stylu-car-light/</link>
					<comments>https://www.cyfrowinomadzi.pl/nasz-pierwszy-6000-stylu-car-light/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Bartek]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 08 Oct 2016 09:27:56 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ameryka Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[Samochodowe]]></category>
		<category><![CDATA[Wyprawy]]></category>
		<category><![CDATA[ameryka południowa]]></category>
		<category><![CDATA[boliwia]]></category>
		<category><![CDATA[django]]></category>
		<category><![CDATA[trekking]]></category>
		<category><![CDATA[uturunku]]></category>
		<category><![CDATA[wulkan]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.cyfrowinomadzi.pl/?p=2363</guid>

					<description><![CDATA[<p>Magia liczb. 6000. Stóp, łokci czy jardów. Dla nas metrów. Podczas trekkingu po Cordilliera Huayhuash nie mieliśmy okazji wdrapać się powyżej&#160;5000 metrów, postanowiliśmy więc to naprawić w Boliwii i zdobyć wulkan Uturunku &#8211; niski sześciotysięcznik. Wszystkie szczyty leżące na boliwijskim [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/nasz-pierwszy-6000-stylu-car-light/">Samochodem na boliwijski 6-tysięcznik</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div id="fb-root"></div>
<h1 style="text-align: justify;">Magia liczb. 6000. Stóp, łokci czy jardów. Dla nas metrów. Podczas <a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/huayhuash/" target="_blank" rel="noopener">trekkingu po Cordilliera Huayhuash</a> nie mieliśmy okazji wdrapać się powyżej&nbsp;5000 metrów, postanowiliśmy więc to naprawić w Boliwii i zdobyć wulkan Uturunku &#8211; niski sześciotysięcznik.</h1>
<p style="text-align: justify;">Wszystkie szczyty leżące na boliwijskim Altiplano mają to do siebie, że mimo robiących wrażenie wysokości nad poziomem morza względne różnice wysokości z reguły nie przekraczają 2000 metrów. W przypadku <strong>Uturunku</strong> ta różnica była jeszcze mniejsza, a to z tego powodu, że w zależności od posiadanego pojazdu i umiejętnośc i kierowania nim <a href="http://www.dangerousroads.org/south-america/bolivia/551-cerro-uturuncu-bolivia.html" target="_blank" rel="noopener"><strong>można wjechać&nbsp;nawet na wysokość około 5760 metrów</strong></a>. Kilkadziesiąt lat temu niższy wierzchołek wulkanu był bowiem kopalnią siarki i prowadziła do niego prymitywna droga zbudowana przez prowadzącą działalność firmę. Od tego czasu stan drogi mocno się zdegradował, ale jej przeważająca część nadal była przejezdna, a my jako że lubimy wjeżdżać wysoko postanowiliśmy wykorzystać ten fakt i pobić rekord wysokości, na jaką wjechaliśmy naszą Bestią. Jednocześnie <strong>żeby nie było całkowicie lamersko stwierdziliśmy, że na wierzchołku musimy znaleźć się na wschód słońca</strong>. A to oznaczało wyjazd o 2 rano z wioski Quetena Chico (ok. 4200 m).</p>
<div id="attachment_2410" style="width: 650px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_altiplano_wulkan.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-2410" loading="lazy" class="size-large wp-image-2410" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_altiplano_wulkan-1024x683.jpg" alt="Uturunku... z lewej niższy wierzchołek (ok. 5900 m), z prawej główny (6008 m)" width="640" height="427" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_altiplano_wulkan-1024x683.jpg 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_altiplano_wulkan-600x400.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_altiplano_wulkan-300x200.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_altiplano_wulkan-768x512.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_altiplano_wulkan.jpg 2048w" sizes="(max-width: 640px) 100vw, 640px" /></a><p id="caption-attachment-2410" class="wp-caption-text">Uturunku&#8230; z lewej niższy wierzchołek (ok. 5900 m), z prawej główny (6008 m)</p></div>
<p style="text-align: justify;">Zanim to jednak nastąpiło z prozaicznego powodu musieliśmy znaleźć przewodnika. Na wiodącej ku wulkanowi drodze w 2014 roku mieszkańcy Quetena Chico postawili bowiem szlaban, który skutecznie uniemożliwia przejazd pojazdom innym niż motocykle. Tak więc brak przewodnika (lub przecinaka plazmowego) równa się około 18 km spacerkowi w każdą stronę. Na szczęście cena myta nie była zaporowa i wynosiła około 200 zł za grupę do 6 osób. W ten sposób dołączył do nas Eduardo, który na co dzień pracował w lokalnym muzeum.</p>
<h2 style="text-align: justify;">Nocne manewry w krzakach</h2>
<p style="text-align: justify;">Do pokonania&nbsp;mieliśmy około 40 kilometrów i muszę przyznać, że była to intrygująca przejażdżka. <strong>Poruszaliśmy się bowiem wąską drogą gruntową wspinającą się wśród wysokich skupisk suchych traw, które co jakiś czas przecinały mniejsze i większe strumienie o nieznanej głębokości</strong>. Księżyc dawno już zaszedł i nasze pole widzenia ograniczone było jedynie do fragmentów rzeczywistości wyłowionych z ciemności przez nazbyt punktowe światła auta. <strong>Tajemniczej oprawy dopełniał dolatujący do nas od czasu do czasu smród siarki oraz straszące tu i tam samotne ruiny bliżej nieokreślonych budowli</strong>.</p>
<div id="attachment_2411" style="width: 650px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_gps_5610_wysokosc.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-2411" loading="lazy" class="size-large wp-image-2411" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_gps_5610_wysokosc-1024x683.jpg" alt="Nasz życiowy rekord wysokości samochodem :-)" width="640" height="427" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_gps_5610_wysokosc-1024x683.jpg 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_gps_5610_wysokosc-600x400.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_gps_5610_wysokosc-300x200.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_gps_5610_wysokosc-768x512.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_gps_5610_wysokosc.jpg 2048w" sizes="(max-width: 640px) 100vw, 640px" /></a><p id="caption-attachment-2411" class="wp-caption-text">Nasz życiowy rekord wysokości samochodem <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/13.0.1/72x72/1f642.png" alt="🙂" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p></div>
<p style="text-align: justify;">Po około dwóch godzinach dotarliśmy do miejsca, gdzie postanowiliśmy zostawić auto. Nie dlatego, że nie dało się jechać dalej, lecz dlatego, że dalej już jechać nie chcieliśmy. Nie miałem ochoty&nbsp;ryzykować w ciemności próby ze stromym odcinku, na którym dawny wiraż uległ erozji, gdyż przez ostatnia kilkanaście minut jadąc&nbsp;na jedynce z&nbsp;włączonym reduktorze i nie czułem zapasu mocy.&nbsp;Zresztą i tak <strong>ustanowiliśmy nasz osobisty samochodowy rekord</strong> i byliśmy całkiem zadowoleni z wyniku.&nbsp;<strong>GPS&nbsp;wskazywał wysokość 5610 metrów</strong>.</p>
<div id="attachment_2412" style="width: 650px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_nizszy_wierzcholek_wschod_slonca.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-2412" loading="lazy" class="size-large wp-image-2412" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_nizszy_wierzcholek_wschod_slonca-1024x683.jpg" alt="Późny brzask nad niższym wierzchołkiem Uturunku (ok. 5900 m)" width="640" height="427" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_nizszy_wierzcholek_wschod_slonca-1024x683.jpg 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_nizszy_wierzcholek_wschod_slonca-600x400.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_nizszy_wierzcholek_wschod_slonca-300x200.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_nizszy_wierzcholek_wschod_slonca-768x512.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_nizszy_wierzcholek_wschod_slonca.jpg 2048w" sizes="(max-width: 640px) 100vw, 640px" /></a><p id="caption-attachment-2412" class="wp-caption-text">Późny brzask nad niższym wierzchołkiem Uturunku (ok. 5900 m)</p></div>
<h2 style="text-align: justify;">Przyjemny spacer na szczyt</h2>
<p style="text-align: justify;">Dalsza wędrówka na szczyt przebiegła <strong>łatwo i szybko</strong>. Najpierw poruszaliśmy się nieco zawaloną kamieniami starą drogą (nic trudnego dla motocykli, ale auto by nie przejechało), by na przełęczy między dwoma wierzchołkami odbić na mniejszą ścieżkę wiodącą ku głównemu szczytowi. Mimo piargowego osypiska wędrówka była łatwa i łagodnymi zakosami wspinała się ku brązowiejącemu w oddali wypłaszczeniu.&nbsp;Jedynym co nam od czasu do czasu dokuczało było dojmujące zimno i wiatr.</p>
<div id="attachment_2409" style="width: 650px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/eduardo_bartek_django_sciezka_uturunku_boliwia_wulkan.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-2409" loading="lazy" class="size-large wp-image-2409" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/eduardo_bartek_django_sciezka_uturunku_boliwia_wulkan-1024x683.jpg" alt="Do szczytu nie brakuje dużo, może z 10 minut?" width="640" height="427" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/eduardo_bartek_django_sciezka_uturunku_boliwia_wulkan-1024x683.jpg 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/eduardo_bartek_django_sciezka_uturunku_boliwia_wulkan-600x400.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/eduardo_bartek_django_sciezka_uturunku_boliwia_wulkan-300x200.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/eduardo_bartek_django_sciezka_uturunku_boliwia_wulkan-768x512.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/eduardo_bartek_django_sciezka_uturunku_boliwia_wulkan.jpg 2048w" sizes="(max-width: 640px) 100vw, 640px" /></a><p id="caption-attachment-2409" class="wp-caption-text">Do szczytu nie brakuje dużo, może z 10 minut?</p></div>
<p><strong>Oboje byliśmy natomiast bardzo zaskoczeni, że wysokość nie ma na nas praktycznie żadnego wpływu i nawet nie dostajemy zadyszki</strong>. Także Django, o którego baliśmy się znacznie bardziej&nbsp;niż o siebie (<em>ktoś z was wie jak wygląda kwestia aklimatyzacji u psów? tak samo jak u ludzi?</em>), radził sobie wyśmienicie, mimo iż od czasu do czasu trząsł się biedaczysko z zimna.</p>
<div id="attachment_2407" style="width: 650px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_wschod_slonca_widok_polnoc.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-2407" loading="lazy" class="wp-image-2407 size-large" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_wschod_slonca_widok_polnoc-1024x683.jpg" alt="Widok ze szczytu w kierunku Quetena Chico" width="640" height="427" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_wschod_slonca_widok_polnoc-1024x683.jpg 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_wschod_slonca_widok_polnoc-600x400.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_wschod_slonca_widok_polnoc-300x200.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_wschod_slonca_widok_polnoc-768x512.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_wschod_slonca_widok_polnoc.jpg 2048w" sizes="(max-width: 640px) 100vw, 640px" /></a><p id="caption-attachment-2407" class="wp-caption-text">Widok &nbsp;w kierunku Quetena Chico</p></div>
<p style="text-align: justify;">Na szczycie stanęliśmy ostatecznie około 6:10, lecz niestety nie dane nam było obejrzeć wschodu słońca. Nie dość, że spóźniliśmy się jakieś 15 minut to <strong>niebo tu i tam skrywały rozwlekłe, stalowoszare chmury</strong>. Nie przeszkodziło to nam jednak cieszyć się rozciągającą się we wszystkich kierunkach wspaniałą panoramą malowaną odcieniami szarości, pomarańczu, fioletu i błękitu, którym to urozmaicały Altiplano cętki malutkich jeziorek.</p>
<div id="attachment_2408" style="width: 650px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/bartek_yusti_django_uturunku_boliwia_wulkan_wschod_slonca.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-2408" loading="lazy" class="size-large wp-image-2408" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/bartek_yusti_django_uturunku_boliwia_wulkan_wschod_slonca-1024x683.jpg" alt="Całą trójką na szczycie Uturunku (6008 m)." width="640" height="427" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/bartek_yusti_django_uturunku_boliwia_wulkan_wschod_slonca-1024x683.jpg 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/bartek_yusti_django_uturunku_boliwia_wulkan_wschod_slonca-600x400.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/bartek_yusti_django_uturunku_boliwia_wulkan_wschod_slonca-300x200.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/bartek_yusti_django_uturunku_boliwia_wulkan_wschod_slonca-768x512.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/bartek_yusti_django_uturunku_boliwia_wulkan_wschod_slonca.jpg 2048w" sizes="(max-width: 640px) 100vw, 640px" /></a><p id="caption-attachment-2408" class="wp-caption-text">Całą trójką na szczycie Uturunku (6008 m).</p></div>
<p style="text-align: justify;">Niestety wzmagający się silny wiatr nie pozwolił nam cieszyć&nbsp;się obecnością na wierzchołku zbyt długo i <strong>15 minut po jego zdobyciu byliśmy już z powrotem przy aucie</strong> (nie ma to jak biegi przełajowe po piargu), a dwie godziny później z powrotem w Quetena &nbsp;Chico. Miało to tę wielką zaletę, że Eduardo nie musiał brać wolnego w pracy i przed 9-tą mógł się stawić w muzeum jak gdyby nigdy nic.</p>
<div id="attachment_2414" style="width: 650px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_samochod_terenowy_4x4.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-2414" loading="lazy" class="wp-image-2414 size-large" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_samochod_terenowy_4x4-1024x683.jpg" alt="Tak wyglądał nasz parking pod szczytem Uturunku (ok. 5610 m)" width="640" height="427" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_samochod_terenowy_4x4-1024x683.jpg 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_samochod_terenowy_4x4-600x400.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_samochod_terenowy_4x4-300x200.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_samochod_terenowy_4x4-768x512.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/uturunku_boliwia_wulkan_samochod_terenowy_4x4.jpg 2048w" sizes="(max-width: 640px) 100vw, 640px" /></a><p id="caption-attachment-2414" class="wp-caption-text">Tak wyglądał nasz parking pod szczytem Uturunku (ok. 5610 m)</p></div>
<h2 style="text-align: justify;">Car &amp; light</h2>
<p style="text-align: justify;">Błyskawiczne zdobycie Uturunku w stylu <em>car &amp; light</em> sprawiło, że nabraliśmy wiatru w żagle i <strong>dwa tygodnie później spróbowaliśmy</strong> podobnego triku z leżącym na granicy chilijsko-argentyńskiej szczytem <strong>Cerro de San Francisco</strong> (6018 m). Rezultaty były niestety zgoła inne. Nie dość, że staraliśmy się&nbsp;go zdobyć w ciągu dwóch dni startując znad oceanu, to na dodatek, ktoś powiedział nam, że to czterogodzinny spacerek z &#8220;pobliskiej&#8221; przełęczy i <strong>źle rozłożyliśmy siły</strong>. W efekcie po czterech godzinach dotarliśmy jedynie na wysokość około <strong>5900 metrów</strong> i czując się jak coraz mniej żywe, a coraz bardziej trupy odtrąbiliśmy odwrót.</p>
<p style="text-align: justify;">Okazało się, że styl <em>car &amp; ligh</em>t ma niestety pewne ograniczenia nawet, jeśli da się wjechać autem prawie na sam wierzchołek&#8230;</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/nasz-pierwszy-6000-stylu-car-light/">Samochodem na boliwijski 6-tysięcznik</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.cyfrowinomadzi.pl/nasz-pierwszy-6000-stylu-car-light/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Peru: treking w górach Huayhuash</title>
		<link>https://www.cyfrowinomadzi.pl/huayhuash/</link>
					<comments>https://www.cyfrowinomadzi.pl/huayhuash/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Bartek]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 27 Jul 2016 20:40:18 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ameryka Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[Bez laptopa]]></category>
		<category><![CDATA[Miejsca]]></category>
		<category><![CDATA[Wyprawy]]></category>
		<category><![CDATA[ameryka południowa]]></category>
		<category><![CDATA[cordilliera]]></category>
		<category><![CDATA[django]]></category>
		<category><![CDATA[góry]]></category>
		<category><![CDATA[huayhuash]]></category>
		<category><![CDATA[osioł]]></category>
		<category><![CDATA[peru]]></category>
		<category><![CDATA[podróż]]></category>
		<category><![CDATA[podróże]]></category>
		<category><![CDATA[przygoda]]></category>
		<category><![CDATA[trekking]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.cyfrowinomadzi.pl/?p=1567</guid>

					<description><![CDATA[<p>Chcecie przeżyć prawdziwą przygodę w stosunkowo rzadko odwiedzanym zakątku Andów? Ruszcie (a najlepiej jeszcze tak jak my, poza sezonem) na jeden z najpiękniejszych trekkingów wysokogórskich w Ameryce Południowej, czyli trekking w peruwiańskiej Cordilliera Huayhuash. Nasza przygoda z Cordilliera Huayhuash zaczęła się [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/huayhuash/">Peru: treking w górach Huayhuash</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div id="fb-root"></div>
<h2 style="text-align: justify;">Chcecie przeżyć prawdziwą przygodę w stosunkowo rzadko odwiedzanym zakątku Andów? Ruszcie (a najlepiej jeszcze tak jak my, poza sezonem) na jeden z najpiękniejszych trekkingów wysokogórskich w Ameryce Południowej, czyli trekking w peruwiańskiej Cordilliera Huayhuash.</h2>
<p style="text-align: justify;">Nasza przygoda z Cordilliera Huayhuash zaczęła się nieco nietypowo, bo od podpytywania lokalnych przewodników górskich w Huaraz o to, czy powinniśmy zabrać na ten trekking broń palną. Ku naszej konsternacji wielu z nich odpowiadało twierdząco. I to zupełnie poważnie. Ciekawi was dlaczego? <strong>Region ma złą sławę z powodu śmierci kilku turystów w czasie napadów rabunkowych.</strong> Co prawda miały one miejsce w połowie I dekady XXI wieku, ale dobrze wszystkim zapadły w pamięć. Od tego czasu co prawda nikt nie zginął, ale że wybieraliśmy tylko we dwójkę i już po zakończeniu właściwego sezonu nie wiedzieliśmy czy i my będziemy mieli tyle szczęścia. Lokalni mieszkańcy nie wydawali się bowiem w 100% przekonani, że jest to dobry pomysł. Tym bardziej, że dla Yusti miał to być pierwszy (sic!) trekking w życiu, a Huayhuash zdecydowanie nie jest miejscem dla początkujących&#8230;</p>
<h2 style="text-align: justify;">Z osłem raz!</h2>
<p style="text-align: justify;">Jako, że zupełnie nie mieliśmy ochotę na trekking zorganizowany przez agencję stwierdziliśmy, że wszystko zrobimy sami i pójdziemy tylko we dwójkę. Najtrudniejszym i <strong>najciekawszym etapem przygotowań było kupienie osła we wsi Llamac</strong>, stanowiącej najpopularniejszy punkt początkowy trekkingu. Było to swego rodzaju wyzwanie z dwóch powodów: lokalni mieszkańcy byli przywiązani do swoich zwierząt i nie lubili oddawać ich pod opiekę nieogarniętych <em>gringos, </em>a ja nie mówiłem zbyt dobrze po hiszpańsku (zaklasyfikowanie moich umiejętności jako komunikatywnych byłoby aktem łaski). Mimo to, po trwających pół dnia negocjacjach udało mi się dojść do porozumienia z Yonim. To <strong>porozumienie zakładało podpisanie dosyć skomplikowanej umowy</strong>. Jeśli dobrze pamiętam wyglądała ona mniej więcej tak i nie była wcale umową zakupu, ale nietypowego najmu:</p>
<ul>
<li style="text-align: justify;">400 <em>soli</em> depozytu <em>[ok. 466 pln]</em></li>
<li style="text-align: justify;">każdy dzień używania osła = 60 soli, przy minimum 6 dni (trekking zwykle trwa 7-10 dni) <em>[ok. 70 pln]</em></li>
<li style="text-align: justify;">jeżeli wrócimy z osłem dostajemy depozyt z powrotem</li>
<li style="text-align: justify;">jeśli osioł nie wróci prócz kwoty wynajmy dopłacamy 500 soli <em>[ok.580 pln]</em></li>
</ul>
<div id="attachment_1821" style="width: 650px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2016/07/widoki_z_pampa_llamac_huayhuash_peru.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-1821" loading="lazy" class="wp-image-1821 size-large" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2016/07/widoki_z_pampa_llamac_huayhuash_peru-1024x682.jpg" width="640" height="426" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2016/07/widoki_z_pampa_llamac_huayhuash_peru-1024x682.jpg 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2016/07/widoki_z_pampa_llamac_huayhuash_peru-600x400.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2016/07/widoki_z_pampa_llamac_huayhuash_peru-300x200.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2016/07/widoki_z_pampa_llamac_huayhuash_peru-768x512.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2016/07/widoki_z_pampa_llamac_huayhuash_peru.jpg 1280w" sizes="(max-width: 640px) 100vw, 640px" title="" alt="" /></a><p id="caption-attachment-1821" class="wp-caption-text">Z przełęczy Pampa LLamac (ok. 4300 m) po raz pierwszy dojrzeliśmy wysokie szczyty kordyliery.</p></div>
<p style="text-align: justify;">Osłem niestety nie nacieszyliśmy się zbyt długo. <strong>Pod koniec pierwszego dnia zaczął kuleć na jedną nogę i naprawdę nas to zdruzgotało</strong>. Licząc, że może przez noc wydobrzeje rozbiliśmy się przez ścieżce nie docierając nawet do Laguny Jahuacocha, w której typowo znajduje się pierwszy biwak. Następnego ranka oczywiście nie było lepiej i przyznam, że <strong>dałem tutaj trochę ciała</strong>. Pokazałem osła kilku spotkanym po drodze Peruwiańczykom (bo mimo wszystko zdecydowaliśmy się dojść choćby do laguny) i wszyscy zgodnie twierdzili, że w takim stanie nie nadaje się on do dalszej drogi. Wiedziałem, że przynajmniej jeden z nich miał interes w tym by tak mówić, ale i tak nie chciałem ryzykować, że nasz słodki osiołek odmówi współpracy gdzieś w połowie wycieczki i nie daj Boże zemrze, więc <strong>zdecydowałem się odprowadzić go do Yoniego</strong>. Umówiliśmy się z Yusti, że następnego dnia spotkamy się Quartelhuain, gdzie ona dotrze w towarzystwie jednego z mieszkańców Laguny i należącego do niego konia i ruszyłem z powrotem do Llamac.</p>
<p style="text-align: justify;">[crp]
<p style="text-align: justify;">Jak można się domyśleć Yoni nie był zachwycony rozwojem wydarzeń i mocno się zeźlił na starego pryka, który wywinął nam ten numer i przekonywał, że osioł jest już prawie martwy, by że tak powiem, wskoczyć na jego miejsce. Stwierdził bowiem, że taki uraz kolana to chleb powszedni i zwykle przechodzi po kilku dniach. Pominę szczegóły naszej dyskusji i powiem wam tylko, że ostatecznie doszliśmy do porozumienia, choć o żadnej taryfie ulgowej nie mogło być mowy. Mimo to (a może właśnie dlatego?) mogę szczerze polecić Yoniego, jeśli będziecie w Llamac.</p>
<h2 style="text-align: justify;">Nadchodzi Stefan</h2>
<p style="text-align: justify;">Z całego tego zamieszania wynikła tak naprawdę tylko jedna dobra rzecz. <strong>Po drodze do Quartelhuain przyplątał się do mnie Stefan</strong>. Był to rzekomo <strong>bezpański pies</strong> kręcący się przy policyjnym czekpoincie, przez który musiałem przejść. Stefan był jakąś lokalną wersją Szarika i Łajki, czyli psem pasterskim. I to nie byle jakim, bo mając zaledwie około pół roku był już większy od Django. Ponadto był nieprzeciętnie tępy i za nic nie rozumiał, że ma nie wchodzić do namiotu ani nie lizać Django czy nas po twarzach (pyskach?).  Słowem:<strong> uroczy, włochaty psiur, z którego miało wyrosnąć coś rozmiarów małego cielaka</strong>. Marzyłem sobie nawet, że skoro się przyplątał, a ja go nie odpędziłem, to po zakończeniu spaceru weźmiemy go ze sobą w dalszą podróż, ale niestety nie było nam to dane.</p>
<div id="attachment_1801" style="width: 650px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/laguna_carhuacocha_yusti_huayhuash_peru.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-1801" loading="lazy" class="wp-image-1801 size-large" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/laguna_carhuacocha_yusti_huayhuash_peru-1024x682.jpg" alt="laguna_carhuacocha_yusti_huayhuash_peru" width="640" height="426" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/laguna_carhuacocha_yusti_huayhuash_peru-1024x682.jpg 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/laguna_carhuacocha_yusti_huayhuash_peru-600x400.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/laguna_carhuacocha_yusti_huayhuash_peru-300x200.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/laguna_carhuacocha_yusti_huayhuash_peru-768x512.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/laguna_carhuacocha_yusti_huayhuash_peru.jpg 1280w" sizes="(max-width: 640px) 100vw, 640px" /></a><p id="caption-attachment-1801" class="wp-caption-text">To w drodze do Laguny Carhuacocha opuścił nas Stefan.</p></div>
<p style="text-align: justify;">Dwa dni i dwie przełęcze dalej w podłej, pełzającej mżawce dogonił nas bowiem poruszający się konno <strong>Peruwiańczyk, który twierdził, że Stefan to wcale nie jest Stefan, tylko Bethoveen</strong>. Z początku<strong> wziąłem go za zwykłego kłamcę</strong>, który chce nam ukraść psa (Yoni ostrzegał, że będą próbowali takich trików z osłem mówiąc, że to tak naprawdę ich zwierzę, tylko ktoś im je ukradł kilka lat temu, a teraz cudownie się odnalazło). Po kilku minutach okazało się jednak, że <strong>opowieść jeźdźca trzyma się kupy</strong>. Wyjaśnił, że w pogoń za nami <strong>wysłał go szef kopalni</strong>, który zagroził mu, że jeśli nie znajdzie jego ulubionego psa, to równie dobrze może w ogóle nie wracać, bo nie będzie już miał pracy. <strong>Czułem się trochę winny</strong> (mimo iż glina na czekpoincie mówił, że to bezpański pies), ale poczucie winy i wstyd szybko ustąpiły miejsca gniewowi, gdy przybysz zaczął domagać się od nas pieniędzy w ramach zadośćuczynienia. Niestety nie pierwszy i nie ostatni raz.</p>
<h2 style="text-align: justify;">Gringo = dinero</h2>
<p style="text-align: justify;">W sumie nic nowego, prawda? Równanie stare jak włóczęgi backpackersów po Azji czy Ameryce Południowej. Przyznam jednak, że w rejonie Cordilliera Huayhuash dawało nam się to bardziej we znaki niż gdziekolwiek indziej. Po części wynikało może z naszego nastawienia, że uda się ten trekking zrobić stosunkowo tanio, po części z nastawienia niektórych mieszkańców gór. <strong>A to jakaś kobieta domagała się rekompensaty, za to, że Django przed chwilą pogonił owieczkę i nie może jej znaleźć, a więc na pewno już umarła, a to ktoś na nas wyskoczył zza węgła wrzeszcząc, że nie zapłaciliśmy za przejście przez tereny wioskowe</strong> (płaci się tu bowiem za ten przywilej; ma to być jeden ze sposobów na zmniejszenie zagrożenia napadami rabunkowymi poprzez dobrowolny transfer dewiz do lokalnych społeczności). Z jednej strony rozumiałem biedaków, tym bardziej, że niektórzy obcokrajowcy starali się unikać opłat jak ognia uciekając przed poborcami na wyżej położone ścieżki lub trawersując ponad wioskami. Z drugiej strony, jak to się mówi &#8220;niesmak pozostał&#8221;. Miało to chyba najwięcej wspólnego z <strong>agresywnym dopominaniem się o pieniądze</strong>, które nawet dla nas nie były aż tak małe, by machnąć na nie ręką. Opłaty za przejście całej pętli wynosiły bowiem około 220 złotych na osobę. Niby mało, ale nie zawsze dostawaliśmy za to cokolwiek więcej niż zmniejszenie szans zostania ofiarą napadu (niektóre, ale tylko niektóre, wsie oferowały bowiem pola biwakowe z toaletami, których wykorzystanie było wliczone w cenę).</p>
<div id="attachment_1802" style="width: 650px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/niedaleko_portachuelo_huayhuash_peru.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-1802" loading="lazy" class="wp-image-1802 size-large" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/niedaleko_portachuelo_huayhuash_peru-1024x682.jpg" alt="niedaleko_portachuelo_huayhuash_peru" width="640" height="426" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/niedaleko_portachuelo_huayhuash_peru-1024x682.jpg 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/niedaleko_portachuelo_huayhuash_peru-600x400.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/niedaleko_portachuelo_huayhuash_peru-300x200.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/niedaleko_portachuelo_huayhuash_peru-768x512.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/04/niedaleko_portachuelo_huayhuash_peru.jpg 1280w" sizes="(max-width: 640px) 100vw, 640px" /></a><p id="caption-attachment-1802" class="wp-caption-text">To właśnie okolice przełęczy Portachuelo słynną jako najczęstsze miejsce napadów.</p></div>
<h2 style="text-align: justify;">Czy trekking po Corilliera Huayhuash to przypadkiem nie jest strata czasu?</h2>
<p style="text-align: justify;">W żadnym wypadku! (A przynajmniej nie dla mnie ;-)) Mimo wspomnianych wad jest to <strong>chyba najbardziej widowiskowy trekking poza</strong> regionem szeroko pojętego <em>Bam-i-Duniah, </em>&#8220;Dachu świata&#8221;, czyli <strong>obszarem Himalajów, Karakorum i Hindukuszu</strong>. Dlaczego?</p>
<ul>
<li style="text-align: justify;">pomijając pierwszy dzień prawie cały czas przebywa się na wysokości ponad 4000 metrów n.p.m.</li>
<li style="text-align: justify;">dziennie pokonuje się przynajmniej jedną wysoką przełęcz (z których niektóre przekraczają wysokość 5000 metrów)</li>
<li style="text-align: justify;">w zależności od wariantu trekking liczy od 90 do 130 km</li>
<li style="text-align: justify;">musimy być samowystarczalni (zapasy można uzupełnić dopiero przed ostatniego dnia, a biwaki są bardzo podstawowe)</li>
</ul>
<p style="text-align: justify;">No i praktycznie przez cały czas ma się widoki na piękne, skute lodem szczyty. Może nie są to najwyższe wierzchołki w Peru (te bowiem znajdują się w pobliskiej Cordilliera Blanca), ale z pewnością najtrudniejsze. To tutaj znajduje się bowiem praktycznie niedostępna <strong>Yerupaja</strong> (6635 metrów) czy <strong>Siula Grande</strong> (6344 metrów), którą rozsławiła <strong>wyjątkowa historia Joe Simpsona (pamiętacie książkę &#8220;Dotknięcie pustki&#8221; lub jej ekranizację &#8220;Czekając na Joe&#8221;?)</strong>.</p>
<div id="attachment_1908" style="width: 650px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2016/07/Cordillera_Huayhuash_Peru_mapa_medium.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-1908" loading="lazy" class="wp-image-1908 size-large" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2016/07/Cordillera_Huayhuash_Peru_mapa_medium-1024x753.jpg" alt="Cordillera_Huayhuash_Peru_mapa_medium" width="640" height="471" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2016/07/Cordillera_Huayhuash_Peru_mapa_medium-1024x753.jpg 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2016/07/Cordillera_Huayhuash_Peru_mapa_medium-600x441.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2016/07/Cordillera_Huayhuash_Peru_mapa_medium-300x221.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2016/07/Cordillera_Huayhuash_Peru_mapa_medium-768x565.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2016/07/Cordillera_Huayhuash_Peru_mapa_medium.jpg 1280w" sizes="(max-width: 640px) 100vw, 640px" /></a><p id="caption-attachment-1908" class="wp-caption-text">Typowa trasa: Llamac &#8211; Jahuacocha &#8211; Rondoy &#8211; Carhuac &#8211; Huayhuash &#8211; Punta Cuyoc &#8211; San Antonio &#8211; Huayllapa &#8211; Punta Tapush &#8211; Punta Yauche &#8211; Llamac.</p></div>
<p style="text-align: justify;">W ostatnich latach <strong>popularność Cordilliera Huayhuash rośnie lawinowo</strong> i w trakcie sezonu (czerwiec &#8211; październik) nie jest podobno niczym niezwykłym, gdy na jednym biwaku nocuje ponad 100 osób. Jeżeli więc pragniecie mieć góry tylko dla siebie zróbcie tak, jak my i wybierzcie się tam w październiku (lub maju). Ryzykujecie co prawda gorszą pogodę (mieliśmy kilka deszczowych dni), ale za to są duże szanse, że tak jak my, nie spotkanie przez ponad tydzień ani jednego obcokrajowca. A jeśli dreszczyk towarzyszący spacerowi po Cordilliera Huayhuash wam nie wystarcza, to polecam wycieczkę w pobliską Cordilliera Raura, której boi się podobno nawet lokalna policja&#8230; <img src="https://s.w.org/images/core/emoji/13.0.1/72x72/1f609.png" alt="😉" class="wp-smiley" style="height: 1em; max-height: 1em;" /></p>
<div id="attachment_1822" style="width: 650px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2016/07/przelecz_portachuelo_huayhuash_peru.jpg"><img aria-describedby="caption-attachment-1822" loading="lazy" class="wp-image-1822 size-large" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2016/07/przelecz_portachuelo_huayhuash_peru-1024x682.jpg" width="640" height="426" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2016/07/przelecz_portachuelo_huayhuash_peru-1024x682.jpg 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2016/07/przelecz_portachuelo_huayhuash_peru-600x400.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2016/07/przelecz_portachuelo_huayhuash_peru-300x200.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2016/07/przelecz_portachuelo_huayhuash_peru-768x512.jpg 768w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2016/07/przelecz_portachuelo_huayhuash_peru.jpg 1280w" sizes="(max-width: 640px) 100vw, 640px" title="" alt="" /></a><p id="caption-attachment-1822" class="wp-caption-text">W tle Corilliera Ruara w prawie całej okazałości.</p></div>
<p style="text-align: justify;">Ah, byłbym zapomniał: jeśli zastanawiacie się jak właściwie wymawia się nazwę tego pasma to mam dla was dobrą wiadomość. Jest to zupełne łatwe i <strong>na góry mówi się po prostu<strong><em> kordiljera łaj-łasz</em></strong>. </strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Gdybyście potrzebowali bardziej przewodnikowo-konkretnych inforamcji dajcie znać w komentarzach i pomyślimy o takim tekście!</strong></p>
<p style="text-align: justify;">
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/huayhuash/">Peru: treking w górach Huayhuash</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.cyfrowinomadzi.pl/huayhuash/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>W tajemniczych ruinach miasta Majów. El Mirador, środek gwatemalskiej dżungli</title>
		<link>https://www.cyfrowinomadzi.pl/el-mirador-gwatemala-trek-trekking-ruiny/</link>
					<comments>https://www.cyfrowinomadzi.pl/el-mirador-gwatemala-trek-trekking-ruiny/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Bartek]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 29 May 2015 02:09:04 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Ameryka Środkowa]]></category>
		<category><![CDATA[Bez laptopa]]></category>
		<category><![CDATA[Wyprawy]]></category>
		<category><![CDATA[ameryka środkowa]]></category>
		<category><![CDATA[dżungla]]></category>
		<category><![CDATA[el mirador]]></category>
		<category><![CDATA[gwatemala]]></category>
		<category><![CDATA[majowie]]></category>
		<category><![CDATA[trekking]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.cyfrowinomadzi.pl/?p=496</guid>

					<description><![CDATA[<p>Miesiąc temu postanowiłem zmienić tryb, którym żyłem przez ostatni rok. Chciałem mieć więcej wolnego i mniej pracować, by podróżować nie tylko w weekendy. Jednym z pierwszych efektów tej zmiany było odwiedzenie leżącego w środku gwatemalskiej dżungli El Mirador, czyli ruin [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/el-mirador-gwatemala-trek-trekking-ruiny/">W tajemniczych ruinach miasta Majów. El Mirador, środek gwatemalskiej dżungli</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div id="fb-root"></div>
<h1 style="text-align: justify;">Miesiąc temu postanowiłem zmienić tryb, którym żyłem przez ostatni rok. Chciałem mieć więcej wolnego i mniej pracować, by podróżować nie tylko w weekendy. Jednym z pierwszych efektów tej zmiany było odwiedzenie leżącego w środku gwatemalskiej dżungli El Mirador, czyli ruin największego miasta Majów, do których da się dotrzeć tylko pieszo.</h1>
<p style="text-align: justify;">Pozwolę sobie pominąć suche dane, które możecie znaleźć w <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/El_Mirador" target="_blank" rel="noopener">Wikipedii</a> i zacznę od tego, czy i dlaczego w ogóle warto El Mirador zobaczyć. Ruin majańskich jest bowiem w Meksyku, Gwatemali, Belize i Hondurasie pod dostatkiem, dlaczego więc wybrałem te, a nie inne?</p>
<p style="text-align: justify;">Ano przynajmniej z trzech powodów:</p>
<ul style="text-align: justify;">
<li><strong>dotarcie do ruin wymaga dwudniowego trekkingu przez dżunglę</strong>, co poza okazją do trekkingu umożliwia kontakt z ostatnim dużym i naturalnym obszarem podzwrotnikowgo lasu deszczowego na Jukatanie</li>
<li>z powyższego powodu <strong>ilość osób</strong>, które mogłem spotkać na miejscu lub po drodze <strong>była znikoma</strong> i nie groziły mi tłumy rozwrzeszczanych turystów i szkolnej dziatwy</li>
<li>znajduje się tam <strong>najwyższa piramida świata Majów</strong>, która przy okazji jest także największą na świecie pod względem objętości, a wiadomo, że naj ma moc przyciągania</li>
</ul>
<p><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/05/DSC05513.jpg"><img loading="lazy" class="aligncenter size-large wp-image-564" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/05/DSC05513-1024x682.jpg" alt="Ostatni (trzeci) poziom piramidy La Danta w El Mirador" width="640" height="426" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/05/DSC05513-1024x682.jpg 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/05/DSC05513-600x400.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/05/DSC05513-300x200.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/05/DSC05513.jpg 1280w" sizes="(max-width: 640px) 100vw, 640px" /></a></p>
<h3 style="text-align: justify;">Najstarsze państwo Majów</h3>
<p style="text-align: justify;">Jadąc do El Mirador nie nastawiałem się, że zobaczę spektakularne budowle i dobrze, bo takich tam nie było. To ani Palenque, ani Tikal. Praktycznie nic nie zostało odrestaurowane, większość ruin nie została nawet w najmniejszym stopniu oczyszczona z drzew czy ziemi, dzięki temu mogłem zobaczyć jak wyglądają one w stanie &#8220;dzikim&#8221; i poczuć się choć trochę jak Indiana Jones (ale bez przesady, dobrze wiem, że co roku dociera tutaj około 3400+ osób). Minus był oczywisty: potrzebowłem trochę wysiłku, żeby wyobrazić sobie jak miasto mogło kiedyś wyglądać i jak było duże. Na szczęście<strong> Hugo Turjillo</strong> &#8211; nasz przewodnik &#8211; potrafił opowiadać po hiszpańsku w wystarcząco klarowny sposób, żebym nawet ja mógł zrozumieć całkiem dużo z historii miasta i kultury Majów.</p>
<p style="text-align: justify;">A opowiedział nam przynajmniej kilka ciekawych faktów:</p>
<ul style="text-align: justify;">
<li><strong>zbudowanie piramidy La Danta</strong> (to ta największa), której najniższy poziom ma rozmiar 17 boisk do piłki nożnej, <strong>zajęło około 400-500 lat</strong>. Wybrażacie sobie taki poziom planowania długoterminowego u polskich (albo jakichkolwiek innych) polityków? Nie? Ja też&#8230; Pomyślcie co udałoby się nam stworzyć przy obecnym poziomie techniki w tak długim czasie;</li>
<li>żeby ową piramidę zbudować<strong> w okolicy musiało mieszkać</strong> <strong>kilka milionów ludzi, </strong>co było dla mnie sporym zaskoczeniem, gdyż zawsze myślałem, że starożytne miasta w Amerykach liczyły nie więcej niż  80 000 mieszkańców (np. Teotihuacan w stanie największego rozkwitu);</li>
<li>przez kilka miesięcy w roku okolica El Miradoru jest praktycznie pustnią, nie ma ani cieków wodnych, ani zbiorników. Tak samo było w okresie, gdy tereny te były zamieszkałe. Majowie radzili sobie magazynując wodę w sztucznych zbiornikach, z których część pełniła także rolę obronną (fosy);</li>
<li>głównym wrogiem El Miradoru był pobliski Tikal, który mimo iż znacznie mniejszy nie został pokonany, gdyż posiadał prężną sieć sojuszników. Sięgała ona znacznie dalej niż byłbym skłonny kiedykolwiek przypuszczać, bo aż do leżącego koło obecnego Mexico City i wspomnianego już Teotihuacanu (a to jakieś 1000 km w linii prostej);</li>
<li><strong>miasto zostało ostatecznie opuszczone około 800 roku n.e</strong>., ale nie z powodów militarnych czy politycznych, a bardzo typowych a zarazem współczesnych: <strong>degradacji środowiska.</strong> Majowie zachowali się podobnie jak mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej czy Petry i <strong>wycięli większość drzew</strong> w okolicy. W efekcie nastąpiła erozja gleb i znaczny spadek możliwości magazynowania wody, co z kolei uniemożliwiło uprawę ziemi;</li>
<li>najpopularniejszą grą była<strong> j<em>uego de pelota</em></strong>, czyli ni mniej ni więcej tylko &#8220;gra w piłkę&#8221; (coś mi się po głowie kołacze, że w jakiś sposób bazuje na niej popularna kiedyś w Polsce gra w &#8220;dwa ognie&#8221;).  Piłka była drewniana i ważyła około 4 kilogramów. Nie można było używać ani dłoni, ani stóp. Zamiast tego gracze (1, 2, 3 lub 5 w drużynie) mogli używać uzbrojonych w ochraniacze kolan i łokci, a także drewnianego pasa. Tak, wiem, brzmi to dziwnie, szczególnie ten pas, ale tak to według Hugo wyglądało. Boisko było niewielkie, około 10 x 30 metrów, a bramki stanowiły niewielkie dziury w murze po przeciwległej (krótszej!) stronie. Po zakończeniu rozgrywki <strong>krew lała się obficie</strong>. Nie wiadomo jednak czy głowy obcinano zwyciężcom, przegranym czy wszystkim uczestnikom. Co ciekawe gracze decydowali się dowolnie na udział w grze. Dlaczego? <strong>Wierzono bowiem, że ten kto zostanie zdekapitowany odrodzi się w przyszłym życiu potężniejszym</strong> (Majowie wierzyli w swego rodzaju reinkarnację). Kiedy o tym usłyszałem pomyślałem, że to bardzo dobry sposób na usuwanie ze społeczeństwa ambitnych i zdolnych do poświęceń jednostek. Zamiast spiskować przeciwko władcom część z nich dawała sobie uciąć głowę w nadziei na to, że następnym razem to oni będą na tronie albo blisko niego.</li>
</ul>
<p><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/05/DSC05418.jpg"><img loading="lazy" class="aligncenter size-large wp-image-546" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/05/DSC05418-1024x682.jpg" alt="Trek przez dżunglę do El Mirador" width="640" height="426" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/05/DSC05418-1024x682.jpg 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/05/DSC05418-600x400.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/05/DSC05418-300x200.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/05/DSC05418.jpg 1280w" sizes="(max-width: 640px) 100vw, 640px" /></a></p>
<h3 style="text-align: justify;">Marsz przez dżunglę</h3>
<p style="text-align: justify;"><strong>Co do samego trekkingu do El Mirador to liczył on sobie 43 kilometry</strong> w jedną stronę, podzielone na dwa odcinki: 17 i 24. Przez cały czas szliśmy dobrze wydeptaną i szeroką przynajmniej na metr ścieżką. Teren był zasadniczo płaski i tylko kilkukrotnie trafiały się niskie wzgórza (&lt;80 m), co w praktyce przekładało się na od 4 do 7 godzin marszu dziennie. Była to zatem <strong>przyjemna i niezbyt uciążliwa wycieczka</strong>, tym bardziej, że większość bagaży niosły muły. We znaki czasem dawało się gorąco, ale owe 30-34*C było mniej dokuczliwe niż to sobie wyobrażałem. Cień oferowany przez drzewa i pojawiające się czasem podmuchy wiatru sprawiały, że pogoda była mniej męcząca niż na przykład we Flores.</p>
<p style="text-align: justify;">Mimo ogólnie pozytywnych wrażeń z wycieczki (oderwanie się od pracy!) muszę przyznać, że <strong>zabrakło mi nieco tego, na co najbardziej liczyłem: kontaktu z przyrodą</strong>. Dżungla, w której leży Palenque jest znacznie bardziej zielona, potężna i zgodna z moim stereotypowym wybrażeniem niż ta, którą zobaczyłem po drodze do El Mirador. Nie rozbrzmiewała co chwila odgłosami ptaków i innych zwierząt, a momentami tylko palmy i wilgotność przypominały mi, że nie znajduję się w jakimś europejskim lesie. Z tego co rozmawiałem z Hugo była to głównie kwestia pory roku. Brak wody sprawia, że zwierzaki przebywają w innych rejonach. Rozwiązaniem byłaby wycieczka w porze deszczowej. Wtedy mógłbym tonąć w błocie po pas, las huczałby od odgłosów natury, lecz niestety wszędzie byłyby też miliony komarów.</p>
<p style="text-align: justify;">Trochę lepiej niż po drodze było w samym El Miradorze. Wokół obozu często kręcił się jeden albo dwa ostronosy białonose (zwane tu <em>pizote</em>), a na drzewach można było dosyć często zobaczyć czepiaki (prawdopodobnie z gatunku <em>Ateles fusciceps</em>) lub wyjce (<em>Alouattinae). </em>To dzięki nim w nocy i <strong>wieczorami dżungla zamieniała się w </strong><em><strong>Jurassic Park</strong>, </em>gdyż ich ryki, jak to stwierdził ktoś z naszej grupy, bardziej pasowały do Welociraptorów niż do roślinożernych małp.</p>
<p style="text-align: justify;">Przyznam, że <strong>po pięciu dniach spędzonych w dżungli i wśród ruin poczułem się na tyle nasycony &#8220;majańskością&#8221;, że odpuściłem sobie wizytę w Tikalu</strong>. Uznałem, że jeśli chodzi odrestaurowane budowle to wystarczy mi to, co zobaczyłem w Palenque i że będę w stanie dalej żyć nawet jeśli nie zobaczę kolejnych odnowionych świątyń. Tym bardziej, że podobne znajdują się w honduraskim Cobanie, a El Mirador jest tylko jeden.</p>
<p><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/05/DSC05430.jpg"><img loading="lazy" class="aligncenter wp-image-549 size-large" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/05/DSC05430-1024x682.jpg" alt="&quot;Marta" width="640" height="426" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/05/DSC05430-1024x682.jpg 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/05/DSC05430-600x400.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/05/DSC05430-300x200.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/05/DSC05430.jpg 1280w" sizes="(max-width: 640px) 100vw, 640px" /></a></p>
<h3 style="text-align: justify;">Praktykalia</h3>
<ul style="text-align: justify;">
<li>trekking zaczyna się i kończy w miejscowości Carmelita, do której można dojechać autobusem za 40Q (odjazdy z Santa Elena codziennie o 9:00 i 13:00);</li>
<li>nie ma możliwości ominięcia całej machiny turystycznej i dotarcia do ruin całkowicie samodzielnie, gdyż zarówno w obozach pośrednich jak i w El Mirador mieszkają strażnicy, którzy zatrzymają (a przynajmniej spróbują zatrzymać) każdego delikwenta, który będzie porszuał się bez przewodnika;</li>
<li>w celu uzyskania najlepszej ceny najlepiej skontaktować się bezpośrednio z <a href="http://www.turismocooperativacarmelita.com/" target="_blank" rel="noopener">Turismo Cooperativa Carmelita</a> i albo zorganizować szyty na miarę trekking albo dołączyć do innej grupy. Kooperatywa jest elastyczna i bardzo chętna do współpracy, więc jeżeli ktoś będzie chciał wybrać się na 20 dniową wycieczkę obejmującą także ruiny leżące w Meksyku nawet i to jest do zrobienia. Jedyny minus jest taki, że nikt w kooperatywie nie mówi po angielsku (dotyczy to także przewodników). Tak więc dobrze byłznać hiszpański na poziomie komunikatywnym lub podczas komunikacji mailowej z Juanem Carlosem z kooperatywy posiłkować się Google Translate;</li>
<li>jeżeli nie chcesz samemu organizować treku/kontaktować się z kooperatywą polecam skorzystać z oferty <a href="http://amigoshostel.com/" target="_blank" rel="noopener">hostelu Los Amigos</a> w Flores, który pobiera jedynie niewielką prowizję (rzędu $20/osobę);</li>
<li>jedzenie na treku jest smaczne (i prócz pierwszej kolacji bezmięsne) i jest go wystarczająco dużo, ale dla zaspokojenia łakomstwa warto zabrać jakieś orzechy, cukierki, batony czy inne cudactwa;</li>
<li>ani w Carmelita, ani nigdzie po drodze nie ma ani prądu, ani zasięgu telefonii komórkowej, ani sklepów (tu za wyjątkiem Carmelita);</li>
<li>istnieją zasadniczo cztery sezony, w których można odwiedzić El Mirador:
<ul>
<li>styczeń &#8211; czerwiec: sucho, mało komarów, niewiele zwierząt i ptaków (z braku wody) &#8211; najwyższe obłożenie;</li>
<li>czerwiec &#8211; sierpień: początek pory deszczowej, ale z reguły nie pada co dziennie, trochę błota i komarów &#8211; mały ruch;</li>
<li>sierpień &#8211; październik: pora deszczowa na całego, może padać kilka dni z rzędu bez żadnych przerw, masa komarów i błota &#8211; zero chętnych;</li>
<li>listopad &#8211; grudzień: początek pory suchej, ale wszędzie jest pełno wody, może zajść konieczność brodzenia po pas przez kilka kilometrów, miliony komarów &#8211; zadziwiająco wielu chętnych;</li>
</ul>
</li>
<li>zasadniczo oferowane są dwie standardowe wersje trekkingu: 5 i 6 dniowa. Gdybym miał iść na niego jeszcze raz wybrałbym wersję dłuższą, gdyż w przypadku 5-cio dniowej wraca się tą samą drogą, którą szło się do El Mirador, a w wersji dłuższej robi się pętle przez ruiny miast Nakbe i Wakna.</li>
</ul>
<p><a href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/05/DSC05387.jpg"><img loading="lazy" class="aligncenter size-large wp-image-539" src="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/05/DSC05387-1024x682.jpg" alt="Poczatek treku do El Mirador" width="640" height="426" srcset="https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/05/DSC05387-1024x682.jpg 1024w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/05/DSC05387-600x400.jpg 600w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/05/DSC05387-300x200.jpg 300w, https://www.cyfrowinomadzi.pl/wp-content/uploads/2015/05/DSC05387.jpg 1280w" sizes="(max-width: 640px) 100vw, 640px" /></a></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Przykładowe ceny:</strong></p>
<ul style="text-align: justify;">
<li>2 uczestników, 5 dni/4 noce, przewodnik, jeden muł i poganiacz, wyżywienie, sprzęt kampingowy (namioty i materace): <strong>$210 / osoba;</strong></li>
<li>2-12 uczestników, 5 dni / 4 noce, przewodnik, kucharz, odpowiednia ilość mułów i poganiaczy, wyżywienie, sprzęt kampingowy: <strong>$230 / osoba</strong> (przez agencje turystyczną przynajmniej $20 więcej);</li>
<li>3 uczestników, 6 dni / 5 nocy, przewodnik, dwa muły i poganiacz, kucharz, wyżywienie, sprzęt kampingowy: <strong>$300 / osoba.</strong></li>
<li>nocleg w Carmelita: <strong>75Q</strong></li>
</ul>
<p style="text-align: justify;">Ceny nie uwzględniają wszystkich możliwych kombinacji, a jedynie te, o które sam pytałem lub te, które wybrały osoby z innej grupy, którą spotkaliśmy. Wydaje mi się, że są rozsądne i przystępne, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę koszty typowego backpackingu po Gwatemali, które wbrew pozorom nie są wcale takie niskie.</p>
<p>Artykuł <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl/el-mirador-gwatemala-trek-trekking-ruiny/">W tajemniczych ruinach miasta Majów. El Mirador, środek gwatemalskiej dżungli</a> pochodzi z serwisu <a rel="nofollow" href="https://www.cyfrowinomadzi.pl">Cyfrowi Nomadzi</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://www.cyfrowinomadzi.pl/el-mirador-gwatemala-trek-trekking-ruiny/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>5</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
